Szczęść Boże.Mam poczucie głębokiego rozdźwięku między tym, co odnajduję w Ewangelii, a tym, co widzę w Kościele i w części środowisk odwołujących się do wiary. Trudno mi zrozumieć milczenie lub pobłażliwość wobec działań i słów polityków czy ugrupowań, które deklarują przywiązanie do chrześcijaństwa, a jednocześnie posługują się językiem pogardy, wykluczania i nienawiści. Tak! Myślę o PiS, Konfederacji, a przede wszystkim grupy "Szczęść Boże" Brauna!
Owszem, są pojedynczy kapłani, teologowie czy ludzie Kościoła, którzy potrafią nazwać zło po imieniu. Jednak często pozostają oni na marginesie realnego wpływu na instytucję.
Tymczasem Kościół — jeśli chce być wierny Ewangelii — powinien jednoznacznie potępiać tych, którzy powołują się na Boga, a postępują wbrew zasadom miłości bliźniego, godności człowieka i prawdzie.
Czy naprawdę trudno zrozumieć moją frustrację, gdy ktoś z „Szczęść Boże” na ustach nie głosi miłości i współczucia, lecz szerzy pogardę wobec innych ludzi — ze względu na płeć, tożsamość psychoseksualną, orientację seksualną, pochodzenie, rasę, religię czy poglądy? Gdy ktoś moralną wyższość buduje na wykluczaniu drugiego człowieka?
Nie jest to wyłącznie moje odczucie. Ksiądz profesor Józef Tischner pisał, że bywa paradoksem, iż niewierzący czy agnostycy są czasem bliżej ducha Ewangelii niż ci, którzy traktują religię wybiórczo — przyjmując tylko to, co im odpowiada. Cenzurują Ewangelię według własnej wygody, a jednocześnie są przekonani, że same praktyki religijne wystarczą do moralnej wyższości i zbawienia.
Przywołanie ks. prof. Józefa Tischnera jest tu kluczowe. On sam często ostrzegał przed religijnością, która jest tylko zewnętrzną dekoracją dla nienawiści.
• Tischner mówił, że czasem trzeba „stracić wiarę w Boga, żeby odnaleźć Boga”.
• Jego teza, że agnostycy bywają bliżej Ewangelii, wynika z prostej obserwacji: Ewangelia to przede wszystkim etyka spotkania. Jeśli ktoś odrzuca instytucję, ale żyje miłością bliźniego, realizuje treść orędzia Chrystusa skuteczniej niż ten, kto zna na pamięć dogmaty, ale w drugim widzi wroga.
Jestem poza Kościołem, ale odnajduję wartości w przesłaniu Ewangelii. W przykazaniu miłości bliźniego. W obowiązku współczucia, troski o słabszych, szacunku wobec drugiego człowieka. To przecież nie jest sprzeczne z uniwersalną etyką obecną także poza chrześcijaństwem — choćby w zasadzie przypisywanej Konfucjusz: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”.
Jeżeli Bóg jest taki, jakiego pokazuje Jezus Chrystus w Ewangelii, to bliższy Mu będzie każdy człowiek czyniący dobro, okazujący miłość i miłosierdzie — a nie tylko ten, kto manifestuje religijność, uczestniczy w obrzędach czy deklaruje swoją pobożność.
I jeszcze jedno: w Ewangelii nie znajdziemy wezwania do nienawiści ani pogardy wobec drugiego człowieka. Wręcz przeciwnie.