niedziela, 31 maja 2026

Nawet 90 procent substancji czynnych wykorzystywanych do produkcji antybiotyków powstaje dziś poza Europą, głównie w Chinach.


 Nawet 90 procent substancji czynnych wykorzystywanych do produkcji antybiotyków powstaje dziś poza Europą, głównie w Chinach. Nie trzeba być ekspertem, by dostrzec, jak ogromne zagrożenie niesie taka zależność.

Przez lata w pogoni za niższymi kosztami produkcję przenoszono do Azji. Dla wielu firm liczył się przede wszystkim krótkoterminowy zysk. Efektem jest sytuacja, w której Europa uzależniła się od jednego regionu świata w dostępie do leków ratujących życie.

Tymczasem Chiny już dawno przestały być krajem taniej siły roboczej. Stały się gospodarczą potęgą, od której Europa jest w wielu obszarach zależna. W przypadku poważnego kryzysu politycznego, konfliktu lub zakłócenia dostaw konsekwencje mogłyby być dramatyczne. Trudno mówić o bezpieczeństwie, jeśli nie potrafimy samodzielnie produkować podstawowych leków.

Słychać wprawdzie, że Unia Europejska stara się odbudować własne zdolności produkcyjne, tworzyć strategiczne zapasy i zachęcać firmy do powrotu z produkcją na kontynent. To krok w dobrym kierunku.

Pozostaje jednak pytanie: czy Europa zdąży odbudować swoje bezpieczeństwo lekowe, zanim wydarzy się kolejny globalny kryzys?

Ukradziona flaga. Dlaczego schowałem patriotyzm w swoim wnętrzu?


 Ukradziona flaga. Dlaczego schowałem patriotyzm w swoim wnętrzu?

Od jakiegoś czasu łapię się na tym, że przestałem głośno mówić o mojej miłości do Polski. Mój głęboki patriotyzm, który kiedyś naturalnie nosiłem w sercu i na ustach, dziś stał się czymś, z czym wolę się nie wychylać. Dlaczego? Bo najzwyczajniej w świecie boję się, że zostanę wzięty za nacjonalistę. A nacjonalizm to nie jest po prostu „ostrzejszy patriotyzm”. To coś zupełnie innego i fundamentalnie złego.

Patriotyzm to miłość do własnego kraju i szacunek dla innych, podczas gdy nacjonalizm to stawianie własnego narodu ponad wszystkimi innymi. Wiąże się on z takimi postawami jak etnocentryzm czy megalomania narodowa. Tego rodzaju megalomania może prowadzić do odseparowania kraju — nie geograficznie, lecz ideologicznie — od reszty świata i odwrócenia się plecami do ludzi spoza własnego społeczeństwa. Odizolowane państwo skazuje się na porażkę, tracąc na wielu polach, w tym na polu gospodarczym. Wolność obywateli również staje się zagrożona. Czy władza nacjonalistyczna nie prowadzi w efekcie do powstania ustroju totalitarnego? Prowadzi.

Zastanawiający jest więc fakt, że coraz większa część Polaków głosuje na nacjonalistów. Kiedy patrzę na tak zwane marsze i parady „patriotyczne”, na których tłumy narodowców wymachują naszymi biało-czerwonymi flagami w oparach dymu z rac, czuję fizyczny ból. Zabrano nam nasze symbole. To, co tam widzimy, nie ma nic wspólnego z troską o wspólny dom. To groźna przygrywka do szowinizmu, nienawiści, homofobii i rasizmu. Miłość do ojczyzny pomylono z pogardą wobec każdego, kto nie pasuje do ich wąskiego, radykalnego wzorca.

Jako człowiek niewierzący, dla którego jednak Ewangelia pozostaje drogowskazem moralnym, widzę w tym jeszcze jeden, wyjątkowo bolesny wymiar. Taka postawa to jawne zaprzeczenie płynącej z niej nauki. Jezus uczył miłości bliźniego, empatii i szacunku dla każdego człowieka – zwłaszcza wykluczonego, słabszego, „innego”. Tymczasem na narodowych sztandarach, nierzadko w towarzystwie krzyża, niesie się agresję i chęć izolacji. Jak można łączyć wiarę w Boga, który jest Miłością, z nienawiścią do drugiego człowieka tylko dlatego, że inaczej wygląda, kogoś innego kocha lub skąd indziej pochodzi?

Prawdziwy patriotyzm to budowanie, a nie niszczenie. To troska o każdego sąsiada w naszym wspólnym kraju. Bardzo mi brakuje czasów, gdy mogłem po prostu być dumnym Polakiem, bez strachu, że moja flaga zostanie uznana za symbol nienawiści.

piątek, 29 maja 2026

Nawrocki nie może zaprzysiąc wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego w takiej liczbie, by stanowili większość.


Nawrocki nie może zaprzysiąc wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego w takiej liczbie, by stanowili większość.

Bo wtedy on i radykalna prawica – zakładając sondażowe wyniki wyborów w 2027 roku– znaleźliby się pod kontrolą rzeczywiście niezależnego, demokratycznego Trybunału.

Nie mogą na to pozwolić, ponieważ autokracja nie potrzebuje kontroli konstytucyjnej ani niezależnych sądów.

Kaczyński podczas pierwszych rządów nie ukrywał ambicji przejęcia wpływu nad Trybunałem Konstytucyjnym, bo wiedział, że kto kontroluje TK, ten zyskuje pełną władzą nad państwem.

Wtedy nawet ustawa o „strzelaniu do rudych” mogłaby zostać uznana za zgodną z Konstytucją.

Proszę poszukać wywiadu Jacka Żakowskiego z Andrzejem Lepperem w tygodniku Polityka.

Strategią prezesa PiS, prezesa TK i prezydenta Karol Nawrocki jest przeciąganie sporu wokół sędziów aż do wyborów parlamentarnych

poniedziałek, 25 maja 2026

„Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że polska tradycja łączy chrześcijaństwo z otwartością i współistnieniem różnych kultur – że jest zarazem chrześcijańska i tolerancyjna.

„Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie” – pisał papież w książce Pamięć i tożsamość.

Dzisiejsza rzeczywistość jest jednak przykładem na to, że miłość bywa ślepa. Co dziesiąty chrześcijanin w Polsce popiera Grzegorza „Szczęść Boże” Brauna – polityka, który wzywa do wyposażenia kraju w broń atomową, przywrócenia kary śmierci oraz intronizacji Chrystusa na Króla Polski.

Jego hasła o „niemiecko-rosyjskim kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym”, tropienie loż i mafii, odbijają się szerokim echem w całym kraju – paradoksalnie także wśród chrześcijan wychowanych na naukach Papieża Polaka.

 Do tego dochodzą liczne skandale: gaszenie gaśnicą świec chanukowych w Sejmie, zrywanie unijnych flag, awantury z lekarzami, nawoływanie do powieszenia ministra czy negowanie faktów historycznych dotyczących Holocaustu.

Jakim cudem w Polsce jego poparcie rośnie? Aaa, już wiem. My, Polacy, potrafimy wyprzeć wszystko – nawet nauki Jezusa Chrystusa – byle tylko wybielić samych siebie.

 

Paradoks długowieczności.


 

Paradoks długowieczności. 

Długie życie coraz częściej przestaje być wyłącznie marzeniem o kolejnych latach, a staje się realnym scenariuszem, przed którym staje nasze społeczeństwo. Mogłoby się wydawać, że wizja dodatkowego czasu na ziemi powinna nas wyłącznie cieszyć. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej skomplikowana, co wyraźnie pokazały najnowsze badania.

Sam termin „długowieczność” budzi w Polakach zdecydowanie pozytywne skojarzenia – deklaruje to aż 71% badanych. Kojarzy nam się ona z mądrością, życiowym sukcesem i czasem dla rodziny. Perspektywa zmienia się jednak diametralnie, gdy zaczynamy mówić nie o abstrakcyjnym pojęciu, ale o naszej własnej przyszłości.

Strach przed utratą siebie

Gdy pytanie zaczyna dotyczyć bezpośrednio własnej starości, entuzjazm opada. 

U 65% respondentów pojawiają się wówczas negatywne emocje.

Nie odrzucamy samego konceptu długiego życia, ale panicznie boimy się jego wątpliwej
 jakości.

Nasze obawy najlepiej obrazują twarde dane dotyczące tego, z czego jesteśmy w stanie zrezygnować w imię zachowania godności:

  • Nieśmiertelność? Nie za wszelką cenę: Ponad połowa badanych (50%+) odrzuciłaby wizję wiecznego życia, jeśli miałaby się ona wiązać z cierpieniem, zależnością od innych lub utratą sprawności fizycznej.

  • Wizja dodatkowej dekady:85% Polaków stanowczo deklaruje, że nie chciałoby żyć o 10 lat dłużej, gdyby cena za ten czas miała być najwyższa – utrata sprawności psychicznej oraz kontaktu z rzeczywistością.

Liczą się lata w zdrowiu, nie tylko w dowodzie

 Nie interesuje nas wyłącznie "wkładanie lat do życia", ale przede wszystkim "wkładanie życia w lata".


czwartek, 21 maja 2026

Kulisy zamieszania wokół rotacji wojsk USA


 

Sukces ma wielu ojców, ale milczenie ma twarz Nawrockiego. Kulisy zamieszania wokół rotacji wojsk USA i przebudzenie Nawrockiego. 

Kiedy ważą się losy bezpieczeństwa Polski, nie ma miejsca na dyplomację fanklubów ani polityczne lenistwo.

Sprawa planowanej rotacji 4 tysięcy amerykańskich żołnierzy obnażyła brutalną prawdę o tym, jak wygląda „wielka polityka” w wykonaniu Karola Nawrockiego.

Podczas gdy Pałac Prezydencki karmił opinię publiczną opowieściami o rzekomych sukcesach, realne bezpieczeństwo państwa zawisło na włosku. Zobaczyliśmy festiwal ucieczki od odpowiedzialności, bezczelne przerzucanie winy na rząd oraz — przede wszystkim — wymowną ciszę Zwierzchnika Sił Zbrojnych.

Dopiero twarda ofensywa dyplomatyczna rządu — Donalda Tuska, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Radosława Sikorskiego — doprowadziła do wyjaśnienia sytuacji i zmusiła stronę amerykańską do anulowania decyzji o odwołaniu rotacji żołnierzy amerykańskich do Polski. 

Ten kryzys pokazał jedno jasno: Amerykanie nie rozmawiają z tymi, którzy ograniczają się do zdjęć i deklaracji. Rozmawiają z tymi, którzy realnie sprawują władzę i potrafią prowadzić skuteczną dyplomację.

1. Cudowne „załatwienie sprawy” 3 maja, której nikt nie widział

Oficjalna narracja Kancelarii Prezydenta brzmiała dumnie: Karol Nawrocki rozmawiał z Donaldem Trumpem 3 maja i rzekomo wszystko zostało ustalone.

Każdy, kto zna realia polskiej polityki i styl działania obecnego obozu prezydenckiego, wie jedno — gdyby Nawrocki rzeczywiście coś wynegocjował, nie schodziłby z anteny. Oglądalibyśmy konferencję za konferencją, a sprzyjające media od rana do nocy mówiłyby o historycznym sukcesie prezydenta.

Tymczasem wokół całej sprawy zapadła głęboka, wręcz podejrzana cisza.

2. Połowa maja: Pentagon wstrzymuje rotację, a Pałac Prezydencki milczy

Prawdziwy kryzys wybuchł 13–14 maja 2026 roku. Wtedy do mediów zaczęły przeciekać informacje, że Pentagon rezygnuje z wysłania około 4 tysięcy żołnierzy do Polski.

To był moment kluczowy. Sam przekaz medialny pokazał, że rzekome „załatwienie sprawy” przed 3 maja było idiotyzmem. Gdyby Trump i Nawrocki rzeczywiście zamknęli temat dwa tygodnie wcześniej, Pentagon nie podejmowałby takich działań.

Reakcja prezydenta na zagrożenie bezpieczeństwa państwa? Ponownie — cisza.

3. Doktryna Boguckiego: Trump obiecał, więc prezydent ma wolne

Szczytem politycznej hipokryzji okazał się jednak występ szefa Kancelarii Prezydenta, Zbigniewa Boguckiego, z 18 maja.

Próbując ratować wizerunek swojego przełożonego, Bogucki zastosował klasyczny unik "wina Tuska" i przerzucił odpowiedzialność na rząd Donalda Tuska, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Radosława Sikorskiego.

Bogucki stwierdził:

„Wszystkie działania Prezydenta są ukierunkowane na to, by żołnierze US Army tu pozostali, a Prezydent Donald Trump już 3 września 2025 roku podczas spotkania zapewnił, że kontyngent nie zostanie zmniejszony.
Natomiast to rząd, premier Tusk, minister Kosiniak-Kamysz oraz szef MSZ Radosław Sikorski odpowiadają za bieżące relacje i operacyjne ustalenia z Pentagonem. To zadanie dla rządu i dyplomacji, by te niedomówienia natychmiast wyjaśnić i egzekwować deklaracje”.

To deklaracja wręcz porażająca. Wynika z niej, że według Kancelarii Prezydenta rola Zwierzchnika Sił Zbrojnych sprowadza się do odebrania zapewnienia od Donalda Trumpa — i uznania sprawy za zamkniętą.

Trump obiecał, więc Nawrocki może umyć ręce i przestać interesować się bezpieczeństwem państwa.

4. Działania rządu

Podczas gdy Pałac Prezydencki trwał w politycznym letargu — być może szukając numeru telefonu do „przyjaciela Trumpa” — rząd rozpoczął intensywną ofensywę dyplomatyczną.

Działania premiera, ministra obrony narodowej i szefa MSZ doprowadziły do natychmiastowych rozmów ze stroną amerykańską.

Efekt? Waszyngton szybko zmienił swoje stanowisko, tłumacząc, że nie chodzi o rezygnację z obecności wojsk, lecz jedynie o opóźnienie rotacji.

Rząd zadziałał tam, gdzie naprawdę załatwia się sprawy państwowe — na poziomie operacyjnym i dyplomatycznym.

5.  Po udanej akcji dyplomatycznej rządu Nawrocki rzucił się do ratowania swojej reputacji. Jak z kryptowalutami.

Wniosek

Ta sytuacja jest bolesną lekcją różnicy między politycznym PR-em a realnym zarządzaniem państwem.

Kiedy przychodzi moment próby, zapewnienia, uściski dłoni i zdjęcia z kampanii wyborczej nie znaczą nic bez codziennej, konsekwentnej pracy dyplomatycznej.

Bezpieczeństwa Polski nie da się „załatwić” jednym telefonem wykonanym 3 maja — zwłaszcza takim, o którym dwa tygodnie później nikt w Waszyngtonie już nie pamięta.

A milczenie Karola Nawrockiego w tej sprawie mówi więcej niż tysiąc słów jego rzeczników.

środa, 20 maja 2026

Zadłużenie Skarbu Państwa na koniec kwietnia wzrosło do ok. 2.088,8 mld zł


Zadłużenie Skarbu Państwa na koniec kwietnia wzrosło do ok. 2 088,8 mld zł.

Aby jednak precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie „ile to do PKB?”, trzeba rozróżnić dwie oficjalne metody liczenia długu publicznego w Polsce, ponieważ Ministerstwo Finansów podaje relację do PKB dla całego sektora finansów publicznych.

1. Metodologia unijna (dług EDP) – najważniejszy wskaźnik

To wskaźnik obserwowany przez Unię Europejską i rynki finansowe. Obejmuje nie tylko dług Skarbu Państwa, ale również m.in. zadłużenie samorządów oraz funduszy takich jak BGK czy PFR.

  • relacja długu do PKB wynosi ok. 60%
    (dokładnie: 59,97% PKB na koniec 2025 r.)

To poziom istotny z punktu widzenia kryterium z Maastricht, gdzie próg ostrożnościowy wynosi właśnie 60% PKB.

2. Metodologia krajowa (Państwowy Dług Publiczny – PDP)

To wskaźnik liczony według polskich przepisów. Nie uwzględnia on części wydatków przeniesionych do funduszy pozabudżetowych.

  • relacja długu do PKB wynosi 49,1% PKB

Struktura zadłużenia według miejsca emisji

  • dług krajowy: ok. 1 665,5 mld zł (ok. 79,7% całości)
  • dług w walutach obcych: ok. 423,4 mld zł (ok. 20,3% całości)

Taka struktura jest relatywnie bezpieczna dla państwa — dominacja długu emitowanego na rynku krajowym, w złotych, ogranicza ryzyko związane z gwałtownymi wahaniami kursów walut.

Jednocześnie szybki wzrost całkowitego zadłużenia oraz wysokiego deficytu sprawił, że Polska została objęta przez Unię Europejską procedurą nadmiernego deficytu.

Najwyższe zadłużenie w UE (% PKB)

KrajDług publiczny / PKB
Grecjaok. 151%
Włochyok. 138%
Francjaok. 116%
Belgiaok. 106%
Hiszpaniaok. 103%

Kraje ze średnim poziomem długu

KrajDług / PKB
Polskaok. 60%
Niemcyok. 64%
Węgryok. 75%
Portugaliaok. 95%

Najniższe zadłużenie w UE

KrajDług / PKB
Estoniaok. 23%
Luksemburgok. 25%
Bułgariaok. 26%
Daniaok. 30%

„Permanentny immunitet” dla Donalda Trumpa i jego rodziny


Szokujący ruch w Waszyngtonie. „Permanentny immunitet” dla Donalda Trumpa i jego rodziny.

Dokument, który ma zapewniać Donaldowi Trumpowi, jego synom oraz całemu ich imperium biznesowemu całkowitą i dożywotnią nietykalność prawną na szczeblu federalnym, podpisał pełniący obowiązki Prokuratora Generalnego USA — wcześniej związany z otoczeniem samego Trumpa jako jego osobisty prawnik.

Dla wielu obserwatorów to kolejny dowód na niebezpieczne zacieranie granic między polityką, biznesem i wymiarem sprawiedliwości. Coraz trudniej mówić o Stanach Zjednoczonych jako o wzorcowym demokratycznym państwie prawa, gdy elity polityczne budują system przywilejów dla samych siebie.

Łatwo też zrozumieć polityczne sympatie Trumpa wobec liderów takich jak Jarosław Kaczyński, Viktor Orbán, Marine Le Pen czy Nigel Farage — polityków stawiających na silną władzę i podporządkowanie państwa własnemu obozowi politycznemu.

poniedziałek, 18 maja 2026

Karol "nic nie mogę" Nawrocki! Kulisy zamieszania wokół wojsk USA w Polsce


 

Karol "nic nie mogę" Nawrocki! Kulisy zamieszania wokół wojsk USA w Polsce

Fiasko rozmów na szczycie

Nawrocki rozmawiał z prezydentem USA o obecności sojuszniczych wojsk w Polsce, ale – jak się okazuje – niewiele z tego wyniknęło. Choć Donald Trump obiecywał Nawrockiemu zwiększenie kontyngentu amerykańskich żołnierzy, konkretów zupełnie zabrakło.

Z natychmiastowym, iście propagandowym ratunkiem ruszył jednak szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz.
Stwierdził on, że teraz „najbardziej potrzebna jest proaktywna postawa Ministerstwa Obrony Narodowej i pilne rozmowy z Pentagonem”.
Przydacz domaga się również „pilnej zmiany retoryki ze strony premiera i marszałka Sejmu”, twierdząc, że obecny przekaz polskiego rządu szkodzi relacjom z USA i jest wodą na młyn dla przeciwników silnej obecności NATO na wschodniej flance.

Panie Przydacz, chwileczkę... To przecież w USA rządzi Trump – rzekomy wielki przyjaciel Nawrockiego. Przyjaciel, który miał osobiście gwarantować, że amerykańskie wojska nie tylko w Polsce zostaną, ale wręcz zwiększą swoją liczebność. Tymczasem Pan sugeruje, że sytuacją sterują teraz jacyś mityczni „przeciwnicy silnej obecności NATO”?

Wychodzi więc na jaw brutalna prawda: Trump po prostu zignorował Nawrockiego , a całe zamieszanie w USA musi teraz ratować szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz.

Burza w Waszyngtonie i wściekłość Republikanów

Decyzja o odwołaniu rotacji amerykańskich żołnierzy do Polski wywołała potężne oburzenie – i to wewnątrz samej Partii Republikańskiej. Amerykańscy kongresmeni są wściekli. Głos w sprawie zabrał m.in. senator Thom Tillis z Karoliny Północnej, który ocenił ruch Białego Domu jako „lekkomyślny”, „amatorski”, a w najgorszym wypadku – „zabójczy”. Tillis bez ogródek skrytykował szefa Pentagonu:

„Hegseth w dalszym ciągu zaskakuje i okazuje brak szacunku naszym największym sojusznikom oraz najlepszym specjalistom w dziedzinie wojskowości swoimi impulsywnymi decyzjami”.

Gra nie jest jeszcze przegrana

Na szczęście Kongres USA posiada realne narzędzia nacisku na Biały Dom. Historia pokazuje, że pod wpływem zdecydowanego oporu i twardych żądań ze strony kongresmenów amerykański prezydent potrafił już zmieniać zdanie. Komentatorzy polityczni zaznaczają, że w tym przypadku scenariusz może się powtórzyć.

Dziś media społecznościowe stały się głównym polem walki politycznej i dezinformacji.


Dziś media społecznościowe stały się głównym polem walki politycznej i dezinformacji. Szczególnie wyspecjalizowali się w tym Rosjanie, którzy potrafią wpływać nawet na wybory w USA czy w Polsce; dziś wiemy, że Brexit to rosyjskie działanie.

Współcześnie wszyscy korzystamy z platform społecznościowych, a młodzież czerpie z nich wiedzę niemal wyłącznie. Problem polega na tym, że każdy może opublikować tam dosłownie wszystko.

Szczególnym przykładem tej patologii jest portal oznaczony jedną literą. Pozornie panuje na nim pełna swoboda publikowania treści, które nie są w żaden sposób weryfikowane, jednak w praktyce zasięg prawicowych, a nawet faszystowskich przekazów w dużej mierze zależy od decyzji właściciela – Muska. Podobnie wygląda sytuacja na Facebooku.

Tworzy to idealne warunki do manipulacji oraz działań internetowych trolli i botów.
Jeśli ktoś nie ma naturalnie dociekliwego i sceptycznego usposobienia, brakuje mu czasu na sprawdzanie faktów albo manipulacja po prostu wpisuje się w jego światopogląd, taka osoba  jest dla prawdy, a w konsekwencji i dla świata, bezpowrotnie stracona.

Niszczenie dokumentów i nośników informatycznych po przegranej Orbana, a przed zdaniem władzy, na wzór PiS z października 2023 roku.


W siedzibie Ministerstwa Budownictwa i Transportu w rządzie Viktora Orbána odkryto torby pełne zniszczonych dokumentów oraz materiały kampanijne byłego ministra Jánosa Lázára i partii Fidesz – poinformował w niedzielę szef węgierskiego rządu, Péter Magyar.

Popłakałem się ze śmiechu.

Co za patałachy! Orbán miał całe trzy tygodnie po przegranych wyborach na usunięcie śladów przestępstw, a i tak zostawił dowody. Dla porównania: PiS miał zaledwie dwa tygodnie na „sprzątanie”, a zdołał poszatkować dokumenty, podczas gdy specjalistyczne firmy dokumentnie wyczyściły nośniki informatyczne w ministerstwach. Nie zostało absolutnie nic.

Oto dwa jaskrawe fakty, choć każdy bez trudu znajdzie masę podobnych przykładów zacierania śladów po przegranych przez PiS wyborach:

1. Utylizacja 400 kg dysków w MSZ

Najbardziej bezczelny wątek dotyczący niszczenia nośników cyfrowych dotyczy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W odpowiedzi na oficjalną interpelację poselską Krzysztofa Brejzy MSZ przyznało, że 25 października 2023 roku (zaledwie dziesięć dni po wyborach) przekazano do fizycznej utylizacji aż 400 kg dysków twardych i innych nośników pamięci. W efekcie po kluczowych dowodach – choćby w sprawie afery wizowej – nie ma już śladu.

2. Słynna furgonetka przed Ministerstwem Kultury (MKiDN)

Symbolem pośpiesznych „porządków” w resortach stała się ciężarówka sfotografowana przez dziennikarzy 25 października 2023 roku  (zaledwie dziesięć dni po wyborach) przed Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na sam dziedziniec ministerstwa wjechał pojazd z jaskrawym, wręcz ironicznym w tym kontekście napisem: „Niszczymy dokumenty”. Samochód należał do warszawskiej firmy ESSI Niszczenie Dokumentów.

niedziela, 17 maja 2026

Jak tam służba zdrowia w USA?


 Amerykańska służba zdrowia działa jak luksusowy biznes, do którego wstęp kosztuje fortunę. Tam choroba nie oznacza wyłącznie bólu czy strachu o życie. Bardzo często oznacza również finansową katastrofę.

Według danych OECD mieszkańcy Stanów Zjednoczonych wydają na leczenie ponad 13 tysięcy dolarów rocznie na osobę. To najwięcej na świecie. Mimo astronomicznych pieniędzy miliony ludzi wciąż boją się zadzwonić po karetkę, bo jeden przejazd ambulansem może kosztować od kilkuset do nawet trzech tysięcy dolarów. Dla wielu rodzin kilka minut jazdy do szpitala oznacza dług spłacany miesiącami.

W USA prywatne ubezpieczenie zdrowotne nie jest luksusem. To przepustka do przetrwania. Problem w tym, że nawet posiadając polisę, człowiek nadal musi płacić gigantyczne kwoty z własnej kieszeni.

Większość Amerykanów funkcjonuje w systemie tak zwanych deductibles. Oznacza to, że zanim ubezpieczyciel zapłaci choćby jednego dolara, pacjent najpierw sam musi wydać kilka tysięcy. Dopiero po przekroczeniu tego limitu korporacja łaskawie zaczyna uczestniczyć w kosztach leczenia. Innymi słowy: płacisz wysokie składki co miesiąc, a kiedy zachorujesz, i tak najpierw płacisz ponownie.

Dla klasy średniej i ludzi pracujących za niższe stawki ten system jest bezwzględny. Federalna płaca minimalna od lat wynosi zaledwie 7,25 dolara za godzinę, podczas gdy miesięczna składka zdrowotna potrafi pochłonąć setki dolarów. W przypadku rodzin roczne koszty ubezpieczenia często przekraczają 24 tysiące dolarów. To więcej niż wartość samochodu albo kilkuletnich oszczędności przeciętnego gospodarstwa domowego.

Najgorzej mają ludzie pracujący w sklepach, gastronomii albo tak zwanej gig economy. Kurierzy, kierowcy aplikacji czy pracownicy na część etatu bardzo często nie dostają żadnego ubezpieczenia od pracodawcy. Wielu stoi przed absurdalnym wyborem: zapłacić czynsz czy wykupić polisę zdrowotną. Część świadomie rezygnuje z leczenia i żyje w ciągłym strachu, modląc się, żeby nic poważnego się nie wydarzyło.

Skalę tego absurdu świetnie pokazuje historia Klaudii Tuğul — tiktokerki mieszkającej w Miami. Kobieta trafiła na amerykański SOR z nagłym problemem zdrowotnym. Spędziła tam niespełna siedem godzin. Lekarze wykonali dwa badania USG, tomografię komputerową z kontrastem oraz podstawowe badania laboratoryjne. Żadnej operacji. Żadnego skomplikowanego zabiegu. Żadnej walki o życie.

Po wyjściu ze szpitala dostała rachunek na 11 277 dolarów i 35 centów.

Ponad 40 tysięcy złotych za kilka godzin diagnostyki.

Osobne opłaty naliczono za łóżko, konsultacje lekarzy, badania i praktycznie każdy element pobytu. W amerykańskim systemie zdrowie człowieka jest rozbijane na pozycje w tabelce i wyceniane jak usługa premium.

Klaudia miała szczęście. Posiadała prywatne ubezpieczenie, dzięki czemu finalnie zapłaciła „tylko” 350 dolarów wkładu własnego. Resztę pokryła firma ubezpieczeniowa. Problem polega na tym, że miliony Amerykanów takiego zabezpieczenia po prostu nie mają.

I właśnie dlatego w Stanach Zjednoczonych zwykłe złamanie nogi, pobyt w szpitalu albo nagły wypadek potrafią zniszczyć człowiekowi życie finansowo szybciej niż samą choroba.

Zasada pierwszeństwa prawa UE


Zasada pierwszeństwa prawa UE

Prawo Unii Europejskiej ma pierwszeństwo przed prawem krajowym państw członkowskich w zakresie kompetencji przekazanych Unii przez te państwa.

Oznacza to, że jeżeli polska ustawa jest sprzeczna z prawem UE w obszarze należącym do kompetencji Unii, sąd lub organ państwowy powinien zastosować prawo unijne.

Zasada ta została wypracowana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w latach 60. XX wieku, przede wszystkim w orzeczeniu Costa przeciwko ENEL z 1964 roku.

W samym Traktacie z Lizbony z 2009 roku — ratyfikowanym przez Polskę zgodnie z art. 90 Konstytucji RP — nie ma przepisu wprost stwierdzającego, że „prawo UE jest nadrzędne nad konstytucjami państw członkowskich”.

Jednak do Aktu końcowego konferencji przyjmującej Traktat z Lizbony dołączono deklarację dotyczącą zasady pierwszeństwa prawa UE.


Deklaracja dotycząca pierwszeństwa prawa UE

Deklaracja nr 17 dołączona do Traktatu z Lizbony

Konferencja przypomniała, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE traktaty i prawo przyjęte przez Unię mają pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich — na warunkach określonych w tym orzecznictwie.

Do deklaracji dołączono również opinię Służby Prawnej Rady UE z 22 czerwca 2007 r., w której wskazano m.in.:

„Z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości wynika, że pierwszeństwo prawa wspólnotowego stanowi podstawową zasadę tego prawa.”

Podkreślono również, że zasada pierwszeństwa obowiązuje niezależnie od tego, że nie została literalnie wpisana do traktatów.


Co oznaczało wejście w życie Traktatu z Lizbony?

Traktat z Lizbony znacząco wzmocnił kompetencje Unii Europejskiej oraz nadał Karcie Praw Podstawowych UE moc prawną równą traktatom.

Rozszerzono także rolę Trybunału Sprawiedliwości UE w kontrolowaniu przestrzegania prawa unijnego przez państwa członkowskie.

W praktyce oznaczało to, że:

  • sądy krajowe państw UE stały się jednocześnie sądami unijnymi,
  • sędziowie krajowi mają obowiązek stosowania prawa UE,
  • niezależność sądów i niezawisłość sędziów zostały uznane za element skutecznej ochrony prawa unijnego,
  • Komisja Europejska i TSUE uzyskały możliwość oceniania zmian w krajowym wymiarze sprawiedliwości, jeśli mogą one wpływać na stosowanie prawa UE.

Podstawy traktatowe

1. Artykuł 2 Traktatu o Unii Europejskiej

UE opiera się na wartościach takich jak:

  • państwo prawne,
  • demokracja,
  • prawa człowieka.

W orzecznictwie TSUE zasada państwa prawnego obejmuje m.in.:

  • niezależność sądów,
  • niezawisłość sędziów,
  • skuteczną kontrolę sądową.

2. Artykuł 19 ust. 1 TUE

Państwa członkowskie mają obowiązek zapewnienia skutecznej ochrony sądowej w dziedzinach objętych prawem UE.

Na tej podstawie TSUE wielokrotnie orzekał, że:

  • sądy muszą być niezależne od wpływów politycznych,
  • sędziowie muszą być chronieni przed naciskami,
  • system dyscyplinarny wobec sędziów nie może służyć kontroli politycznej.

3. Karta Praw Podstawowych UE — art. 47

Po wejściu w życie Traktatu z Lizbony Karta uzyskała moc równą traktatom.

Art. 47 gwarantuje:

  • prawo do skutecznego środka prawnego,
  • prawo do sprawiedliwego procesu,
  • prawo do rozpoznania sprawy przez niezależny i bezstronny sąd.

Jest to jeden z najczęściej przywoływanych przepisów dotyczących niezależności sądów.


Ważne rozróżnienie

UE nie organizuje całego wymiaru sprawiedliwości państw członkowskich — pozostaje to kompetencją krajów.

Jednak jeśli sądy krajowe stosują prawo UE, muszą spełniać standard niezależności wymagany przez Unię.

Dlatego TSUE uznał, że niezależność sądów nie jest wyłącznie „wewnętrzną sprawą państwa”, gdy wpływa na stosowanie prawa unijnego.


Spór wokół reform sądownictwa w Polsce

Po wejściu w życie Traktatu z Lizbony relacja między prawem UE a prawem krajowym stała się szczególnie istotna w obszarze wymiaru sprawiedliwości.

W Polsce największe spory pojawiły się po reformach sądownictwa prowadzonych po 2015 roku.

Instytucje UE uznały, że część zmian może naruszać zasadę niezależności sądów i trójpodziału władz.

Dotyczyło to m.in.:

  • zmian w Sądzie Najwyższym,
  • sposobu powoływania Krajowej Rady Sądownictwa,
  • systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów,
  • działalności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

TSUE wielokrotnie podkreślał, że państwa członkowskie mają prawo reformować sądownictwo, ale nie mogą naruszać standardów niezależności wynikających z prawa UE oraz art. 19 TUE.

Również Europejski Trybunał Praw Człowieka wydawał orzeczenia dotyczące prawa do niezależnego sądu i prawidłowo obsadzonego składu orzekającego.


Stanowisko Polski

W Polsce obowiązuje stanowisko, że najwyższym prawem pozostaje Konstytucja RP.

Polski Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślał, że:

  • Polska dobrowolnie przekazała UE część kompetencji,
  • nie przekazała jednak całej suwerenności,
  • Konstytucja RP pozostaje najwyższym aktem prawa w Polsce.

Jednocześnie TSUE stoi na stanowisku, że w zakresie kompetencji przekazanych Unii państwa członkowskie są zobowiązane zapewnić pełną skuteczność prawa UE.

To właśnie napięcie między zasadą pierwszeństwa prawa UE a nadrzędnością konstytucji krajowych stanowi jedno z najważniejszych zagadnień współczesnego prawa europejskiego.


Reasumując

  • prawo UE ma pierwszeństwo przed ustawami krajowymi w obszarach objętych kompetencjami UE,
  • Konstytucja RP pozostaje formalnie najwyższym aktem prawa w Polsce,
  • w przypadku trwałej i poważnej sprzeczności między Konstytucją RP a prawem UE państwo musiałoby:
    • zmienić konstytucję,
    • doprowadzić do zmiany prawa UE,
    • albo — w skrajnym przypadku — rozważyć wystąpienie z Unii Europejskie




 

Prezydent i 3600 transakcji: Jak portfel Donalda Trumpa rozpalił Waszyngton


 

Prezydent i 3600 transakcji: Jak portfel Donalda Trumpa rozpalił Waszyngton

Nowe oświadczenie majątkowe Donalda Trumpa, złożone w Biurze Etyki Rządu (OGE), wywołało na Kapitolu prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi. Dokumenty pokazują bezprecedensową skalę aktywności inwestycyjnej urzędującego prezydenta USA. Tylko między styczniem a końcem marca 2026 roku w jego portfelu odnotowano ponad 3,6 tysiąca transakcji.

Oto szczegółowe spojrzenie na to, co kryje się w prezydenckich finansach i dlaczego budzą one tak wielkie emocje.


Portfel skrojony pod Big Tech i AI

Choć amerykańskie przepisy wymagają podawania jedynie przedziałów kwotowych, szacuje się, że łączna wartość operacji finansowych prezydenta wyniosła od 220 mln do nawet 750 mln dolarów. Strategia inwestycyjna opierała się na bardzo konkretnych, strategicznych sektorach:

  • Giganci technologiczni i AI: Masowe zakupy akcji takich firm jak Nvidia, Microsoft, Amazon czy Apple.

  • Kryptowaluty i fintech: Pozycje w spółkach bezpośrednio powiązanych z rynkiem krypto (m.in. Coinbase czy MARA Holdings).

  • Sektor obronny i energetyczny: Branże, których losy bezpośrednio zależą od decyzji administracji Białego Domu.

Co kluczowe, fundusz Trumpa dokonał masowych zakupów podczas marcowych spadków na giełdzie, wywołanych napięciami geopolitycznymi. Gdy rynki odbiły, portfel prezydenta zanotował imponujące zyski – co najmniej 20% w zaledwie trzy miesiące.


Kto pociąga za sznurki?

Z formalnego punktu widzenia ujawnione dokumenty nie wskazują na naruszenie prawa ani bezpośrednie wykorzystywanie informacji poufnych (insider trading). Oficjalnie rodzinnym trustem zarządzają synowie prezydenta – Donald Trump Jr. oraz Eric Trump – przy wsparciu zewnętrznych doradców finansowych.

Jednak w Waszyngtonie nikt nie ma złudzeń: fakt, że fundusz powiązany z głową państwa dokonuje średnio 60 transakcji na jeden dzień giełdowy, ponownie rozpalił debatę o konieczności wprowadzenia całkowitego zakazu handlu akcjami przez osoby pełniące najwyższe funkcje publiczne.


"Efekt Trumpa": Globalni inwestorzy na podsłuchu

Skala zjawiska wykracza daleko poza sam amerykański rynek. Inwestorzy na całym świecie traktują wypowiedzi i wpisy Trumpa w mediach społecznościowych jako bezpośrednie sygnały rynkowe.

Jak działa to w praktyce? Wystarczy jedna sugestia prezydenta na temat ceł, podatków czy regulacji sztucznej inteligencji, by miliony graczy giełdowych zaczęły masowo kupować ("grać na długo") lub wyprzedawać ("grać na krótko") akcje konkretnych firm, próbując płynąć na fali tzw. "Trump Trade".


Podsumowanie: Czas na prosty test etyczny

W tym całym giełdowym szaleństwie tkwi jednak klucz do rozwiązania zagadki potencjalnych konfliktów interesów. Amerykańskie organy nadzorcze wcale nie muszą szukać skomplikowanych spisków ani czekać na przecieki.

Wystarczyłoby jedno proste, analityczne działanie: drobiazgowe sprawdzenie i zestawienie dokładnej chronologii inwestycji z publicznymi wypowiedziami oraz dekretami prezydenta.

Jeśli zakupy akcji spółek technologicznych, obronnych czy kryptowalutowych idealnie wyprzedzały jego przełomowe deklaracje polityczne, Ameryka otrzyma jasną odpowiedź na pytanie, gdzie kończy się legalny biznes, a zaczyna potężny konflikt interesów.

czwartek, 14 maja 2026

Dlaczego wciąż nie ma realnych rozliczeń? Odpowiedź jest prosta: bo w sądach, prokuraturze i służbach trwa wielkie „ustawianie się pod wiatr”.


Dlaczego wciąż nie ma realnych rozliczeń? Odpowiedź jest prosta: bo w sądach, prokuraturze i służbach trwa wielkie „ustawianie się pod wiatr”.

Wielu sędziów, prokuratorów i funkcjonariuszy zamiast patrzeć w Kodeks karny, patrzy na Nawrockiego i kalendarz wyborczy 2027 roku. Nad wymiarem sprawiedliwości wciąż unosi się mroczny cień Zbigniewa Ziobry. Mechanizm jest prosty: „Po co się narażać? A nuż wrócą? A nuż znów pojawią się listy proskrypcyjne?”.

Nie toleruję antydemokratycznej linii PiS-u, Konfederacji ani środowiska Brauna. Ale jeszcze większą pogardę budzą we mnie ci, którzy mają stać na straży prawa, a zamiast tego uprawiają polityczną kalkulację.

Państwo nie może być zakładnikiem strachu urzędników przed powrotem „starego”. Sędzia czy prokurator, który służy partii zamiast Polsce, współodpowiada za degradację naszej demokracji — tak samo jak polityk, który łamał prawo.

Polska potrzebuje kręgosłupów, a nie chorągiewek.

środa, 13 maja 2026

Kolejny reset Trump–Putin?


 Kolejny Reset Trump–Putin?

• Kreml już nawet nie udaje. Rzecznik Dmitrij Pieskow otwarcie mówi o wielkich interesach z Ameryką — pod warunkiem, że USA przestaną „przeszkadzać” z Ukrainą. Moskwa czuje słabość Waszyngtonu i testuje granice nowego układu.

• Donald Trump zaprzecza, że zgodził się na oddanie Rosji całego Donbasu, ale jego słowa są coraz mniej warte. Jednocześnie ogłasza rychły koniec wojny — dokładnie w momencie, gdy Kreml mówi językiem zwycięzcy. Przypadek? Naiwni mogą jeszcze wierzyć.

• Zaklęcia Trumpa nie pomagają. Paliwo w USA drastycznie drożeje. Poddać się Iranowi czy reset z Rosją. 

• Prezydent Finlandia — prywatnie golfowy partner Trumpa — nawołuje Europę do samodzielnych negocjacji z Rosją. To już nie są sygnały ostrzegawcze. To początek politycznego resetu z Putinem ponad głowami Ukrainy i Europy Środkowej.

Trump milczy wtedy, gdy powinien mówić jasno. Kreml mówi coraz odważniej, bo wie, że wraca czas targów z imperium zła.

Trump może i jest szaleńcem, ale skutecznym. Nacjonalizm 2.0 nadchodzi.


 Trump może i jest szaleńcem, ale skutecznym.

Autorytaryzm, nacjonalizm, antyliberalizm, izolacjonizm, suwerenizm, a nawet elementy faszyzmu — to nie tyle „powrót do przeszłości”, ile narodziny nowej populistycznej fali, która nauczyła się wygrywać w świecie zmęczonym tradycyjną polityką i liberalną demokracją.

Coraz więcej ludzi pragnie silnych, autokratycznych rządów — władzy działającej szybko i skutecznie, nawet kosztem prawa. nawet kosztem praw człowieka.

Krótka analiza tego zjawiska

1. Efekt Farage’a — reaktywacja pod patronatem Trumpa

Nacjonalista Nigel Farage — jeden z głównych architektów kampanii na rzecz Brexitu — po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE wydawał się politycznie skończony. Przez lata pozostawał na marginesie brytyjskiej polityki. Dziś jednak jego partia, Reform UK, skutecznie zagospodarowała elektorat rozczarowany Partią Konserwatywną.

  • Błogosławieństwo Trumpa:
    Poparcie Donalda Trumpa zadziałało jak certyfikat wiarygodności dla elektoratu antyestablishmentowego. Powstał swoisty transatlantycki front sprzeciwu wobec liberalnej demokracji, globalizacji, polityki otwartych granic i współczesnego modelu praw człowieka.
  • Rosnąca siła wyborcza:
    Sukcesy wyborcze w Anglii, Walii i Szkocji pokazują, że Reform UK nie jest już „partią jednego tematu”, czyli Brexitu, lecz szerokim ruchem sprzeciwu wobec brytyjskiego establishmentu.

2. Europejski „marsz na prawo”

Wielka Brytania nie jest wyjątkiem. Cała Europa przesuwa się w stronę suwerenizmu i polityki nacjonalistycznej.

  • Francja:
    Marine Le Pen skutecznie złagodziła wizerunek swojej partii i stała się realną kandydatką do objęcia władzy.
  • Niemcy:
    Alternative für Deutschland, mimo kontrowersji i protestów, osiąga rekordowe wyniki — szczególnie we wschodnich landach,  podważając powojenny konsensus polityczny Niemiec. 
    Polska Zachodnia i Prusy Wschodnie mają wrócić do Niemiec - to ich główny postulat. Mamy odzyskać Wilno i Lwów. 
  • Polska:
    Partie narodowe i prawicowe — takie jak PiS, Конфедерация i Корона Польская Браунa — zyskują poparcie na fali sprzeciwu wobec Zielonego Ładu, umowy Mercosur oraz polityki migracyjnej UE.

3. Czy to początek końca Unii Europejskiej?

Współcześni nacjonaliści rzadziej mówią dziś o opuszczaniu Uni Europejskjej. Zamiast tego chcą ją osłabiać od środka. Ale to chwilowa zmyłka.

Zrozumieli, że wyborcy obawiają się gospodarczego chaosu po wyjściu z UE, dlatego stawiają raczej na strategię blokowania decyzji Brukseli i odzyskiwania kompetencji przez państwa narodowe.

Dopiero jak się rozsiądą to "Exit". Nie będzie im obcy wtrącał się w ich dyktatury. 

4. Cień trumpizmu i putinizmu

  • Trumpizm:
    Stał się globalną marką polityczną — stylem opartym na polaryzacji, emocjach, mediach społecznościowych i bezpośrednim ataku na „elity”. To polityczne paliwo dla Farage’a, Nawrockiego i wielu podobnych liderów w Europie.
  • Putinizm:
    Władimir Putin od lat wspiera — finansowo lub propagandowo — ruchy osłabiające jedność Europy. Choć wielu liderów europejskiej prawicy po agresji na Ukrainę dystansuje się od Kremla, ich retoryka „pokoju za wszelką cenę”, osłabiania NATO i nieufności wobec Zachodu często pozostaje korzystna dla interesów Moskwy.

Nowa era niepewności

Czy jesteśmy świadkami chwilowego buntu, czy głębokiej przebudowy zachodniej sceny politycznej?

Nacjonalizm 2.0 nie nosi już tylko glanów i nie maszeruje wyłącznie pod radykalnymi hasłami: „Precz z komuną”, „America First”, „Walcz! Walcz! Walcz!”, „Francja dla Francuzów”, „Polska dla Polaków”, „Bóg, Honor, Ojczyzna”, „Wielka Polska Katolicka” czy „Tu jest Polska, nie Bruksela”.

. Dziś zakłada dobrze skrojone garnitury, mówi językiem „zwykłego człowieka” i umiejętnie wykorzystuje lęk przed migracją, zmianami demograficznymi oraz rosnącymi kosztami życia.

Dla jego zwolenników to „powrót do normalności” i odzyskiwanie suwerenności. W praktyce może jednak oznaczać osłabienie demokratycznych instytucji, wzrost chaosu politycznego oraz wzmocnienie takich graczy jak Putin czy Trump.

Pozostaje pytanie: czy liberalna demokracja ma jeszcze społeczeństwom coś do zaoferowania, co zatrzyma marsz populistów, czy też ten polityczny pociąg już odjechał?

poniedziałek, 11 maja 2026

Rusza enerhetyka jądrowa


Wreszcie energetyka jądrowa ma poparcie społeczeństwa i rządzących. Szkoda tylko, że jesteśmy 40 lat do tyłu, a ceny energii od dawna są w kosmosie.

Gdy rząd Tadeusza Mazowieckiego w 1990 roku podjął decyzję o zatrzymaniu projektu Żarnowiec, wiedziałam, że to koniec energetyki jądrowej w Polsce na długie dekady.

Żaden kolejny rząd nie zaryzykowałby społecznego sprzeciwu w cieniu katastrofy w Czarnobylu.

Historia poparcia dla energii jądrowej w Polsce to fascynująca krzywa — od niemal pełnej akceptacji, przez traumę po Czarnobylu, aż po dzisiejszy rekordowy entuzjazm.

Jak zmieniały się nastroje społeczne wobec energetyki jądrowej?

1. Po katastrofie w Czarnobylu, w lokalnym referendum w 1990 roku w województwie gdańskim, aż 86% głosujących opowiedziało się przeciwko budowie elektrowni w Żarnowcu. Trudno się dziwić, że projekt został politycznie pogrzebany.

2. W latach 90. poparcie dla atomu oscylowało wokół 20–30%.

3. W dekadzie 2000–2010, wraz ze wzrostem zapotrzebowania na energię, poparcie zaczęło stopniowo rosnąć i osiągnęło poziom 40–50%. Pojawiła się nadzieja na powrót do projektu jądrowego.

4. W 2011 roku, gdy premier Tusk wrócił do planów budowy elektrowni jądrowej, doszło do katastrofy w Fukushimie. Poparcie natychmiast spadło o kilkanaście punktów procentowych. Atom znów zaczął kojarzyć się ludziom przede wszystkim z zagrożeniem.

5. Już w 2015 roku poparcie społeczne ponownie przekroczyło 50%. To był moment, w którym należało rozpocząć budowę elektrowni jądrowej. Niestety Kaczyński był bardziej przestraszony nić Polacy. 

Gdyby wtedy podjęto realne działania, dziś moglibyśmy mieć działający atom i tańszy prąd.

6. Lata 2021–2025 przyniosły prawdziwy renesans energetyki jądrowej.

Kryzys energetyczny i wojna po agresji Rosji na Ukrainę uświadomiły Polakom, że atom oznacza bezpieczeństwo energetyczne i niezależność od surowców z zewnątrz.

Do tego doszły kwestie klimatyczne — świadomość konieczności odchodzenia od węgla sprawiła, że nawet środowiska progresywne zaczęły postrzegać energetykę jądrową jako czyste i stabilne źródło energii.

Dziś poparcie dla budowy elektrowni jądrowych w Polsce sięga rekordowych 75–90%.

Po dekadzie opóźnień wreszcie zaczynamy budowę. Szkoda tylko, że mogliśmy być w zupełnie innym miejscu już kilkanaście lat temu.

Szczęść Boże


 Szczęść Boże.

Mam poczucie głębokiego rozdźwięku między tym, co odnajduję w Ewangelii, a tym, co widzę w Kościele i w części środowisk odwołujących się do wiary. Trudno mi zrozumieć milczenie lub pobłażliwość wobec działań i słów polityków czy ugrupowań, które deklarują przywiązanie do chrześcijaństwa, a jednocześnie posługują się językiem pogardy, wykluczania i nienawiści. Tak! Myślę o PiS, Konfederacji, a przede wszystkim grupy "Szczęść Boże" Brauna!

Owszem, są pojedynczy kapłani, teologowie czy ludzie Kościoła, którzy potrafią nazwać zło po imieniu. Jednak często pozostają oni na marginesie realnego wpływu na instytucję. 

Tymczasem Kościół — jeśli chce być wierny Ewangelii — powinien jednoznacznie potępiać tych, którzy powołują się na Boga, a postępują wbrew zasadom miłości bliźniego, godności człowieka i prawdzie.

Czy naprawdę trudno zrozumieć moją frustrację, gdy ktoś z „Szczęść Boże” na ustach nie głosi miłości i współczucia, lecz szerzy pogardę wobec innych ludzi — ze względu na płeć, tożsamość psychoseksualną, orientację seksualną, pochodzenie, rasę, religię czy poglądy? Gdy ktoś moralną wyższość buduje na wykluczaniu drugiego człowieka?

Nie jest to wyłącznie moje odczucie. Ksiądz profesor Józef Tischner pisał, że bywa paradoksem, iż niewierzący czy agnostycy są czasem bliżej ducha Ewangelii niż ci, którzy traktują religię wybiórczo — przyjmując tylko to, co im odpowiada. Cenzurują Ewangelię według własnej wygody, a jednocześnie są przekonani, że same praktyki religijne wystarczą do moralnej wyższości i zbawienia.

Przywołanie ks. prof. Józefa Tischnera jest tu kluczowe. On sam często ostrzegał przed religijnością, która jest tylko zewnętrzną dekoracją dla nienawiści.

• Tischner mówił, że czasem trzeba „stracić wiarę w Boga, żeby odnaleźć Boga”.

• Jego teza, że agnostycy bywają bliżej Ewangelii, wynika z prostej obserwacji: Ewangelia to przede wszystkim etyka spotkania. Jeśli ktoś odrzuca instytucję, ale żyje miłością bliźniego, realizuje treść orędzia Chrystusa skuteczniej niż ten, kto zna na pamięć dogmaty, ale w drugim widzi wroga.

Jestem poza Kościołem, ale odnajduję wartości w przesłaniu Ewangelii. W przykazaniu miłości bliźniego. W obowiązku współczucia, troski o słabszych, szacunku wobec drugiego człowieka. To przecież nie jest sprzeczne z uniwersalną etyką obecną także poza chrześcijaństwem — choćby w zasadzie przypisywanej Konfucjusz: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”.

Jeżeli Bóg jest taki, jakiego pokazuje Jezus Chrystus w Ewangelii, to bliższy Mu będzie każdy człowiek czyniący dobro, okazujący miłość i miłosierdzie — a nie tylko ten, kto manifestuje religijność, uczestniczy w obrzędach czy deklaruje swoją pobożność.

I jeszcze jedno: w Ewangelii nie znajdziemy wezwania do nienawiści ani pogardy wobec drugiego człowieka. Wręcz przeciwnie.

Szacowana stopa zastąpienia według prognoz ZUS


 Według prognoz ZUS osoby przechodzące na emeryturę w 2050 roku mogą otrzymywać świadczenia stanowiące jedynie niewielką część ostatnich zarobków. Szacowana stopa zastąpienia ma wynosić:

• kobiety: 20–25%, 

• mężczyźni: 28–35%. 

Aby uzmysłowić przenieśmy się do dnia dzisiejszego. To oznacza, że osoba zarabiająca dziś 6000 zł netto mogłaby w przyszłości otrzymać emeryturę na poziomie zaledwie 1200–2100 zł. Trudno sobie wyobrazić godne życie za takie pieniądze, szczególnie przy rosnących kosztach życia i starzejącym się społeczeństwie.

Dla porównania obecnie przeciętna stopa zastąpienia wynosi około 50–55% ostatniego wynagrodzenia. Osoba zarabiająca 6000 zł netto otrzymuje dziś średnio około 3000–3300 zł emerytury netto.

Już teraz jednak widać ogromne różnice między kobietami a mężczyznami — średnia emerytura kobiet jest o około 30–40% niższa od męskiej.

Mimo tych prognoz większość społeczeństwa nie chce podniesienia i zrównania wieku emerytalnego do 67. roku życia. Według badań:

• 64% Polaków jest przeciw, 

• 23,8% popiera zmiany, 

• 12,3% nie ma zdania. 

Sprzeciw szczególnie widoczny jest wśród kobiet:

• 73% kobiet nie chce podwyższenia wieku emerytalnego, 

• tylko 15% jest za. 

Wśród mężczyzn:

• 54,3% sprzeciwia się zmianom, 

• 33% je popiera.

Problem polega na tym, że społeczeństwo myśli głównie o teraźniejszości — dominuje jakoś to będzie— a nie o tym, jak będzie wyglądało życie za 20–30 lat. Tymczasem matematyki demograficznej nie da się oszukać. Coraz mniej pracujących będzie utrzymywać coraz większą liczbę emerytów. Bez reform, dłuższej aktywności zawodowej lub dodatkowego oszczędzania wielu przyszłych emerytów może stanąć przed realnym ryzykiem ubóstwa.

czwartek, 7 maja 2026

Dyskusje z wyznawcami PiS pokazują, jak silny wpływ ma propaganda i jak trudno przebić się z faktami.


Dyskusje z wyznawcami PiS pokazują, jak silny wpływ ma propaganda i jak trudno przebić się z faktami. Dobrym przykładem jest sprawa Stoczni Gdańskiej. Niedawno usłyszałem od zwolennika PiS, że sprzedał ją Donald Tusk i że kiedyś pójdzie za to siedzieć. Zamiast tłumaczyć, jaka jest prawda, zaproponowałem, by sam sprawdził, kiedy i przez kogo podjęto decyzje dotyczące stoczni.

Od kilku lat, gdy spotykam się z pisowską propagandą, nie próbuję już przekonywać rozmówców. To nic nie daje. Umysły zniewolone bezkrytycznie przyjmują przekaz PiS. Nie ma sensu tłumaczyć. Jeżeli mimo niepodważalnych dowodów wiadomo, że katastrofa w Smoleńsku była wynikiem błędów pilota, a dla części osób pozostaje zamachem zorganizowanym przez Donalda Tuska i Władimira Putina, to dla nich na zawsze pozostanie zamachem. To taka sama wiara jak w Boga, ale tu wyparcie dowodów i faktów. 

To monologiczny system przekonań, połączony z umysłem zniewolonym przez swoistą „sektę” Jarosław Kaczyński – Tadeusz Rydzyk.

A tymczasem Stocznia Gdańska została sprzedana ukraińskiej firmie w październiku 2007 roku, gdy premierem był Jarosław Kaczyński

Ochrona przed napływem chińskich aut


Od 2024 r. UE nałożyła cła w wysokości od ok. 7,8% do nawet 35,3% na chińskie samochody elektryczne, a obecnie dyskutuje o kolejnych ograniczeniach — i to dla wszystkich rodzajów aut.

Powód? Dochodzenie wykazało, że chińscy producenci są silnie subsydiowani przez państwo, co daje im nieuczciwą przewagę cenową.

Ale w kogo uderzą ograniczenia sprzedaży chińskich samochodów?

Przede wszystkim w rodziny z klasy średniej — nie w tych, którzy kupują Mercedesa czy Audi za pół miliona złotych. Chodzi o gospodarstwa domowe szukające nowego, niezawodnego auta w budżecie 80–120 tys. zł. Chińscy producenci oferują dziś w tym segmencie pojazdy, które pod względem wyposażenia i technologii konkurują z europejskimi modelami kosztującymi znacznie więcej.

Globalizacja przez lata służyła elitom, a w momencie, gdy zaczyna przynosić korzyści zwykłym ludziom — zostaje ograniczana.

Art. 9 Konstytucji RP stanowi, że Polska „przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”.




Art. 9 Konstytucji RP stanowi, że Polska „przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”. Oznacza to, że państwo ma obowiązek respektować umowy międzynarodowe i inne normy prawa międzynarodowego, które je wiążą.

PiS często powołuje się jednak na hierarchię źródeł prawa obowiązującą w Polsce:

Konstytucja – najwyższe prawo RP
Ratyfikowane umowy międzynarodowe
Ustawy krajowe
• Rozporządzenia

Spójrzmy więc, jak wygląda kwestia wyboru nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego w kontekście zabezpieczenia wydanego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz).

1.  Konstytucja RP, art. 194 ust. 1 -

„Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”.

I to właściwie wszystko, co Konstytucja mówi o wyborze sędziów TK.
Art. 9 Konstytucji nie jest tylko uprzejmą prośbą – to kategoryczny nakaz dla państwa.
Konstytucja nie wspomina o ślubowaniu przed Prezydentem. Ten wymóg pojawia się dopiero w ustawie.
Osoby wybrane przez Sejm stają się sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Koniec. Kropka.

2. Ustawa z 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym przewiduje, że osoba wybrana na sędziego TK składa wobec Prezydenta RP ślubowanie.

Nawrocki, Świączkowski i ich polityczny patron Jarosław Kaczyński twierdzą więc, że:

• Sejm wybiera sędziego TK,
• Prezydent odbiera ślubowanie,
• dopiero od tego momentu sędzia może orzekać.

Tymczasem nawet dla osoby bez wykształcenia prawniczego powinno być jasne, że Konstytucja rozstrzyga, kto staje się sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

Teraz jednak wypowiedział się również Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz).
Przypomnę: Polska ratyfikowała Europejską Konwencję Praw Człowieka w 1993 roku.

Powstaje więc pytanie: gdzie w hierarchii prawa znajdują się decyzje ETPCz?

 Oczywiście Konstytucja RP ma wyższą rangę niż orzeczenia ETPCz.
• Jednak orzeczenia Trybunału są wiążące dla Polski jako strony Konwencji i mają pierwszeństwo przed ustawami krajowymi.
 
Czyli ustawa o ślubowaniu jest nieistotna dla orzeczenia  ETPCz. 
Czy ktoś ma co do tego wątpliwości?

A teraz zobaczmy, co dokładnie zdecydował ETPCz.

5 maja 2026 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, w składzie siedmiu sędziów, wydał jednomyślnie zabezpieczenie „nakazujące Rzeczypospolitej Polskiej zapewnienie, aby jej właściwe władze publiczne powstrzymały się od utrudniania objęcia i wykonywania obowiązków sędziowskich przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm w dniu 13 marca 2026 roku”.

Zabezpieczenie wydane przez ETPCz jest natychmiast skuteczne i wykonalne. Trybunał zakwalifikował sprawę jako priorytetową.

Dodatkowo zobowiązał polski rząd do przedstawienia informacji dotyczących sytuacji zablokowanych 4 sędziów TK do 20 maja 2026 roku.

W Europie tylko Rosja i Białoruś systemowo ignorowały wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Według Nawrockiego i PiS Polska PiS ma dziś dołączyć do tego grona.

• Rosja.
• Polska PiS.
• Białoruś.