wtorek, 21 kwietnia 2026

"Reset" Kaczyńskiego


 

Kłamie Pan, Panie Bogucki

Kłamie Pan, aby zdjąć z Nawrockiego i z Państwa odpowiedzialność za straty setek milionów złotych poniesione przez Polaków na skutek dwóch wet wobec rządowej ustawy regulującej rynek kryptowalut.
Kłamie Pan, aby ukryć, że ZondaCrypto bezpośrednio i pośrednio finansowała kampanię prezydencką Karola Nawrockiego.
Kłamie Pan, aby zataić, że ZondaCrypto finansowała polityków z PiS i Konfederacji.

Twierdzenie, że „reset” z Rosją to autorski pomysł Donalda Tuska, jest ordynarnym kłamstwem. W rzeczywistości oficjalną propozycję takiej polityki wysunął nasz najbliższy sojusznik – Stany Zjednoczone. Donald Tusk, jako odpowiedzialny lider państwa sojuszniczego, przyłączył się do inicjatywy zainicjowanej w Waszyngtonie.

Gdyby szukać przykładów bezkrytycznej uległości wobec sojuszników, warto spojrzeć na PiS. W imię partykularnych interesów i specyficznie rozumianej miłości do Donalda Trumpa, byliście Państwo gotowi zaangażować Wojsko Polskie w jego obecny konflikt z Iranem. Internet do dziś kpi z propozycji Mariusza Błaszczaka dotyczącej wysłania polskiego „lotniskowca”, który złośliwi okrzyknęli mianem „zwodowanego w Radomiu”.

Sama polityka „resetu” została tak nazwana przez administrację Baracka Obamy w 2009 roku, jednak jej korzenie sięgają głębiej. Zapoczątkował ją prezydent George W. Bush już w 2001 roku, kiedy to po słynnym „spojrzeniu w oczy Putina” rozważano nawet… przystąpienie Rosji do NATO. Proces ten wygasł dopiero po agresji na Krym, a Tusk jedynie poruszał się w ramach obowiązującej wówczas doktryny całego Zachodu.


1. Manipulacja cytatami, czyli krótka pamięć o „resecie”


Cytuje Pan słowa Donalda Tuska o Rosji z taką emfazą, jakby odkrył Pan dowód zdrady stanu. Krzyczy Pan: „Te słowa padły naprawdę‼️”. Przypomnijmy je:

  • „Chcemy, aby Rosja była ważnym — więcej, aby stała się ważniejszym niż do tej pory — zarówno w kontekście gospodarczym, ale także politycznym i bezpieczeństwa partnerem”.

  • „Na pewno nie będzie jakichś ideologicznych zakazów na robienie wspólnych interesów, bo nasi sąsiedzi — Rosja — są także od tego, żebyśmy robili z nimi wspólne interesy”.

Chciałbym więc zapytać: jakie szkoły Pan skończył i gdzie Pan był, gdy padały poniższe deklaracje?

Kto to powiedział?

„Rosja to państwo o szczególnym znaczeniu. Jest to państwo, z którym chcielibyśmy mieć jak najlepsze stosunki”.

No kto? Podpowiedzieć Panu? Lech Kaczyński, 10 lutego 2006 roku.

A to?

„Pragnę w tym miejscu odwzajemnić niedawne ciepłe słowa pana prezydenta Władimira Putina i zgodzić się, że Polskę oraz Rosję łączy niemały potencjał bliskości etnicznej, historycznej i kulturalnej. [...] W naszych stosunkach z Rosją nie istnieją żadne obiektywne uwarunkowania i przesłanki, które przeszkadzałyby dobrosąsiedzkiej współpracy”.

Odpowiem od razu, żeby nie musiał Pan udawać greka: to Stefan Meller, Minister Spraw Zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, 15 lutego 2006 roku.

I jeszcze premier Jarosław Kaczyński (7 września 2006):

„Wielkim problemem pozostają nasze stosunki z Federacją Rosyjską. Z radością stwierdzamy, że ostatnio pojawiły się objawy pewnej poprawy. Wierzymy, że pozytywne zmiany będą postępowały szybko”.

Miesiąc później, po spotkaniu z Siergiejem Ławrowem, Jarosław Kaczyński dodawał:

„Ważną kwestią dla polskiej strony jest przywrócenie stanu normalności w stosunkach gospodarczych, szczególnie w dziedzinie handlu zagranicznego”.

Tego samego dnia Andrzej Krawczyk z Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ogłaszał z optymizmem: „To początek przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich”.


Wnioski dla ludzi myślących

Jeżeli twierdzi Pan, że słowa Tuska są dowodem na „zdradę”, to jak nazwie Pan identyczne deklaracje braci Kaczyńskich? Padły one przed cytatami Tuska, więc jeśli szuka Pan w Polsce ojców „resetu”, fakty wskazują jednoznacznie na PiS.

Na deser przypomnę haniebne słowa Zbigniewa Raua, szefa MSZ w drugim rządzie PiS, wypowiedziane 16 lutego 2022 roku na spotkaniu z Siergiejem Ławrowem – zaledwie tydzień przed inwazją na Ukrainę:

  1. „Jesteśmy otwarci na Rosjan”.

  2. „Pragmatyczna współpraca jest możliwa”.

  3. „Rosja i Rosjanie są naszymi sąsiadami, których traktujemy z otwartością”.

A może chce Pan też porozmawiać o wizytach marszałka Karczewskiego i premiera Morawieckiego u „ciepłego człowieka” w Mińsku?


2. Reparacje od Niemiec – ma Pan krótką pamięć?

Szuka Pan uległości wobec Niemiec w rządzie Tuska? To proszę spojrzeć we własne archiwa. W 2006 roku Anna Fotyga, jako Minister Spraw Zagranicznych w rządzie PiS, podpisała dokument, w którym czytamy:

„Rząd polski wielokrotnie wskazywał, iż kwestia realizacji polskich roszczeń reparacyjnych wobec Niemiec jest zamknięta, a sam fakt zrzeczenia się reparacji nie pozostawia wątpliwości”.

Dziś, gdy pyta się panią minister o ten podpis, ucieka od odpowiedzialności słowami: „Nie będę o tym dyskutować. Powiedziałam, że nie zaprzeczam, bo po prostu nie wiem”.

To jest właśnie Państwa polityka: co innego w dokumentach, co innego w krzykach przed kamerami. Hipokryzja w czystej postaci.







Analiza mechanizmów propagandy w polityce


 Jak PiS będzie się bronił przed aferą Zondakryptą?
 Jak zawsze. Wina Tuska.

W polskiej polityce od około 2005 roku daje się zaobserwować powtarzalny schemat: gdy Jarosław Kaczyński wypowiada słowa nieprawdziwe, niedorzeczne lub kompromitujące, aparat propagandowy Prawa i Sprawiedliwości natychmiast przerzuca odpowiedzialność na… Donalda Tuska, co z czasem urosło do rangi ironicznego, choć niezwykle skutecznego hasła: „wina Tuska”.

Psychologia tłumu i siła sugestii

Zadziwiające jest, z jaką łatwością znaczna część społeczeństwa przyjmuje nawet najbardziej absurdalne tezy. Co więcej, proces ten dotyka również sceptyków – osoby, które teoretycznie nie wierzą w propagandę, podświadomie zaczynają odczuwać niechęć do Tuska, często nie potrafiąc poprzeć tego rzeczowymi argumentami. Warto zaznaczyć, że podatność na ten mechanizm nie zależy od poziomu wykształcenia, lecz od głęboko zakorzenionych procesów psychologicznych.

Historyczne korzenie socjotechniki

W kontekście tym często przywołuje się zasadę przypisywaną Josephowi Goebbelsowi:

„Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”.

Jeśli jednak szukamy źródeł tej strategii w mrocznych kartach historii, warto też odwołać się do koncepcji „wielkiego kłamstwa” opisanej przez Adolfa Hitlera w Mein Kampf. Twierdził on, że masy prędzej uwierzą w kłamstwo o gigantycznej skali niż w drobne oszustwo, gdyż nie mieści im się w głowach, że ktoś mógłby mieć czelność aż tak bezczelnie naginać rzeczywistość.

Od teorii do mikrofalówki

Mechanizm „wielkiego kłamstwa” działa, bo jak uwierzyć, że samolot z prezydentem Polski na pokładzie rozbił się, bo pilot lądował mimo braku warunków pogodowych i do tego na złym wysokościomierzu. Zamach na prezydenta Polski dokonanego przez Tuska i Putina tak łatwo zrozumieć… 

Ale to nie jest polska specjalność.

Ze świecą szukać Amerykanina, który wierzy, że jakiś przygłupi Oswald, kupił za 20 dolarów karabin i zastrzelił najważniejszego człowieka na ziemi,  Johna F. Kennedy’ego? Walić fakty.

Ale, że to był zamach KGB, amerykańskiej mafii, Fidela Castro, CIA, amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, dyrektora FBI J. Edgara Hoovera,  Ku Klux Klanu itd. to już wiarygodne. Ciekawe, że im dalej od zamachu tym ilość teorii spiskowych na temat tego zamachu narasta. Do dziś. 

Przestaje więc dziwić sytuacja, w której Jarosław Kaczyński nie tylko uwierzył, ale i publicznie powielał absurdalną historię o tym, jakoby polityczny przeciwnik Viktora Orbána miał upiec szczeniaka w mikrofalówce. To już jaskrawy przykład tego, jak groteskowa dezinformacja staje się narzędziem w rękach doświadczonych polityków.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Koniec "religii smoleńskiej"?


Odejście abp. Marek Jędraszewski to nie jest zwykła zmiana personalna. To zamknięcie jednego z najbardziej kompromitujących rozdziałów współczesnego Kościoła w Polsce — rozdziału, w którym ambona służyła nie Ewangelii, lecz politycznej narracji.

Przez lata Wawel w rocznice katastrofy smoleńskiej był miejscem, gdzie zamiast ciszy i modlitwy rozbrzmiewały słowa o „zamachu”, „mistyfikacji” i „kłamstwie smoleńskim”. Kościół, który powinien łączyć, stawał się tubą jednej wizji — podszytej podejrzeniami, emocjami i politycznym interesem.

Kulminacją tej logiki były słowa z 2021 roku, gdy abp. Jędraszewski ogłosił, że wierni mają obowiązek dziękować Bogu za braci Kaczyńskich.

W tym momencie przestało chodzić nawet o politykę — zaczęło o coś znacznie bardziej niepokojącego: o sakralizowanie władzy.

Na tym tle głos kard. Grzegorz Ryś brzmi jak zimny prysznic. — Kościół nie jest od prowadzenia do „prawdy smoleńskiej”, lecz do Boga — powiedział. I tym jednym zdaniem podsumował lata nadużyć.

Bo właśnie tym były: nadużyciami.

Katastrofa, która powinna być przestrzenią wspólnej żałoby, została zamieniona w narzędzie podziału. Wierni — zamiast prowadzeni ku sensowi i nadziei — byli wciągani w spiralę podejrzeń i politycznej mobilizacji.

Ryś robi coś, co dla części Kościoła wydaje się niemal rewolucyjne: odmawia udziału w tej grze.

Nie ma u niego teorii, nie ma oskarżeń, nie ma sugestii. Jest noc — ból, chaos, cisza. I próba przejścia przez to doświadczenie bez ideologicznego dopalacza.

To zmiana fundamentalna. Bo oznacza powrót do elementarnej uczciwości: uznania, że Kościół nie ma kompetencji do rozstrzygania katastrof lotniczych ani tworzenia alternatywnych wersji historii.

Ma za to obowiązek nie kłamać. I nie podsycać kłamstw.

Dlatego odejście Jędraszewskiego to nie tylko koniec pewnego stylu. To test, czy Kościół w Polsce potrafi jeszcze odróżnić wiarę od politycznej obsesji.

I czy chce przestać mylić ambonę z mównicą.




czwartek, 9 kwietnia 2026

Trump żąda od europejskich sojuszników konkretnej pomocy militarnej


Trump żąda od europejskich sojuszników konkretnej pomocy militarnej w celu zapewnienia swobodnej żeglugi przez Cieśninę Ormuz. W przeciwnym razie grozi, że USA wystąpią z NATO, zarzucając Europie niewypełnianie zobowiązań wynikających z artykułu 5.

Wszyscy wiedzą, że Trump postradał - jeżeli posiadał - zmysły, ale nikt nie ma odwagi spróbować mu wytłumaczyć do czego zobowiązuje ten artykuł sojuszników?  

Jak właściwie brzmi artykuł 5?

————————————————

Art. 5 – Traktat Północnoatlantycki (Waszyngton, 4 kwietnia 1949 r.)

„Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.

————————————————

W świetle tego zapisu trudno uznać, że rzeczywiście doszło w Iranie do sytuacji spełniającej warunki uruchomienia artykułu 5.

Jak miałoby to wyglądać? Czy to Iran zaatakował USA, czy raczej USA i Izrael prowadzą działania agresywne wobec Iranu?

Artykuł 5 ma charakter defensywny. Jeśli państwo członkowskie NATO (np. USA) podejmuje działania ofensywne bez uzgodnienia z Sojuszem, pozostali członkowie nie mają prawnego obowiązku udzielenia wsparcia.

Nie ma więc podstaw do jego zastosowania w Iranie.

Co więcej, szczególnie bezczelne jest żądanie wsparcia od NATO w sytuacji prowadzenia agresywnych działań zbrojnych bez konsultacji z sojusznikami.

Warto również zauważyć, że wśród europejskich ugrupowań politycznych podległych Trumpowi tylko PiS rozważał możliwość wysłania polskich wojsk na tę wojnę.

środa, 8 kwietnia 2026

Rakieta Trumpa zabiła 175 uczennic… W tle gra ostra, metalowa muzyka, a na ekranie — jakbyśmy oglądali grę wideo — widać bombardowanie irańskiego miasta.


Nie chcę rozmawiać o zbrodniczym reżimie w Iranie. Nie chcę potępiać ani usprawiedliwiać wojny rozpętanej przez USA i Izrael. Nie chcę też dyskutować o tym, czy brak ropy wpędzi najbiedniejszą część naszej planety w głód.

Jestem załamany sposobem, w jaki Trump i jego troglodyci przedstawiają tę wojnę.

Minęły cztery lata, a mnie wciąż nawiedzają przerażające obrazy z Buczy. To jednak, co dzieje się teraz, wydaje się niewiarygodne.

Zadowolony Trump mówi, że Iran został zrównany z ziemią, a jednocześnie zapowiada, że jeśli w ciągu dwóch tygodni Iran się nie podda, to „skończy zabawę” i zniszczy zgodnie z obietnicą całą irańską cywilizację.

W tle gra ostra, metalowa muzyka, a na ekranie — jakbyśmy oglądali grę wideo — widać bombardowanie irańskiego miasta.

Śmierć, cierpienie niewinnych ludzi i rozpacz rodziców tracących dzieci zostały zredukowane do rozrywki i popkulturowej gry. Taka trywializacja wojny i ludzkich tragedii jest nie do pomyślenia.

Rakieta Trumpa zabiła 175 uczennic…


wtorek, 31 marca 2026

Liberalni i umiarkowani kontra agresywni, chamscy i radykałami

To żadna tajemnica: formacje liberalne i umiarkowane przegrywają z agresywnymi radykałami nie dlatego, że brakuje im racji, ale dlatego, że grają według zasad, których tamci w ogóle nie uznają. Radykałowie nie mają hamulców — ani mentalnych, ani językowych, ani ideologicznych, ani kulturowych. Mówią i robią rzeczy, które dla drugiej strony są nie do pomyślenia, a przez to skutecznie narzucają reguły gry.

Demokracja musi w końcu przestać udawać, że to równa rywalizacja, i zadać sobie poważne pytanie: czy liberalizm nie powinien bronić się dostosowując do chamstwa radykalnej prawicy? 


poniedziałek, 30 marca 2026

To już nie jest mój świat


 

To już nie jest mój świat

To nie jest świat, w którym dorastałem. Zniknęła rzeczywistość, w której ludzie operowali faktami, używali logicznej analizy i potrafili się spierać na argumenty. Dziś merytoryczna dyskusja to gatunek wymarły. Liczą się tylko emocje, narzucone poglądy, autorytet "guru" i algorytmy mediów społecznościowych.

Opanowanie internetu przez te algorytmy — a de facto przez właścicieli platform — zakończyło epokę, w której to nasz umysł decydował, co jest prawdą, a co kompletnym idiotyzmem. Kiedyś analizowaliśmy fakty i wyciągaliśmy wnioski. Dzisiaj technologia, na podstawie jednego kliknięcia czy wpisu, zamyka nas w szczelnej bańce. Wszystko, co znajduje się poza nią, staje się dla nas niewidoczne lub wrogie.

W tym nowym porządku nie liczy się prawdziwość czy sens informacji. Liczy się to, kto ją przekazał. Braun? Kaczyński? Bosak? Mentzen? Wyznawców kompletnie nie interesuje rzeczywistość. "Liberalizm naukowy" nie ma szans, bo brakuje mu interlokutora. To jak próba przekonania głęboko wierzącego, że chodzenie po wodzie jest fizycznie niemożliwe. "Chodził i co mi tu dupę zawracasz" — to jedyna odpowiedź, na jaką można liczyć.

Z życia wzięte: Trzy lekcje zderzenia ze ścianą

1. Logika geograficzna według PiS Politycy PiS grzmią, że rząd nie ma prawa zaciągać zagranicznych pożyczek bez zgody prezydenta. Gdy zapytano posła Jarosława Selina, na jakiej zasadzie minister Błaszczak zaciągnął w Korei Południowej miliardowe kredyty, usłyszeliśmy, że to nie były pożyczki "zagraniczne".
Czy on jest idiotą? Nie. On po prostu wie, że jego bańka przyjmie każdą bzdurę. Skoro partia mówi, że kredyt w Seulu jest kredytem krajowym, to temat jest zamknięty.

2. Pamięć wybiórcza Zapytałem przyjaciela, posła PiS, czy wie, kto we wrześniu 2025 roku pisał na platformie X o programie SAFE jako "szansie na rozwój Sił Zbrojnych" i przestrzegał przed marnowaniem tych środków. Wiedział doskonale, że to słowa Błaszczaka. Nie próbował jednak niczego tłumaczyć. Po prostu "wysłał mnie na drzewo".

3. Arytmetyka kontra ideologia Podjąłem jeszcze jedną próbę merytorycznej dyskusji o kosztach długu. Proste zestawienie:

  • Kredyt w Korei: 76 mld zł, oprocentowanie 6% na 20 lat. Koszt całkowity: ok. 130,7 mld zł (same odsetki to blisko 55 mld).

  • Kredyt w EBC (warunki SAFE): Odsetki wyniosłyby ok. 25 mld zł. Różnica? 20 miliardów złotych, które zostają w kieszeni polskiego obywatela.

To nie jest wielka polityka, to arytmetyka z poziomu podstawówki. Reakcja? 

"Spierdalaj". 

Mój rozmówca wiedział, że mam rację. Wiedział, że jedna transza z Korei jest dwa razy droższa niż alternatywa. Ale fakty nie mają znaczenia. Jeśli jesteś w bańce, nie dyskutujesz. Jest tak, jak mówi lider. Kropka.

Stajemy się stadem baranów, które potulnie maszeruje za pasterzem. Najgorzej mają ci, którzy nie należą do żadnego obozu. Oni przegrywają najszybciej.


4.  Analiza ekonomiczna: Dlaczego SAFE to inwestycja, a nie tylko dług?

Póki istnieją jeszcze wolne umysły, warto pochylić się nad chłodną analizą. Program SAFE nie musi być obciążeniem dla finansów publicznych. Kluczem jest zrozumienie, że to kredyt inwestycyjny, a nie konsumpcyjny.

Mechanizm dźwigni Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę biorącego 50 mln zł kredytu na park maszynowy. Dzięki temu produkuje milion łopat, sprzedaje je po 100 sł., spłaca dług, podatki i zostaje z czystym zarobkiem. W skali państwa działa to identycznie: kapitał generuje wartość dodaną, miejsca pracy i wpływy do budżetu, które docelowo przewyższają koszt obsługi długu.

Realny koszt pieniądza w czasie Analizując kredyt SAFE, musimy wziąć pod uwagę trzy zmienne:

  1. Nominalny koszt obsługi (odsetki).

  2. Spadek wartości pieniądza: Realna wartość długu drastycznie maleje na przestrzeni dekad.

  3. Stopa zwrotu: Wpływy z nowoczesnej infrastruktury czy energetyki.

Potęga inflacji i wzrostu aktywów Często zapominamy o skali zmiany siły nabywczej. 1 miliard złotych spłacany w 2071 roku będzie wart ułamek tego, co ten sam miliard dzisiaj. Najlepiej widać to na rynku nieruchomości:

  • 1995 r.: Mieszkanie 50 m² w Poznaniu kosztowało ok. 50–70 tys. zł.

  • 2025 r.: To samo mieszkanie to koszt rzędu 600–800 tys. zł.

Jeśli potraktujemy kredyt jako narzędzie do nabycia aktywów, które zyskują na wartości (lub generują dochód), okaże się, że realny dług "rozpuszcza się" w czasie dzięki wzrostowi gospodarczemu. Szkoda tylko, że w dzisiejszym świecie takie argumenty przegrywają z partyjnym przekazem dnia.

Jak mają reagować europejscy przywódcy na coraz bardziej nieprzewidywalne działania Trumpa?


Nie trzeba być ekspertem, by wiedzieć, że Europa bez USA jest praktycznie bezbronna – i to nie tylko z własnej winy. Po utworzeniu NATO kraje europejskie sprawiały wrażenie, że się zbroją, a USA udawały, że tej pozoracji nie dostrzegają.

Powinniśmy podziękować Trumpowi za to, że wymusił na Europie działania nad samodzielnością w zakresie obrony własnego terytorium. To jedyny  pozytywny efekt jego polityki.

Pozostaje jednak pytanie: jak europejscy przywódcy powinni reagować na coraz bardziej nieprzewidywalne działania Trumpa?

Populiści nie mają z tym problemu – bezkrytycznie siedzą w dupie Trumpa i czują się w tej roli komfortowo. Gdy Trump zasugerował, że program SAFE mógłby ograniczyć polskie wydatki obronne w USA, Karol Nawrocki niemal natychmiast zawetował ustawę zwiększającą bezpieczeństwo Polski.

Ale co powinni zrobić niezależni europejscy liderzy?

Mimo rosnących wyzwań wynikających ze stylu polityki Trumpa, europejscy politycy w dużej mierze pozostają od niego uzależnieni i nie mają wyjścia, muszą trwać wiernie przy Trumpie. Sami doprowadzili do tego stanu.

Jeśli chcą zachować twarz, mogą ograniczyć się do powściągliwości – Trump jest łasy na pochlebstwa, ale niekoniecznie będzie reagował agresją na ich brak. 

Chyba.

niedziela, 29 marca 2026

Wolność musi być zakorzeniona w dobru — inaczej rodzi zło.







Radość z nominacji kardynałów Grzegorza Rysia i Konrada Krajewskiego na chwilę uciszyła przekorę i szyderę, które zwykle we mnie mieszkają. Bo pojawiła się nadzieja, że kryzys katolicyzmu w Polsce, wykrakany przez ks. prof. Józefa Tischnera, może dobiega końca.

Po upadku komunizmu Tischner zauważył, że chrześcijaństwo coraz silniej ulega pokusie upolitycznienia. Opisywał zarówno uwodzenie Kościoła przez politykę, jak i jego coraz bardziej ostentacyjne wchodzenie w polityczne układy.

W ten sposób chrześcijaństwo zaczęło redukować się do roli siły politycznej.

Korzystanie z władzy — i sięganie po nią — rodziło poczucie siły. Tadeusz Rydzyk niemal urastał do rangi bóstwa, a liczba jego akolitów rosła.

Tischner pisał wprost: była to opcja duszpasterska, która przyspieszała sekularyzację w Polsce.

Dechrystianizacja, której próbowano przeciwdziałać poprzez polityczną walkę z liberalizmem, tylko się pogłębiała. Ewangelia dobra i wolności przestawała docierać do społeczeństwa.

A przecież Tischner twierdził, że liberalizm i katolicyzm nie są sobie wrogie — przeciwnie, muszą się uzupełniać:

  • liberalizm: wolność, prawa człowieka, autonomia
  • katolicyzm: istnienie obiektywnej prawdy moralnej

Można to streścić jednym zdaniem:
wolność musi być zakorzeniona w dobru — inaczej rodzi zło.

Tak jak kiedyś ograniczenie wolności rodziło stosy i narzędzia tortur Inkwizycji.

No dobrze… rozpędziłem się.

Jeszcze chwila i ogłoszę triumf katolicyzmu liberalnego.

Wyobraźmy sobie:

  • akceptację kapłaństwa kobiet i zniesienie obowiązkowego celibatu
  • uznanie prawa do antykoncepcji, eutanazji, rozwodu i zapłodnienia in vitro
  • odejście od uznawania aktów homoseksualnych za grzech — a w konsekwencji także akceptację małżeństw jednopłciowych

Jeszcze niedawno za takie słowa płonęłobym się na stosie.



sobota, 28 marca 2026

Zmierzch wolności w sieci: Algorytmy myślą za nas, przeprogramowują, a potem podtrzymują ten wytworzony w nas pogląd.


Zmierzch wolności w sieci: Algorytmy myślą za nas, przeprogramowują, a potem podtrzymują ten wytworzony w nas pogląd.

Era prawdziwej wolności w internecie dobiegła końca. Sieć została zawłaszczona przez gigantów technologicznych – tzw. Big Tech. Dziś wystarczy jedno kliknięcie, by algorytmy zamknęły nas w szczelnej bańce informacyjnej. Platformy filtrują naszą rzeczywistość i nas segregują; uwięzieni w cyfrowych rezerwatach, mamy dostęp wyłącznie do tych treści, na które łaskawie pozwoli nam algorytm. Reszta świata staje się dla nas niewidoczna.

Jeśli to nie ja decyduję, co chcę czytać, i nie ja oceniam, co jest mądre, a co głupie, z czym się zgadzam, a z czym nie – to o jakiej wolności mowa? Algorytmy dokonują swoistej „operacji” na naszych mózgach, formatując nasze postrzeganie rzeczywistości. 

Czy tego chcemy? Zniewolonego własnego umysłu?

Technologia w służbie ideologii

Powszechnie wiadomo, że platformy należące do Elona Muska czy Marka Zuckerberga promują prawicowe treści polaryzujące. Często obserwujemy mechanizm, w którym zasięgi wpisów skrajnych prawicowych są windowane w kosmos, podczas gdy treści wyważone, liberalne czy demokratyczne bywają systemowo ograniczane. Algorytmy sprzyjające konkretnym opcjom politycznym – co widać chociażby na przykładzie ochrony wizerunku Donalda Trumpa. Sam miałem okazję to zaobserwować.

Zapomnijmy więc o bezstronności technologii. 

Serwisy takie jak X (dawny Twitter), Instagram czy Facebook zaczynają przypominać cyfrowe ramiona komitetów wyborczych radykalnej prawicy.

Termin „liberalna demokracja” jest rugowany z przestrzeni publicznej jako zbyt atrakcyjny – zamiast tego serwuje się nam etykietę „lewactwa”, by łatwiej było budować niechęć.

Przeciwko wolnemu myśleniu staje dziś nie tylko ignorancja czy „religia stosów” – będąca synonimem bezwzględnego dogmatyzmu – ale także potężna technologia w rękach miliarderów.

Zalew sztucznej inteligencji

Do tego dochodzi fala treści generowanych przez sztuczną inteligencję. AI produkuje odpowiedzi szybciej, niż ktokolwiek zdąży zadać pytanie, zalewając sieć masową ilością przetworzonych danych. Musimy mieć świadomość, że ten cyfrowy szum nie jest przypadkowy – algorytmy promują lub blokują określone poglądy zgodnie z interesami właścicieli platform.


W tym zgiełku jedyną bronią pozostaje świadomość. Chciałbym móc za Carlem Jungiem powtarzać do końca: „Nie jestem tym, co mi się przytrafiło. Jestem tym, czym zdecydowałem się zostać”. Nawet jeśli algorytm ma na ten temat inne zdanie.



Już czas na totalną sakralizację nazwiska Kaczyńskich.



Kaczyński wie, że to jego zmierzch. Czuje na plecach oddech politycznej emerytury, dlatego wykonał ruch wyprzedzający – obrzydliwy, jak wszystkie inne w jego karierze. Wybrał Karolowi Nawrockiemu otoczenie złożone z ludzi amoralnych, cynicznych, brutalnych i zakłamanych, ale jednocześnie intelektualnie sprawnych.

Ich misja? Przekuć wszystko, co się da, w niemal religijną legendę o Kaczyńskich – taką, która przetrwa wieki. Trwałą jak chociażby legenda o królu Popielu. 

Widząc rosnący radykalizm Konfederacji i środowisk braunowskich, Kaczyński postanowił nie walczyć z falą, lecz na niej popłynąć. To ma być „teraz albo nigdy”, póki Kaczyński ma jeszcze jakąś sprawczość.

Plan jest taki. Kaczyński do Sulejówka, Karol Nawrocki zostaje polskim Trumpem – spoiwem „brunatnej koalicji” PiS-u, Konfederacji i Korony.

Cena za takie namaszczenie? Totalna sakralizacja nazwiska Kaczyńskich.

• W każdym mieście – pomnik. 

• W każdej gminie – ulica. 

• W każdej wiosce – kapliczka z krasnalami Kaczyńskich. 

Budowa kultu znaczy.


piątek, 27 marca 2026

Miałem sen o tym, że skończył się zły czas dla naszego kraju.


Miałem sen o tym jak Polacy pod kierunkiem Lecha Wałęsy odzyskali wolność dla Polski, miałem sen, że skończył się zły czas dla naszego kraju.

Solidarność między rodakami, wzajemna życzliwość oraz powszechność wartości moralnych, które przez lata sowieckiej dominacji przypominał nam Kościół. 
Nie do ruszenia.
Powstanie naszego narodu i państwowości zawdzięczamy w dużej mierze Kościołowi – i to on przez pokolenia nie pozwolił nam tej Polski odebrać.

No i się obudziłem. I co widzę? 

A mogło być tak pięknie.

Jednak osobiste ambicje Lech Wałęsa i Jarosława Kaczyńskiego wysadziły tę piękną wizję w powietrze.

Ten wybuch to był atak na  Jerzego Turowicza – jednego z najważniejszych intelektualistów katolickich XX wieku. Był on nie tylko twórcą i redaktorem „Tygodnika Powszechnego”. Przez ponad pół wieku kierował tym pismem, czyniąc z niego forum niezależnej myśli w czasach PRL. Uchodził za symbol dialogu, otwartości i etycznego dziennikarstwa.

Gdy rozpoczynała się „wojna na górze” (1990–1991), Turowicz – za namową Jana Pawła II – próbował ją powstrzymać, odwołując się do Ewangelii.

Przypominał wtedy, że:

• Kościół powinien być otwarty i dialogiczny, 

• Polska potrzebuje pojednania narodowego, a nie rewolucji.

• Tylko spokojna budowa demokracji ma sens, bo zemsta nigdy niczego nie zbudowała.

 

Wtedy jednak na Turowicza rzuciło się polskie piekło – z jednej strony Wałęsa, z drugiej Kaczyński.

Dusza polska kieruje się ku prawicy, nacjonalizmowi, rasizmowi i Kościołowi, ale rytualnemu. Ewangelia – choć wypowiadana z patosem – pozostaje powierzchowna.

Kto sądzi, że idąc coraz bardziej na prawo, służy Narodowi, ten wybiera drogę prowadzącą do jego paraliżu. Czy trzeba przypominać przedwojenny sojusz Kościoła z endecją?


Nie udało się uratować polskiej duchowości przed zakłamaniem i zdradą, przed zaślepieniem umysłu i banalnością frazesu, przed fanatyzmem i cynizmem.

Katastrofą stało się to, że miłosierdzie sprowadzono do roli listka figowego. Wypchnięto je ze świata, pogardliwie nazywając „humanitaryzmem” czy „sentymentalizmem”.

Przypisujemy sobie życzliwość z niezwykłą łatwością – nie mając ku temu podstaw. W ten sposób rozgrzeszamy się ze wszystkiego, przekonani, że mamy „serce na właściwym miejscu” i że „nie skrzywdzilibyśmy muchy”. Tymczasem często nie ponieśliśmy żadnej realnej ofiary dla drugiego człowieka.

Wystarczy, że jesteśmy szczęśliwi, by uznać się za dobrych. Znacznie trudniej byłoby nam w tych samych okolicznościach nazwać siebie ludźmi powściągliwymi, cnotliwymi czy pokornymi.



środa, 25 marca 2026

Polacy wyginą jak dinozaury?


 Polacy wyginą jak dinozaury?

Spadek dzietności w Polsce, czyli liczby dzieci przypadających na jedną kobietę, jest bardzo wyraźny.

• Polska – 1,1 

• UE – 1,4 

• Francja – 1,5 

• Szwecja – 1,6 

Przybliżony scenariusz dla Polski:

• 2025 → ok. 37–38 mln 

• 2050 → ok. 30 mln 

• 2100 → ok. 20–25 mln 

• po 2100 → dalszy spadek 

👉 Oznacza to, że w ciągu 70–80 lat populacja może spaść nawet o 1/3 do 1/2.


Czy można temu zapobiec?

• Pieniądze (np. 500+ / 800+), czyli bezpośrednie wsparcie dla rodzin, pomagają, ale same w sobie nie zwiększają znacząco liczby dzieci. 

• Żłobki i przedszkola ułatwiają łączenie pracy z wychowaniem dzieci — dobrze widać to np. w krajach skandynawskich. 

• Długie i płatne urlopy rodzicielskie zwiększają poczucie bezpieczeństwa rodziców. 

Mieszkania i stabilność — tańsze mieszkania oraz większa stabilność życiowa sprzyjają decyzji o posiadaniu dzieci.

wtorek, 24 marca 2026

Próby rusyfikacji zakończyły się fiaskiem. Kluczową rolę odegrał Kościół, który stał na straży wartości ewangelicznych i moralnego kompasu społeczeństwa.


Polska droga: Od okupacji sowieckiej do współczesnych wyzwań - dziedzictwo PRL i rola Kościoła

Choć okres PRL-u był w istocie sowiecką okupacją, naród polski wykazał się niezwykłą hartem ducha. Próby rusyfikacji zakończyły się fiaskiem, ponieważ Polacy zachowali swoją tożsamość. Kluczową rolę odegrał tu Kościół, który stał na straży wartości ewangelicznych i moralnego kompasu społeczeństwa.


Solidarność i przełom

Pod przywództwem Lecha Wałęsy – przy czym kontrowersje z jego młodości nie umniejszają jego historycznej roli – Polacy wywalczyli wolność. Wygnanie wojsk radzieckich i upadek starego systemu pozwoliły nam zacząć budowę nowej, suwerennej Ojczyzny.


Kryzys moralny w polityce

Niestety, do grona autentycznych patriotów i ludzi, którzy za Polskę cierpieli, dołączyli karierowicze. Dla wielu z nich władza stała się celem samym w sobie, wykluczającym moralność i zasady. Niepokojące jest dzisiejsze „chamienie” debaty publicznej; radykalizacja języka i postaw przypomina najmroczniejsze mechanizmy znane z systemów totalitarnych Stalina czy Hitlera.

poniedziałek, 23 marca 2026

Żydzi... Człowieczeństwo... Biblia... Ewangelia...

 



Coraz bardziej cenzurujemy Ewangelię, przyjmujemy tylko to, co nie boli, co nie wymaga wysiłku, co nie burzy naszego wygodnego życia.

A przecież to nie my mamy poprawiać Ewangelię — to ona miała przemieniać nas.

Odchodzimy od nauki Kościoła. Krok po kroku, słowo po słowie, rozmywamy to, co było jasne. Usprawiedliwiamy zło w nas, tłumaczymy się je nawet Bogiem.

Miłość bliźniego… ile razy jeszcze wypowiemy to zdanie, ale bez treści? Bo dziś zbyt często zamiast miłości pojawia się pogarda, zamiast troski — osąd, zamiast cierpliwości — gniew. I co najtrudniejsze: potrafimy to wszystko ubrać w religijne słowa, nadać temu pozór pobożności.

Zaczynamy żyć tak, jakby to Jezus się pomylił. Jakby Jego nauka to była bajka, jakby Jego wezwanie do miłości było naiwne, niepraktyczne, „nie na te czasy”.

A przecież to nie On się zmienił — to nasze serca się oddaliły.

I wtedy zostaje już tylko rytuał. Piękne słowa bez pokrycia. Gesty bez życia. Wiara bez ognia. 

Przeczytałem uważnie list Konferencji Episkopatu Polski. I zostaje we mnie niepokój. Bo to nie jest tylko tekst do przeczytania. To jest lustro. Pytanie, którego nie da się ominąć: czy jeszcze żyję Ewangelią… czy już tylko udaję, że ją znam?

————————————————————————

List Konferencji Episkopatu Polski

z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej 


Drodzy Siostry i Bracia,

w 5. Niedzielę Wielkiego Postu Ewangelia czytana w liturgii przenosi nas do Betanii. To tam, niespełna dwa tygodnie przed swoją śmiercią w Wielki Piątek, Pan Jezus – z ogromną mocą i przejrzystością – objawia nam dziś jej sens. Jezus umrze po to, aby Łazarz mógł otrzymać życie. Łazarz wychodzi z grobu, a Jezus zajmuje jego miejsce. Ewangelia opisuje grób Łazarza analogiczne do grobu Jezusa: „była to pieczara, a na niej spoczywał kamień”.

Śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest Łazarzowi. Więcej: śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest każdej i każdemu z nas. Ta cena mówi nam o największej miłości: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Dlatego też ta cena kryje w sobie niezwykłą moc zobowiązania: by ją uszanować, by jej nie podeptać, by jej nie zlekceważyć! Chrystus nie zgadza się na naszą śmierć – nawet jeśli do niej dopuszcza (tak, jak dopuścił do śmierci swego przyjaciela), nie godzi się na to, byśmy w niej trwali! Taka jest dyscyplina Bożego działania i odkupienia: nasz Pan nie chroni nas magicznie od duchowej śmierci (jaką jest grzech); ile razy jednak ją wybieramy, tyle razy jest gotów nas z niej wyprowadzić. Nie godzi się na nasze trwanie w śmierci! A kto trwa śmierci? Jasnej odpowiedzi udziela nam św. Jan w swoim Pierwszym Liście: „KTO NIE MIŁUJE, TRWA W ŚMIERCI” (1 J 3, 14). Zauważmy: Słowo nie mówi tu jedynie o nienawiści. Mówi o „braku miłości”, a więc także o obojętności, bierności, braku zainteresowania, znieczulicy.

Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM. Ale i z tej „śmierci” wyprowadził (i wyprowadza) nas Pan – szczególnie w ciągu ostatnich 60 lat – dzięki wydarzeniom, które czujemy się zobowiązani wszystkim nam przypomnieć.

13 kwietnia br. minie czterdzieści lat od dnia, gdy biskup Rzymu, następca św. Piotra, po raz pierwszy od czasów apostolskich przekroczył próg żydowskiego domu modlitwy. Tamtego wiosennego wieczoru, po serdecznym wzajemnym uścisku z głównym rabinem Rzymu Elio Toaffa, św. Jan Paweł II wszedł do rzymskiej synagogi w uroczystej procesji przy śpiewie psalmu 150: „Alleluja! Chwalcie Boga w Jego świątyni, chwalcie Go na firmamencie, gdzie jaśnieje moc Jego!”. „Od dawna myślałem o tej wizycie…” – wyznał papież, witając się z żydowską wspólnotą.

Tamto spotkanie czterdzieści lat temu nie byłoby możliwe, gdyby nie inne wydarzenie, którego wagę trudno dziś przecenić. Miało ono miejsce dwadzieścia lat wcześniej.

28 października 1965 r. Sobór Watykański II przyjął deklarację „Nostra aetate” („W naszych czasach”), mówiącą o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Znalazły się w niej słowa, które stały się punktem zwrotnym w stosunkach między Kościołem katolickim a Żydami i judaizmem. Do nich właśnie odniósł się św. Jan Paweł II w swoim przemówieniu w rzymskiej synagodze. Przypomnijmy dziś jego słowa.

„Po pierwsze, Kościół Chrystusowy odkrywa swoją więź z judaizmem, wgłębiając się we własną tajemnicę. Religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna. Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”.

Słychać tu echo słów apostoła Pawła z Listu do Rzymian, gdzie mowa jest o „dzikich gałązkach oliwnych”, czyli poganach, „wszczepionych w szlachetną oliwkę”, którą są Żydzi żyjący w przymierzu z Bogiem. Kościół „czerpie pokarm z korzenia tej szlachetnej oliwki”. Do Pawłowej metafory drzewa oliwnego odwoływać się będą wielokrotnie kolejni papieże, podkreślając jej aktualność. „Odkryliśmy na nowo, że naród żydowski jest dla nas wciąż świętym korzeniem, z którego wyrósł Jezus” – przypomniał papież Franciszek. A konieczność odczytywania nauki Jezusa i Jego uczniów „w perspektywie żydowskiej, w kontekście żywej tradycji Izraela” potwierdziła Stolica Apostolska.

Drugim problemem, na który zwrócił uwagę św. Jan Paweł II w czasie swego przemówienia w rzymskiej synagodze, jest obciążanie Żydów zbiorową odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa: „Żydom jako narodowi nie można przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy za to, co popełniono podczas męki Jezusa” – przywołał papież słowa soborowej deklaracji. Potępić należy wszelkie akty dyskryminacji i prześladowań Żydów, które przez wieki miały miejsce w związku z tym oskarżeniem.

Warto przypomnieć, że Katechizm Kościoła Katolickiego, powtarzając za Soborem Trydenckim, naucza jednoznacznie: „Kościół nie waha się przypisać chrześcijanom największej odpowiedzialności za mękę Jezusa, którą zbyt często obciążali jedynie Żydów. (…) Trzeba uznać, że nasza wina jest w tym przypadku większa niż Żydów. Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, nie ukrzyżowaliby Pana chwały (1 Kor 2,8), gdyby Go poznali. (…) Ukrzyżowałeś Go i krzyżujesz nadal przez upodobanie w wadach i grzechach” (KKK 598).

W swoim wystąpieniu papież radykalnie sprzeciwił się przedstawianiu Żydów jako „odrzuconych albo przeklętych”. Przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu. Powinniśmy pamiętać, że Kościół katolicki stwierdza dziś jednoznacznie: Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym.

W 1997 r., mówiąc o korzeniach antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim, św. Jan Paweł II nazwał trwanie Izraela „faktem nadprzyrodzonym”. „Ten lud trwa na przekór i wbrew wszystkiemu dlatego, że jest ludem Przymierza” – stwierdził papież[4]. Powrót do źródeł i teologiczna refleksja nad tajemnicą trwania Izraela, podjęta w XX wieku – szczególnie wobec straszliwej tragedii Szoah (Zagłady), jaka dokonała się w Europie – zaowocowały nowym, zakorzenionym w apostolskiej tradycji nauczaniem Kościoła o Żydach i judaizmie.

Zainspirowana soborową deklaracją refleksja Kościoła ukazuje coraz wyraźniej więzi łączące Żydów i chrześcijan.  Są nimi szczególnie: cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości. Bo „gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza”. Nawiązując do wspólnej nadziei eschatologicznej, św. Jan Paweł II powiedział: „Przymierze Nowe odnajduje w Starym swoje korzenie. O ile zaś Stare może odnaleźć w Nowym swe spełnienie, to jest oczywiście sprawą Ducha Świętego. My, ludzie, staramy się temu tylko nie przeszkadzać.”

Rocznica papieskiej wizyty w rzymskiej synagodze przypadnie nazajutrz po zakończeniu Oktawy Wielkanocy. W tym roku zarówno wyznawcy Judaizmu,  jak i chrześcijanie świętują Paschę w tym samym czasie. To okazja, by przypomnieć sobie o żydowskich korzeniach chrześcijańskiej liturgii.

Św. Jan Paweł II podkreślał, że te „korzenie należy jeszcze głębiej poznać; szczególnie muszą je lepiej poznać i docenić wierni”, ponieważ „wzięcie pod uwagę wiary i życia religijnego narodu żydowskiego, tak jak są one wyznawane i przeżywane współcześnie”, może nam pomóc w lepszym zrozumieniu życia Kościoła].

W wielu miejscowościach – nieraz tuż obok nas, czasem nieco dalej – znajdują się ocalałe z wojennej zawieruchy synagogi. W większości z nich nie rozbrzmiewa już dziś głos radosnej szabatowej modlitwy. Są jednak i takie, które tętnią religijnym życiem. Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi. Pamiętając, że zawsze modlimy się za nich w liturgii wielkopiątkowej, prosząc Boga, aby lud, który On jako pierwszy nabył na własność, „wzrastał w wierności Jego przymierzu” i mógł „osiągnąć pełnię odkupienia”. Bo „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą”].

Niech nas wspiera swoją modlitwą Maryja, Matka naszego Pana, „Wybrana Córka Izraela”.

Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce obecni na 404. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski.

Warszawa, 12 marca 2026 roku

[1][1] „List do niewierzącego” papieża Franciszka – odpowiedź do Eugenia Scalfariego, opublikowana na łamach „La Repubblica”, 11.09.2013, www.vatican.va)

[2] „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, Komisja Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem, 14, 10.12.2015

[3] EG 247; Rz 11,29; KKK 839; NA 4

[4] Jan Paweł II, Przemówienie do uczestników sympozjum „Korzenie antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim”, Watykan, 31.10.1997

[5] „Żydzi i judaizm w głoszeniu Słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego”, Komisja  Stolicy Apostolskiej ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem, II, 10, 24.06.1985

[6]  Jan Paweł II, „Przekroczyć próg nadziei”,16

[7] Jan Paweł II, Przemówienie do uczestników Spotkania Delegatów Krajowych Konferencji Episkopatów oraz innych ekspertów do spraw relacji katolicko-żydowskich, Rzym, 06.03.1982

[8] „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, Komisja Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem, 36, 10.12.2015

[9] „Zbiór Mszy o Najświętszej Maryi Pannie”, 1998, Msza I: Najświętsza Maryja Panna Wybrana Córka Izraela.

———————————————————————

No i się zaczęło polskie piekło…

• K. Daniel Wachowiak odmówił odczytania listu podczas mszy. Według niego to bluźnierstwo.


• Sergiusz Muszyński, autor w serwisie Nowy Ład:
„List Episkopatu jest haniebny, a w zasadzie nawet heretycki, bo występuje przeciw absolutnie podstawowej prawdzie chrześcijańskiej, jaką jest jedynozbawczość Kościoła katolickiego. Neguje także fundamentalną prawdę wiary, że Stare Przymierze zakończyło się wraz z przyjściem Pana Jezusa. To nieprawdopodobny, publiczny skandal i atak na religię katolicką w wykonaniu samych biskupów.”


• Paweł Chmielewski, dziennikarz PCh24:

„List KEP szokuje. Nie wiem, jak pogodzić go z nauczaniem Kościoła katolickiego. Nawet II Sobór Watykański jest przeciwko treści tego listu. Jestem ciekawy, w jaki sposób ideologicznie prosemicka frakcja w KEP przeforsowała ten skandaliczny dokument. Jego publikacja jest jednak kamieniem milowym. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by w liście KEP pojawiły się tak ewidentne sprzeczności względem nauki Kościoła. To niewytłumaczalne bez odwołania do ideologii. O tym skandalu będą pisać podręczniki historii Kościoła.”


• Krzysztof Bosak, Konfederacja:

„Że żaden biskup tego nie zablokował… Nie jestem teologiem, więc nie oceniam, ile w tym liście jest prawdy, a ile herezji, błędu, zamętu czy niejasności, ani ile dopuszczalnego żonglowania cytatami, faktami i koncepcjami po to, żeby możliwie mocno zjudaizować przekaz wiary katolickiej. Sam fakt, że musimy zadawać sobie takie pytania, jest żenujący. Ekscelencje, ogarnijcie się! W ogóle – dlaczego to, że papież kilkadziesiąt lat temu odwiedził synagogę, ma być dziś wspominane podczas mszy czy upamiętniane?”


• Grzegorz Braun:

„Kluczową NIEPRAWDĄ, która służy inicjatorom zwodzicielskiego i siejącego zamęt listu KEP za punkt wyjścia do manipulacji historią i soteriologią, jest z gruntu fałszywe utożsamienie judaizmu Talmudu z judaizmem Najświętszej Rodziny. Taka tożsamość nie zachodzi i – chwała Bogu – nigdy nie zachodziła, cokolwiek na ten temat chciałby wmawiać sobie i innym JE Ryś w owczej skórze. #StopJudaizacjiPolski.”


• Jacek Międlar, były ksiądz, nacjonalista:

„To list pełen kłamstw, mieszaniny manipulacji, bazujący na szorującej po dnie wiedzy przeciętnego katolika. Forsuje twierdzenie, jakoby chrześcijaństwo wyrosło z judaizmu jak ‘gałąź z pnia’, a nie tłumaczy, że współczesny judaizm wyrasta z Talmudu powstałego z nienawiści do chrześcijaństwa, a nie z judaizmu starotestamentowego. To oczywista manipulacja. Oj, wy załgani biskupi – gdybyście tak zabiegali o życie nienarodzonych. Wy łajdaki!”


————————————————————————


Nie wiem, co napisać… Przecież wszystko, co bym napisał, zostanie wyparte…


Jako komentarz niech posłużą słowa Turskiego:

„Auschwitz nie spadło z nieba

środa, 11 marca 2026

Glapiński?! Dalej nie wytłumaczył skąd weźmie 185 mld złotych polskich.


 Glapiński?! Dalej nie wytłumaczył skąd weźmie 185 mld złotych polskich

Kilka faktów i pytań.

  1. Zgadza się – nie potrzeba żadnej ustawy, żeby sprzedać rezerwy NBP. Mogą to być złoto, obligacje niemieckie czy amerykańskie, waluty. Cokolwiek. Dlaczego tego nie zrobił? By zysku nie dać Tuskowi.  

  2. Jeśli NBP osiąga zysk, to zgodnie z prawem MUSI:

95% zysku NBP → trafia do budżetu państwa (czyli do Skarbu Państwa)
5% zysku → zasila fundusz rezerwowy NBP

  1. Z punktu widzenia prawa nie istnieje coś takiego jak „nadzwyczajny zysk NBP”. Jest po prostu zysk banku centralnego, który w całości powinien zostać rozliczony zgodnie z ustawą i przekazany do budżetu.

  2. Glapiński twierdzi, że w ostatnich trzech latach NBP miał około 100 mld zł strat. Tyle że jednocześnie bank miał ogromny niezrealizowany zysk na złocie. Gdyby je sprzedał – pojawiłby się zysk. A wtedy, zgodnie z prawem, trafiłby on do budżetu państwa, a nie do dyspozycji prezesa NBP.

  3. Prezes NBP powiedział też, że sprzedaż złota nie uszczupli rezerw NBP, bo zostanie ono zamienione na inne aktywa – np. dolary, euro albo obligacje USA czy Niemiec.
    I to jest prawda – wtedy zmienia się tylko struktura rezerw, a nie ich wartość.

Ale pojawia się oczywiste pytanie:

Skoro złoto zostaje tylko zamienione na inne aktywa (dolary, euro, obligacje), to skąd nagle pojawia się 185 mld zł na wojsko?

  1. W praktyce są tylko trzy możliwości:

Sprzedaż nowych aktywów za złotówki – ale wtedy rezerwy NBP realnie się zmniejszą.

Druk pieniądza przez NBP – można wydrukować 185 mld zł i księgowo oprzeć to na zysku ze sprzedaży złota. Tylko że rynki finansowe reagują na coś takiego zawsze tak samo: spadkiem zaufania. Przypominam, że niedawno mieliśmy inflację sięgającą 19%. Dodruk tej skali oznaczałby presję na złotego i droższe finansowanie długu państwa.

Emisja obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego – ale to po prostu zaciągnięcie kolejnego długu. Dziś polski dług długoterminowy kosztuje około 6%, podczas gdy europejski program SAFE oferuje finansowanie bliżej 3%.

  1. Nie padła też odpowiedź kiedy te pieniądze miałyby się pojawić. Nawet w optymistycznym scenariuszu – nie wcześniej niż w kwietniu przyszłego roku.

  2. I najważniejsze pytanie: po co w ogóle ustawa przekazująca pieniądze z NBP Nawrockiemu, a nie do budżetu państwa?
    Bo ta ustawa – poza tym – nie wprowadza żadnego nowego mechanizmu finansowania.

Na razie wygląda to tak, jakby ogłoszono wielką kwotę, ale nie pokazano realnego sposobu jej zdobycia.

A więc pozostaje najprostsze pytanie:

Gdzie są te 185 miliardów polskich złotówek?

poniedziałek, 9 marca 2026

Jeżeli Trump nie zakończy szybko wojny z Iranem, to może zatopić siebie i republikanów


Jeżeli Trump nie zakończy szybko wojny z Iranem, to może zatopić siebie i republikanów

Donald Trump stoi dziś przed poważnym problemem politycznym. Jeśli konflikt z Iranem będzie się przeciągał, może zacząć tracić poparcie własnego zaplecza politycznego, a to z kolei może negatywnie wpłynąć na wyniki Republikanów w nadchodzących wyborach połówkowych do Kongresu.

Ruch MAGA – najbardziej lojalne środowisko polityczne Trumpa – powstał wokół jego hasła wyborczego „Make America Great Again”. Jednym z kluczowych elementów tej narracji była krytyka wieloletnich interwencji militarnych Stanów Zjednoczonych na świecie, takich jak wojna w Afganistanie czy wojna w Iraku. Wielu wyborców Trumpa popierało go właśnie dlatego, że obiecywał zakończenie kosztownych i długotrwałych konfliktów.

Tymczasem amerykański atak na Iran podzielił zwolenników Trumpa. A to może mieć realne konsekwencje polityczne. Amerykanie w większości nie chcą kolejnej długiej wojny.

Jeśli konflikt będzie się przeciągał, lojalność środowiska MAGA może zostać poważnie zachwiana.

Spadające poparcie

Już teraz widać oznaki spadku popularności Donalda Trumpa. Najnowszy sondaż YouGov/The Economist wskazuje, że jedynie 38% badanych ocenia jego prezydenturę pozytywnie, podczas gdy aż 59% wyraża dezaprobatę. To najniższy poziom poparcia, jaki Trump odnotował od listopada 2017 roku.

Spadek ten nie wynika jednak wyłącznie z konfliktu z Iranem. Trend spadkowy zaczął się już wkrótce po objęciu przez niego prezydentury.

Wielu wyborców czuje się rozczarowanych. Trump obiecywał zakończenie wojen, tymczasem nie zakończył wojny w Ukrainie, a dodatkowo zaangażował Stany Zjednoczone w nowy konflikt na Bliskim Wschodzie. Do tego dochodzą niespełnione obietnice gospodarcze – zwłaszcza te dotyczące przywrócenia miejsc pracy i poprawy sytuacji ekonomicznej Amerykanów.

Wielu obywateli jest rozczarowanych stanem swoich portfeli: poziomem cen, sytuacją na rynku pracy i ogólnym poczuciem bezpieczeństwa ekonomicznego. Polityka celna, która miała przynieść Ameryce korzyści, nie przyniosła oczekiwanej „manny z nieba”, a wielu Amerykanów zaczęło zauważać, że to oni w dużej mierze ponoszą jej koszty.

Amerykanie nie chcą długiej wojny

Społeczeństwo amerykańskie jest zmęczone długotrwałymi konfliktami. Jeśli wojna będzie się przeciągać, jej koszty – zarówno finansowe, jak i ludzkie – będą rosły. Straty wśród amerykańskich żołnierzy oraz rosnące wydatki wojskowe mogą jeszcze bardziej osłabić poparcie dla prezydenta.

A w kontekście zbliżających się wyborów połówkowych do Kongresu stawka jest ogromna.

Trump panicznie boi się impeachmentu.

Sam to otwarcie przyznał w rozmowach z republikańskimi kongresmenami, że Republikanie muszą wygrać te wybory. Do rozpoczęcia procedury impeachmentu wystarczy bowiem zwykła większość w Izbie Reprezentantów. Prezydent obawia się więc nie tylko politycznej porażki, ale również kolejnej próby usunięcia go z urzędu.

Dodatkowe problemy polityczne

Do napiętej sytuacji politycznej dochodzą również nowe informacje dotyczące sprawy Jeffreya Epsteina. Trump próbuje przypisywać odpowiedzialność Demokratom, ale wielu wyborców może zadawać proste pytanie: Trump, a nie Clinton jest dziś prezydentem. I to dlaczego sprawa wciąż budzi tyle wątpliwości. Ma tyle zaczernień, ugód sądowych Trumpa...

Wybory na horyzoncie

Przed Stanami Zjednoczonymi stoją kluczowe prawybory i wybory do Kongresu. Długotrwały konflikt może stworzyć przestrzeń dla kandydatów z antywojennym programem – także wewnątrz Partii Republikańskiej.

Jeśli wojna okaże się bardzo niepopularna, może pojawić się polityk gotowy otwarcie wystąpić z antywojenną – a być może nawet antytrumpowską – agendą. Taki ruch wcale nie musiałby zaszkodzić jego karierze. Przeciwnie – mógłby stać się fundamentem budowy pozycji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi, w których Trump nie będzie już mógł startować.

Marco Rubio niewątpliwie ma ambicje prezydenckie. Jednak na razie bardzo mocno związał się z Trumpem i jego polityką. Najwyraźniej liczy na to, że dotrwa do końca kadencji w jego cieniu, a później spróbuje budować własną pozycję w partii.

Powtórka z błędu Busha?

Decyzja o uderzeniu na Iran może przypominać polityczny błąd, jaki popełnił George W. Bush w Iraku. Droga Iranu do opracowania broni masowego rażenia była jeszcze długa, a argument o konieczności natychmiastowej interwencji nie przekonał wielu Amerykanów.

Również perspektywy zmiany reżimu w Teheranie są niewielkie.

W tej sytuacji konflikt z Iranem stawia Donalda Trumpa w bardzo trudnym położeniu – zarówno wobec opinii publicznej, jak i wewnątrz własnej partii.

Lojalność środowiska MAGA może zostać zachwiana. A jeśli spadające poparcie utrzyma się do wyborów do Kongresu, może to poważnie osłabić pozycję Republikanów.

Mit politycznej „niezatapialności” Trumpa może wtedy bardzo szybko runąć.

Kto zarabia na wojnie...


Import uzbrojenia do państw europejskich w latach 2021–2025 był ponad trzykrotnie większy niż w poprzednim pięcioletnim okresie. W tym czasie Stany Zjednoczone umocniły swoją pozycję jako dominujący dostawca broni na świecie, natomiast eksport z Rosji wyraźnie się zmniejszył.

Największym odbiorcą dużych systemów uzbrojenia na świecie była Ukraina, do której trafiło 9,7% globalnych dostaw. W latach 2021–2025 najwięcej broni przekazanej temu państwu pochodziło ze Stanów Zjednoczonych (41%), Niemiec (14%) oraz Polski (9,4%).

W 2025 roku Ukraina otrzymała jednak znacznie mniej uzbrojenia niż w latach 2023–2024, co w dużej mierze było związane ze zmniejszeniem skali pomocy wojskowej ze strony Stanów Zjednoczonych.

Wśród państw NATO największymi importerami broni w Europie w analizowanym okresie były Polska i Wielka Brytania. W przypadku Polski import uzbrojenia wzrósł aż o 852% w porównaniu z okresem 2016–2020, co odzwierciedla intensywną modernizację sił zbrojnych.

Eksport ze Stanów Zjednoczonych, które pozostają największym dostawcą broni na świecie, wzrósł o 27%, przy czym sprzedaż amerykańskiego uzbrojenia do Europy zwiększyła się aż o 217%.

Drugie miejsce wśród światowych eksporterów uzbrojenia zajęła Francja, odpowiadająca za 9,8% globalnych dostaw. W latach 2021–2025 francuski eksport wzrósł o 21%. Choć sprzedaż broni do innych państw europejskich zwiększyła się ponad pięciokrotnie, niemal 80% dostaw trafiło poza Europę, głównie do Indii i Egiptu.

niedziela, 8 marca 2026

Nawrocki „połknie” TVN jeszcze w tym roku


 Nawrocki „połknie” TVN jeszcze w tym roku

Wstęp: koniec pewnej ery
Pod koniec lutego na światowym rynku mediów doszło do trzęsienia ziemi, którego echa będą odczuwalne na świecie i w Polsce przez dekady.
Paramount Skydance podpisał umowę kupna Warner Bros. Discovery (WBD) – giganta, w którego portfelu znajdują się m.in. grupa CNN oraz grupa TVN.
Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana do września 2026 roku, polski krajobraz medialny może zmienić się nie do poznania.

Choć teoretycznie transakcja wymaga zgody trzech potężnych podmiotów, realne szanse na jej zablokowanie wydają się iluzoryczne.

1. Akcjonariusze WBD
Dla nich liczy się przede wszystkim wynik finansowy i premia za akcje. Ideologia przegrywa z Excelem.

2. Departament Sprawiedliwości USA (DOJ)

W nowej rzeczywistości politycznej resort podległy Trumpowi przestał stawiać przeszkody.
 W „starym”, demokratycznym porządku koncentracja Fox, CBS, CNN i amerykańskiego TikToka w jednych rękach byłaby nie do pomyślenia i była blokowana..

3. Komisja Europejska
Bruksela rzadko wykazuje się odwagą w starciu z amerykańskimi gigantami. W praktyce często traktuje takie transakcje jako prostą wymianę jednego inwestora z USA na drugiego.


Era „rodziny Ellisonów” i kryzys mediów w USA

To, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych pod rządami Trumpa, wielu komentatorów opisuje jako narodziny nowej oligarchii medialnej.

Jednym z głównych aktorów jest David Ellison – miliarder i polityczny sojusznik Trumpa.
Ellison był wcześniej oskarżany o podburzanie do ataku na Kapitol po przegranych przez Trumpa wyborach z Joe Bidenem.

W 2024 roku próbował przejąć Paramount, jednak regulatorzy zablokowali tę transakcję. Powrót Trumpa do Białego Domu zadziałał jednak jak wytrych – bariery zaczęły znikać.

Ellison nie kupił jedynie studia filmowego czy platformy streamingowej. Celem była informacja.

Przejmując spółkę holdingową kontrolującą koncern, zdobył wpływ na sieć CBS i jej 240 stacji lokalnych. Zmiany nastąpiły szybko:

  • redaktorką naczelną CBS News została Bari Weiss, znana z krytyki "lewackiej kultury woke”,

  • przekaz redakcyjny zblatował się z  linią politycznej Trumpa!

Ostatnim bastionem niezależności pozostawał CNN.

Choć Netflix planował zakup stacji, nagłe wycofanie się z negocjacji po spotkaniu kierownictwa platformy z Trumpem nie pozostawia wielu pytań – zostali postawieni pod ścianą.

W efekcie właścicielem CNN ma zostać rodzina Ellisonów.

W tym scenariuszu Trump zyskuje wpływ na trzy największe telewizyjne marki informacyjne: Fox, CBS i CNN.


Co to oznacza dla TVN?

W Polsce panuje przekonanie, że „bezpiecznik” wprowadzony przez rząd Donalda Tuska pod koniec 2024 roku – wpisanie TVN i Polsatu na listę podmiotów strategicznych – ochroni stację przed wrogim przejęciem.
Problem polega na tym, że ten mechanizm nigdy nie został przetestowany w praktyce. Nie liczyłbym na niego.

Dlaczego TVN może wpaść w ręce nacjonalistów?

1. Polityczna pragmatyka
Nie wiadomo, kto będzie sprawował władzę w Polsce po 2027 roku. Jeśli władzę odzyska prawica, „bezpiecznik” wprowadzony przez rząd Tuska może zostać wykorzystany w odwrotny sposób – jako narzędzie ułatwiające przejęcie stacji przez podmiot przyjazny nowej władzy.

2. Priorytet ideologii nad biznesem

Część ekonomistów uważa, że TVN to zbyt dobry biznes, by ktokolwiek chciał go destabilizować. Istnieje obawa, że widownia TVN znalazłaby inne, noqw medium.
Ekonomicznie jest to logiczne i zgodne z zasadami biznesu, ale spójrzcie na Trumpa, Kaczyńskiego, Czarnka czy Nawrockiego?
To ludzie tak amoralni, że zrobią wszystko, co uznają za korzystne. Nie stracą – odkradną, gdy tylko zdobędą władzę.


Teza na rok 2027

Stawiam odważną, ale opartą na obserwacji trendów tezę:

Przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku prezesem TVN może zostać osoba wskazana przez Karola Nawrockiego.

W świecie, w którym globalny kapitał medialny coraz częściej splata się z polityką, niezależność dziennikarska staje się dobrem deficytowym.
TVN – zamiast być oknem na świat – może stać się kolejnym elementem propagandowej układanki faszystowsko-bolszewickiej dyktatury.