Hipokryzja w cieniu autorytetów. Jak wyparliśmy lekcję o otwartej Polsce?
Narastanie w nas antyukraizmu i ksenofobii na pierwszy rzut oka powinno szokować, ale patrząc głębiej – właściwie nie powinno już dziwić. Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał przecież, że esencją polskiej tradycji jest synteza chrześcijaństwa z otwartością na drugiego człowieka oraz pokojowym współistnieniem różnych kultur. Papież Polak widział nasz kraj jako przestrzeń z natury tolerancyjną.
„Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie” – pisał w swojej programowej książce Pamięć i tożsamość.
Dzisiejsza rzeczywistość brutalnie jednak weryfikuje te piękne ideały, udowadniając, że narodowa miłość własna bywa całkowicie ślepa. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że co dziesiąty chrześcijanin w Polsce popiera dziś Grzegorza Brauna? Polityka, który w swoim politycznym menu ma postulaty wyposażenia kraju w broń atomową, przywrócenia kary śmierci oraz formalnej intronizacji Chrystusa na Króla Polski.
Jego narracja o „niemiecko-rosyjskim kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym” oraz nieustanne tropienie mitycznych loż i mafii odbijają się szerokim echem w całym kraju. Co najbardziej paradoksalne – ten radykalny przekaz trafia na podatny grunt u ludzi wychowanych na naukach tego samego Papieża, który ucałował Koran i modlił się przy Ścianie Płaczu.
Do teorii spiskowych dochodzi przecież codzienna, sejmowa i uliczna praktyka. Spektakularne gaszenie gaśnicą świec chanukowych w parlamencie, ostentacyjne zrywanie unijnych flag, publiczne awantury z lekarzami, nawoływanie do wieszania ministrów czy wreszcie niebezpieczne flirtowanie z negowaniem faktów historycznych dotyczących Holocaustu. To nie są incydenty niszowe – to stały teatr polityczny, który zamiast marginalizować lidera, buduje jego pozycję.
Jakim cudem w kraju mieniącym się „przedmurzem chrześcijaństwa” poparcie dla takiej agresji rośnie? Odpowiedź, choć bolesna, jest prosta: jako społeczeństwo opanowaliśmy do perfekcji sztukę psychologicznego wyparcia. Potrafimy zignorować każdą niewygodną prawdę, a nawet fundamentalne nauki Jezusa Chrystusa o miłości bliźniego i rzucaniu kamieniem, byle tylko utrzymać dobre samopoczucie. Byle tylko wybielić samych siebie i znaleźć zewnętrznego winnego dla naszych własnych lęków i frustracji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz