Przyczyna weta prezydenta Nawrockiego ustawy o kryptowalutach: Kulisy i wątek służb specjalnych.
Oficjalnym powodem zawetowania przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy regulującej rynek aktywów cyfrowych w Polsce były kwestie formalno-prawne oraz ochrona rodzimego sektora technologicznego przed nadmierną biurokracją. Jednak w kuluarach politycznych i mediach śledczych prawdziwym powodem weta jawi się potężny kryzys wizerunkowy i personalny, łączący świat kryptowalut z prawiącą oraz byłymi szefami służb specjalnych.
Kluczowym elementem tej układanki jest postać Artura Chodzińskiego – w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości jednego z najbardziej zaufanych i wpływowych funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA). Jak się okazało, Chodziński po odejściu ze służby odnalazł zatrudnienie u Przemysława Krala, twórcy i szefa giełdy kryptowalut Zondacrypto, która ostatecznie spektakularnie upadła.
Decyzja prezydenta o zablokowaniu ustawy zbiegła się w czasie z rosnącymi kontrowersjami wokół fundacji Frontline. To podmiot, który Chodziński powołał do życia wspólnie z innymi byłymi wysokimi rangą szefami służb specjalnych. Oficjalnie fundacja miała zajmować się bezpieczeństwem, jednak krytycy i śledczy wprost pytają, czy nie służyła ona jako nieformalny parasol ochronny dla biznesów kryptowalutowych Krala oraz jako narzędzie lobbingowe wewnątrz struktur państwowych.
Weto prezydenta Nawrockiego w tym kontekście nabiera zupełnie innego znaczenia. Może być interpretowane dwojako:
• Jako próba zablokowania przepisów, które wymusiłyby natychmiastową i głęboką transparentność rynku, co mogłoby przedwcześnie odsłonić powiązania Frontline i Zondacrypto z politykami prawicy.
• Jako ruch dystansujący Pałac Prezydencki od toksycznego układu biznesowo-wywiadowczego, w obawie, że podpis pod ustawą tworzoną w cieniu takiego lobbingu wywoła gigantyczny skandal polityczny.
Upadek Zondacrypto i zablokowanie ustawy dają jednak organom ścigania nieoczekiwaną szansę. Brak nowego prawnego „zamknięcia” tematu sprawia, że rola fundacji Frontline oraz kulisy zatrudnienia byłego asa CBA u Przemysława Krala będą musiały zostać drobiazgowo wyjaśnione przez prokuraturę i komisje śledcze.
Bo jeżeli wpływowy były funkcjonariusz CBA pracował dla człowieka z centrum jednej z największych afer kryptowalutowych, a równocześnie ustawa mająca wzmocnić nadzór nad tym rynkiem była konsekwentnie blokowana, to państwo ma obowiązek odpowiedzieć na proste pytania:
• Kto lobbował przeciw tej ustawie?
• Kto miał dostęp do polityków prawicy?
• Kto rozmawiał z ludźmi dawnej władzy?
• Jaką rolę odegrała fundacja Frontline?
• I czy prezydenckie weto naprawdę chroniło obywateli — czy raczej tych, którzy najbardziej bali się nadzoru KNF?
• Kto z polityków był finansowany przez Zondacrypto?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz