wtorek, 21 kwietnia 2026

"Reset" Kaczyńskiego


 

Kłamie Pan, Panie Bogucki

Kłamie Pan, aby zdjąć z Nawrockiego i z Państwa odpowiedzialność za straty setek milionów złotych poniesione przez Polaków na skutek dwóch wet wobec rządowej ustawy regulującej rynek kryptowalut.
Kłamie Pan, aby ukryć, że ZondaCrypto bezpośrednio i pośrednio finansowała kampanię prezydencką Karola Nawrockiego.
Kłamie Pan, aby zataić, że ZondaCrypto finansowała polityków z PiS i Konfederacji.

Twierdzenie, że „reset” z Rosją to autorski pomysł Donalda Tuska, jest ordynarnym kłamstwem. W rzeczywistości oficjalną propozycję takiej polityki wysunął nasz najbliższy sojusznik – Stany Zjednoczone. Donald Tusk, jako odpowiedzialny lider państwa sojuszniczego, przyłączył się do inicjatywy zainicjowanej w Waszyngtonie.

Gdyby szukać przykładów bezkrytycznej uległości wobec sojuszników, warto spojrzeć na PiS. W imię partykularnych interesów i specyficznie rozumianej miłości do Donalda Trumpa, byliście Państwo gotowi zaangażować Wojsko Polskie w jego obecny konflikt z Iranem. Internet do dziś kpi z propozycji Mariusza Błaszczaka dotyczącej wysłania polskiego „lotniskowca”, który złośliwi okrzyknęli mianem „zwodowanego w Radomiu”.

Sama polityka „resetu” została tak nazwana przez administrację Baracka Obamy w 2009 roku, jednak jej korzenie sięgają głębiej. Zapoczątkował ją prezydent George W. Bush już w 2001 roku, kiedy to po słynnym „spojrzeniu w oczy Putina” rozważano nawet… przystąpienie Rosji do NATO. Proces ten wygasł dopiero po agresji na Krym, a Tusk jedynie poruszał się w ramach obowiązującej wówczas doktryny całego Zachodu.


1. Manipulacja cytatami, czyli krótka pamięć o „resecie”


Cytuje Pan słowa Donalda Tuska o Rosji z taką emfazą, jakby odkrył Pan dowód zdrady stanu. Krzyczy Pan: „Te słowa padły naprawdę‼️”. Przypomnijmy je:

  • „Chcemy, aby Rosja była ważnym — więcej, aby stała się ważniejszym niż do tej pory — zarówno w kontekście gospodarczym, ale także politycznym i bezpieczeństwa partnerem”.

  • „Na pewno nie będzie jakichś ideologicznych zakazów na robienie wspólnych interesów, bo nasi sąsiedzi — Rosja — są także od tego, żebyśmy robili z nimi wspólne interesy”.

Chciałbym więc zapytać: jakie szkoły Pan skończył i gdzie Pan był, gdy padały poniższe deklaracje?

Kto to powiedział?

„Rosja to państwo o szczególnym znaczeniu. Jest to państwo, z którym chcielibyśmy mieć jak najlepsze stosunki”.

No kto? Podpowiedzieć Panu? Lech Kaczyński, 10 lutego 2006 roku.

A to?

„Pragnę w tym miejscu odwzajemnić niedawne ciepłe słowa pana prezydenta Władimira Putina i zgodzić się, że Polskę oraz Rosję łączy niemały potencjał bliskości etnicznej, historycznej i kulturalnej. [...] W naszych stosunkach z Rosją nie istnieją żadne obiektywne uwarunkowania i przesłanki, które przeszkadzałyby dobrosąsiedzkiej współpracy”.

Odpowiem od razu, żeby nie musiał Pan udawać greka: to Stefan Meller, Minister Spraw Zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, 15 lutego 2006 roku.

I jeszcze premier Jarosław Kaczyński (7 września 2006):

„Wielkim problemem pozostają nasze stosunki z Federacją Rosyjską. Z radością stwierdzamy, że ostatnio pojawiły się objawy pewnej poprawy. Wierzymy, że pozytywne zmiany będą postępowały szybko”.

Miesiąc później, po spotkaniu z Siergiejem Ławrowem, Jarosław Kaczyński dodawał:

„Ważną kwestią dla polskiej strony jest przywrócenie stanu normalności w stosunkach gospodarczych, szczególnie w dziedzinie handlu zagranicznego”.

Tego samego dnia Andrzej Krawczyk z Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ogłaszał z optymizmem: „To początek przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich”.


Wnioski dla ludzi myślących

Jeżeli twierdzi Pan, że słowa Tuska są dowodem na „zdradę”, to jak nazwie Pan identyczne deklaracje braci Kaczyńskich? Padły one przed cytatami Tuska, więc jeśli szuka Pan w Polsce ojców „resetu”, fakty wskazują jednoznacznie na PiS.

Na deser przypomnę haniebne słowa Zbigniewa Raua, szefa MSZ w drugim rządzie PiS, wypowiedziane 16 lutego 2022 roku na spotkaniu z Siergiejem Ławrowem – zaledwie tydzień przed inwazją na Ukrainę:

  1. „Jesteśmy otwarci na Rosjan”.

  2. „Pragmatyczna współpraca jest możliwa”.

  3. „Rosja i Rosjanie są naszymi sąsiadami, których traktujemy z otwartością”.

A może chce Pan też porozmawiać o wizytach marszałka Karczewskiego i premiera Morawieckiego u „ciepłego człowieka” w Mińsku?


2. Reparacje od Niemiec – ma Pan krótką pamięć?

Szuka Pan uległości wobec Niemiec w rządzie Tuska? To proszę spojrzeć we własne archiwa. W 2006 roku Anna Fotyga, jako Minister Spraw Zagranicznych w rządzie PiS, podpisała dokument, w którym czytamy:

„Rząd polski wielokrotnie wskazywał, iż kwestia realizacji polskich roszczeń reparacyjnych wobec Niemiec jest zamknięta, a sam fakt zrzeczenia się reparacji nie pozostawia wątpliwości”.

Dziś, gdy pyta się panią minister o ten podpis, ucieka od odpowiedzialności słowami: „Nie będę o tym dyskutować. Powiedziałam, że nie zaprzeczam, bo po prostu nie wiem”.

To jest właśnie Państwa polityka: co innego w dokumentach, co innego w krzykach przed kamerami. Hipokryzja w czystej postaci.







Analiza mechanizmów propagandy w polityce


 Jak PiS będzie się bronił przed aferą Zondakryptą?
 Jak zawsze. Wina Tuska.

W polskiej polityce od około 2005 roku daje się zaobserwować powtarzalny schemat: gdy Jarosław Kaczyński wypowiada słowa nieprawdziwe, niedorzeczne lub kompromitujące, aparat propagandowy Prawa i Sprawiedliwości natychmiast przerzuca odpowiedzialność na… Donalda Tuska, co z czasem urosło do rangi ironicznego, choć niezwykle skutecznego hasła: „wina Tuska”.

Psychologia tłumu i siła sugestii

Zadziwiające jest, z jaką łatwością znaczna część społeczeństwa przyjmuje nawet najbardziej absurdalne tezy. Co więcej, proces ten dotyka również sceptyków – osoby, które teoretycznie nie wierzą w propagandę, podświadomie zaczynają odczuwać niechęć do Tuska, często nie potrafiąc poprzeć tego rzeczowymi argumentami. Warto zaznaczyć, że podatność na ten mechanizm nie zależy od poziomu wykształcenia, lecz od głęboko zakorzenionych procesów psychologicznych.

Historyczne korzenie socjotechniki

W kontekście tym często przywołuje się zasadę przypisywaną Josephowi Goebbelsowi:

„Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”.

Jeśli jednak szukamy źródeł tej strategii w mrocznych kartach historii, warto też odwołać się do koncepcji „wielkiego kłamstwa” opisanej przez Adolfa Hitlera w Mein Kampf. Twierdził on, że masy prędzej uwierzą w kłamstwo o gigantycznej skali niż w drobne oszustwo, gdyż nie mieści im się w głowach, że ktoś mógłby mieć czelność aż tak bezczelnie naginać rzeczywistość.

Od teorii do mikrofalówki

Mechanizm „wielkiego kłamstwa” działa, bo jak uwierzyć, że samolot z prezydentem Polski na pokładzie rozbił się, bo pilot lądował mimo braku warunków pogodowych i do tego na złym wysokościomierzu. Zamach na prezydenta Polski dokonanego przez Tuska i Putina tak łatwo zrozumieć… 

Ale to nie jest polska specjalność.

Ze świecą szukać Amerykanina, który wierzy, że jakiś przygłupi Oswald, kupił za 20 dolarów karabin i zastrzelił najważniejszego człowieka na ziemi,  Johna F. Kennedy’ego? Walić fakty.

Ale, że to był zamach KGB, amerykańskiej mafii, Fidela Castro, CIA, amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, dyrektora FBI J. Edgara Hoovera,  Ku Klux Klanu itd. to już wiarygodne. Ciekawe, że im dalej od zamachu tym ilość teorii spiskowych na temat tego zamachu narasta. Do dziś. 

Przestaje więc dziwić sytuacja, w której Jarosław Kaczyński nie tylko uwierzył, ale i publicznie powielał absurdalną historię o tym, jakoby polityczny przeciwnik Viktora Orbána miał upiec szczeniaka w mikrofalówce. To już jaskrawy przykład tego, jak groteskowa dezinformacja staje się narzędziem w rękach doświadczonych polityków.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Koniec "religii smoleńskiej"?


Odejście abp. Marek Jędraszewski to nie jest zwykła zmiana personalna. To zamknięcie jednego z najbardziej kompromitujących rozdziałów współczesnego Kościoła w Polsce — rozdziału, w którym ambona służyła nie Ewangelii, lecz politycznej narracji.

Przez lata Wawel w rocznice katastrofy smoleńskiej był miejscem, gdzie zamiast ciszy i modlitwy rozbrzmiewały słowa o „zamachu”, „mistyfikacji” i „kłamstwie smoleńskim”. Kościół, który powinien łączyć, stawał się tubą jednej wizji — podszytej podejrzeniami, emocjami i politycznym interesem.

Kulminacją tej logiki były słowa z 2021 roku, gdy abp. Jędraszewski ogłosił, że wierni mają obowiązek dziękować Bogu za braci Kaczyńskich.

W tym momencie przestało chodzić nawet o politykę — zaczęło o coś znacznie bardziej niepokojącego: o sakralizowanie władzy.

Na tym tle głos kard. Grzegorz Ryś brzmi jak zimny prysznic. — Kościół nie jest od prowadzenia do „prawdy smoleńskiej”, lecz do Boga — powiedział. I tym jednym zdaniem podsumował lata nadużyć.

Bo właśnie tym były: nadużyciami.

Katastrofa, która powinna być przestrzenią wspólnej żałoby, została zamieniona w narzędzie podziału. Wierni — zamiast prowadzeni ku sensowi i nadziei — byli wciągani w spiralę podejrzeń i politycznej mobilizacji.

Ryś robi coś, co dla części Kościoła wydaje się niemal rewolucyjne: odmawia udziału w tej grze.

Nie ma u niego teorii, nie ma oskarżeń, nie ma sugestii. Jest noc — ból, chaos, cisza. I próba przejścia przez to doświadczenie bez ideologicznego dopalacza.

To zmiana fundamentalna. Bo oznacza powrót do elementarnej uczciwości: uznania, że Kościół nie ma kompetencji do rozstrzygania katastrof lotniczych ani tworzenia alternatywnych wersji historii.

Ma za to obowiązek nie kłamać. I nie podsycać kłamstw.

Dlatego odejście Jędraszewskiego to nie tylko koniec pewnego stylu. To test, czy Kościół w Polsce potrafi jeszcze odróżnić wiarę od politycznej obsesji.

I czy chce przestać mylić ambonę z mównicą.




czwartek, 9 kwietnia 2026

Trump żąda od europejskich sojuszników konkretnej pomocy militarnej


Trump żąda od europejskich sojuszników konkretnej pomocy militarnej w celu zapewnienia swobodnej żeglugi przez Cieśninę Ormuz. W przeciwnym razie grozi, że USA wystąpią z NATO, zarzucając Europie niewypełnianie zobowiązań wynikających z artykułu 5.

Wszyscy wiedzą, że Trump postradał - jeżeli posiadał - zmysły, ale nikt nie ma odwagi spróbować mu wytłumaczyć do czego zobowiązuje ten artykuł sojuszników?  

Jak właściwie brzmi artykuł 5?

————————————————

Art. 5 – Traktat Północnoatlantycki (Waszyngton, 4 kwietnia 1949 r.)

„Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.

————————————————

W świetle tego zapisu trudno uznać, że rzeczywiście doszło w Iranie do sytuacji spełniającej warunki uruchomienia artykułu 5.

Jak miałoby to wyglądać? Czy to Iran zaatakował USA, czy raczej USA i Izrael prowadzą działania agresywne wobec Iranu?

Artykuł 5 ma charakter defensywny. Jeśli państwo członkowskie NATO (np. USA) podejmuje działania ofensywne bez uzgodnienia z Sojuszem, pozostali członkowie nie mają prawnego obowiązku udzielenia wsparcia.

Nie ma więc podstaw do jego zastosowania w Iranie.

Co więcej, szczególnie bezczelne jest żądanie wsparcia od NATO w sytuacji prowadzenia agresywnych działań zbrojnych bez konsultacji z sojusznikami.

Warto również zauważyć, że wśród europejskich ugrupowań politycznych podległych Trumpowi tylko PiS rozważał możliwość wysłania polskich wojsk na tę wojnę.

środa, 8 kwietnia 2026

Rakieta Trumpa zabiła 175 uczennic… W tle gra ostra, metalowa muzyka, a na ekranie — jakbyśmy oglądali grę wideo — widać bombardowanie irańskiego miasta.


Nie chcę rozmawiać o zbrodniczym reżimie w Iranie. Nie chcę potępiać ani usprawiedliwiać wojny rozpętanej przez USA i Izrael. Nie chcę też dyskutować o tym, czy brak ropy wpędzi najbiedniejszą część naszej planety w głód.

Jestem załamany sposobem, w jaki Trump i jego troglodyci przedstawiają tę wojnę.

Minęły cztery lata, a mnie wciąż nawiedzają przerażające obrazy z Buczy. To jednak, co dzieje się teraz, wydaje się niewiarygodne.

Zadowolony Trump mówi, że Iran został zrównany z ziemią, a jednocześnie zapowiada, że jeśli w ciągu dwóch tygodni Iran się nie podda, to „skończy zabawę” i zniszczy zgodnie z obietnicą całą irańską cywilizację.

W tle gra ostra, metalowa muzyka, a na ekranie — jakbyśmy oglądali grę wideo — widać bombardowanie irańskiego miasta.

Śmierć, cierpienie niewinnych ludzi i rozpacz rodziców tracących dzieci zostały zredukowane do rozrywki i popkulturowej gry. Taka trywializacja wojny i ludzkich tragedii jest nie do pomyślenia.

Rakieta Trumpa zabiła 175 uczennic…