środa, 13 maja 2026

Kolejny reset Trump–Putin?


 Kolejny Reset Trump–Putin?

• Kreml już nawet nie udaje. Rzecznik Dmitrij Pieskow otwarcie mówi o wielkich interesach z Ameryką — pod warunkiem, że USA przestaną „przeszkadzać” z Ukrainą. Moskwa czuje słabość Waszyngtonu i testuje granice nowego układu.

• Donald Trump zaprzecza, że zgodził się na oddanie Rosji całego Donbasu, ale jego słowa są coraz mniej warte. Jednocześnie ogłasza rychły koniec wojny — dokładnie w momencie, gdy Kreml mówi językiem zwycięzcy. Przypadek? Naiwni mogą jeszcze wierzyć.

• Zaklęcia Trumpa nie pomagają. Paliwo w USA drastycznie drożeje. Poddać się Iranowi czy reset z Rosją. 

• Prezydent Finlandia — prywatnie golfowy partner Trumpa — nawołuje Europę do samodzielnych negocjacji z Rosją. To już nie są sygnały ostrzegawcze. To początek politycznego resetu z Putinem ponad głowami Ukrainy i Europy Środkowej.

Trump milczy wtedy, gdy powinien mówić jasno. Kreml mówi coraz odważniej, bo wie, że wraca czas targów z imperium zła.

Trump może i jest szaleńcem, ale skutecznym. Nacjonalizm 2.0 nadchodzi.


 Trump może i jest szaleńcem, ale skutecznym.

Autorytaryzm, nacjonalizm, antyliberalizm, izolacjonizm, suwerenizm, a nawet elementy faszyzmu — to nie tyle „powrót do przeszłości”, ile narodziny nowej populistycznej fali, która nauczyła się wygrywać w świecie zmęczonym tradycyjną polityką i liberalną demokracją.

Coraz więcej ludzi pragnie silnych, autokratycznych rządów — władzy działającej szybko i skutecznie, nawet kosztem prawa. nawet kosztem praw człowieka.

Krótka analiza tego zjawiska

1. Efekt Farage’a — reaktywacja pod patronatem Trumpa

Nacjonalista Nigel Farage — jeden z głównych architektów kampanii na rzecz Brexitu — po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE wydawał się politycznie skończony. Przez lata pozostawał na marginesie brytyjskiej polityki. Dziś jednak jego partia, Reform UK, skutecznie zagospodarowała elektorat rozczarowany Partią Konserwatywną.

  • Błogosławieństwo Trumpa:
    Poparcie Donalda Trumpa zadziałało jak certyfikat wiarygodności dla elektoratu antyestablishmentowego. Powstał swoisty transatlantycki front sprzeciwu wobec liberalnej demokracji, globalizacji, polityki otwartych granic i współczesnego modelu praw człowieka.
  • Rosnąca siła wyborcza:
    Sukcesy wyborcze w Anglii, Walii i Szkocji pokazują, że Reform UK nie jest już „partią jednego tematu”, czyli Brexitu, lecz szerokim ruchem sprzeciwu wobec brytyjskiego establishmentu.

2. Europejski „marsz na prawo”

Wielka Brytania nie jest wyjątkiem. Cała Europa przesuwa się w stronę suwerenizmu i polityki nacjonalistycznej.

  • Francja:
    Marine Le Pen skutecznie złagodziła wizerunek swojej partii i stała się realną kandydatką do objęcia władzy.
  • Niemcy:
    Alternative für Deutschland, mimo kontrowersji i protestów, osiąga rekordowe wyniki — szczególnie we wschodnich landach,  podważając powojenny konsensus polityczny Niemiec. 
    Polska Zachodnia i Prusy Wschodnie mają wrócić do Niemiec - to ich główny postulat. Mamy odzyskać Wilno i Lwów. 
  • Polska:
    Partie narodowe i prawicowe — takie jak PiS, Конфедерация i Корона Польская Браунa — zyskują poparcie na fali sprzeciwu wobec Zielonego Ładu, umowy Mercosur oraz polityki migracyjnej UE.

3. Czy to początek końca Unii Europejskiej?

Współcześni nacjonaliści rzadziej mówią dziś o opuszczaniu Uni Europejskjej. Zamiast tego chcą ją osłabiać od środka. Ale to chwilowa zmyłka.

Zrozumieli, że wyborcy obawiają się gospodarczego chaosu po wyjściu z UE, dlatego stawiają raczej na strategię blokowania decyzji Brukseli i odzyskiwania kompetencji przez państwa narodowe.

Dopiero jak się rozsiądą to "Exit". Nie będzie im obcy wtrącał się w ich dyktatury. 

4. Cień trumpizmu i putinizmu

  • Trumpizm:
    Stał się globalną marką polityczną — stylem opartym na polaryzacji, emocjach, mediach społecznościowych i bezpośrednim ataku na „elity”. To polityczne paliwo dla Farage’a, Nawrockiego i wielu podobnych liderów w Europie.
  • Putinizm:
    Władimir Putin od lat wspiera — finansowo lub propagandowo — ruchy osłabiające jedność Europy. Choć wielu liderów europejskiej prawicy po agresji na Ukrainę dystansuje się od Kremla, ich retoryka „pokoju za wszelką cenę”, osłabiania NATO i nieufności wobec Zachodu często pozostaje korzystna dla interesów Moskwy.

Nowa era niepewności

Czy jesteśmy świadkami chwilowego buntu, czy głębokiej przebudowy zachodniej sceny politycznej?

Nacjonalizm 2.0 nie nosi już tylko glanów i nie maszeruje wyłącznie pod radykalnymi hasłami: „Precz z komuną”, „America First”, „Walcz! Walcz! Walcz!”, „Francja dla Francuzów”, „Polska dla Polaków”, „Bóg, Honor, Ojczyzna”, „Wielka Polska Katolicka” czy „Tu jest Polska, nie Bruksela”.

. Dziś zakłada dobrze skrojone garnitury, mówi językiem „zwykłego człowieka” i umiejętnie wykorzystuje lęk przed migracją, zmianami demograficznymi oraz rosnącymi kosztami życia.

Dla jego zwolenników to „powrót do normalności” i odzyskiwanie suwerenności. W praktyce może jednak oznaczać osłabienie demokratycznych instytucji, wzrost chaosu politycznego oraz wzmocnienie takich graczy jak Putin czy Trump.

Pozostaje pytanie: czy liberalna demokracja ma jeszcze społeczeństwom coś do zaoferowania, co zatrzyma marsz populistów, czy też ten polityczny pociąg już odjechał?

poniedziałek, 11 maja 2026

Rusza enerhetyka jądrowa


Wreszcie energetyka jądrowa ma poparcie społeczeństwa i rządzących. Szkoda tylko, że jesteśmy 40 lat do tyłu, a ceny energii od dawna są w kosmosie.

Gdy rząd Tadeusza Mazowieckiego w 1990 roku podjął decyzję o zatrzymaniu projektu Żarnowiec, wiedziałam, że to koniec energetyki jądrowej w Polsce na długie dekady.

Żaden kolejny rząd nie zaryzykowałby społecznego sprzeciwu w cieniu katastrofy w Czarnobylu.

Historia poparcia dla energii jądrowej w Polsce to fascynująca krzywa — od niemal pełnej akceptacji, przez traumę po Czarnobylu, aż po dzisiejszy rekordowy entuzjazm.

Jak zmieniały się nastroje społeczne wobec energetyki jądrowej?

1. Po katastrofie w Czarnobylu, w lokalnym referendum w 1990 roku w województwie gdańskim, aż 86% głosujących opowiedziało się przeciwko budowie elektrowni w Żarnowcu. Trudno się dziwić, że projekt został politycznie pogrzebany.

2. W latach 90. poparcie dla atomu oscylowało wokół 20–30%.

3. W dekadzie 2000–2010, wraz ze wzrostem zapotrzebowania na energię, poparcie zaczęło stopniowo rosnąć i osiągnęło poziom 40–50%. Pojawiła się nadzieja na powrót do projektu jądrowego.

4. W 2011 roku, gdy premier Tusk wrócił do planów budowy elektrowni jądrowej, doszło do katastrofy w Fukushimie. Poparcie natychmiast spadło o kilkanaście punktów procentowych. Atom znów zaczął kojarzyć się ludziom przede wszystkim z zagrożeniem.

5. Już w 2015 roku poparcie społeczne ponownie przekroczyło 50%. To był moment, w którym należało rozpocząć budowę elektrowni jądrowej. Niestety Kaczyński był bardziej przestraszony nić Polacy. 

Gdyby wtedy podjęto realne działania, dziś moglibyśmy mieć działający atom i tańszy prąd.

6. Lata 2021–2025 przyniosły prawdziwy renesans energetyki jądrowej.

Kryzys energetyczny i wojna po agresji Rosji na Ukrainę uświadomiły Polakom, że atom oznacza bezpieczeństwo energetyczne i niezależność od surowców z zewnątrz.

Do tego doszły kwestie klimatyczne — świadomość konieczności odchodzenia od węgla sprawiła, że nawet środowiska progresywne zaczęły postrzegać energetykę jądrową jako czyste i stabilne źródło energii.

Dziś poparcie dla budowy elektrowni jądrowych w Polsce sięga rekordowych 75–90%.

Po dekadzie opóźnień wreszcie zaczynamy budowę. Szkoda tylko, że mogliśmy być w zupełnie innym miejscu już kilkanaście lat temu.

Szczęść Boże


 Szczęść Boże.

Mam poczucie głębokiego rozdźwięku między tym, co odnajduję w Ewangelii, a tym, co widzę w Kościele i w części środowisk odwołujących się do wiary. Trudno mi zrozumieć milczenie lub pobłażliwość wobec działań i słów polityków czy ugrupowań, które deklarują przywiązanie do chrześcijaństwa, a jednocześnie posługują się językiem pogardy, wykluczania i nienawiści. Tak! Myślę o PiS, Konfederacji, a przede wszystkim grupy "Szczęść Boże" Brauna!

Owszem, są pojedynczy kapłani, teologowie czy ludzie Kościoła, którzy potrafią nazwać zło po imieniu. Jednak często pozostają oni na marginesie realnego wpływu na instytucję. 

Tymczasem Kościół — jeśli chce być wierny Ewangelii — powinien jednoznacznie potępiać tych, którzy powołują się na Boga, a postępują wbrew zasadom miłości bliźniego, godności człowieka i prawdzie.

Czy naprawdę trudno zrozumieć moją frustrację, gdy ktoś z „Szczęść Boże” na ustach nie głosi miłości i współczucia, lecz szerzy pogardę wobec innych ludzi — ze względu na płeć, tożsamość psychoseksualną, orientację seksualną, pochodzenie, rasę, religię czy poglądy? Gdy ktoś moralną wyższość buduje na wykluczaniu drugiego człowieka?

Nie jest to wyłącznie moje odczucie. Ksiądz profesor Józef Tischner pisał, że bywa paradoksem, iż niewierzący czy agnostycy są czasem bliżej ducha Ewangelii niż ci, którzy traktują religię wybiórczo — przyjmując tylko to, co im odpowiada. Cenzurują Ewangelię według własnej wygody, a jednocześnie są przekonani, że same praktyki religijne wystarczą do moralnej wyższości i zbawienia.

Przywołanie ks. prof. Józefa Tischnera jest tu kluczowe. On sam często ostrzegał przed religijnością, która jest tylko zewnętrzną dekoracją dla nienawiści.

• Tischner mówił, że czasem trzeba „stracić wiarę w Boga, żeby odnaleźć Boga”.

• Jego teza, że agnostycy bywają bliżej Ewangelii, wynika z prostej obserwacji: Ewangelia to przede wszystkim etyka spotkania. Jeśli ktoś odrzuca instytucję, ale żyje miłością bliźniego, realizuje treść orędzia Chrystusa skuteczniej niż ten, kto zna na pamięć dogmaty, ale w drugim widzi wroga.

Jestem poza Kościołem, ale odnajduję wartości w przesłaniu Ewangelii. W przykazaniu miłości bliźniego. W obowiązku współczucia, troski o słabszych, szacunku wobec drugiego człowieka. To przecież nie jest sprzeczne z uniwersalną etyką obecną także poza chrześcijaństwem — choćby w zasadzie przypisywanej Konfucjusz: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”.

Jeżeli Bóg jest taki, jakiego pokazuje Jezus Chrystus w Ewangelii, to bliższy Mu będzie każdy człowiek czyniący dobro, okazujący miłość i miłosierdzie — a nie tylko ten, kto manifestuje religijność, uczestniczy w obrzędach czy deklaruje swoją pobożność.

I jeszcze jedno: w Ewangelii nie znajdziemy wezwania do nienawiści ani pogardy wobec drugiego człowieka. Wręcz przeciwnie.

Szacowana stopa zastąpienia według prognoz ZUS


 Według prognoz ZUS osoby przechodzące na emeryturę w 2050 roku mogą otrzymywać świadczenia stanowiące jedynie niewielką część ostatnich zarobków. Szacowana stopa zastąpienia ma wynosić:

• kobiety: 20–25%, 

• mężczyźni: 28–35%. 

Aby uzmysłowić przenieśmy się do dnia dzisiejszego. To oznacza, że osoba zarabiająca dziś 6000 zł netto mogłaby w przyszłości otrzymać emeryturę na poziomie zaledwie 1200–2100 zł. Trudno sobie wyobrazić godne życie za takie pieniądze, szczególnie przy rosnących kosztach życia i starzejącym się społeczeństwie.

Dla porównania obecnie przeciętna stopa zastąpienia wynosi około 50–55% ostatniego wynagrodzenia. Osoba zarabiająca 6000 zł netto otrzymuje dziś średnio około 3000–3300 zł emerytury netto.

Już teraz jednak widać ogromne różnice między kobietami a mężczyznami — średnia emerytura kobiet jest o około 30–40% niższa od męskiej.

Mimo tych prognoz większość społeczeństwa nie chce podniesienia i zrównania wieku emerytalnego do 67. roku życia. Według badań:

• 64% Polaków jest przeciw, 

• 23,8% popiera zmiany, 

• 12,3% nie ma zdania. 

Sprzeciw szczególnie widoczny jest wśród kobiet:

• 73% kobiet nie chce podwyższenia wieku emerytalnego, 

• tylko 15% jest za. 

Wśród mężczyzn:

• 54,3% sprzeciwia się zmianom, 

• 33% je popiera.

Problem polega na tym, że społeczeństwo myśli głównie o teraźniejszości — dominuje jakoś to będzie— a nie o tym, jak będzie wyglądało życie za 20–30 lat. Tymczasem matematyki demograficznej nie da się oszukać. Coraz mniej pracujących będzie utrzymywać coraz większą liczbę emerytów. Bez reform, dłuższej aktywności zawodowej lub dodatkowego oszczędzania wielu przyszłych emerytów może stanąć przed realnym ryzykiem ubóstwa.

czwartek, 7 maja 2026

Dyskusje z wyznawcami PiS pokazują, jak silny wpływ ma propaganda i jak trudno przebić się z faktami.


Dyskusje z wyznawcami PiS pokazują, jak silny wpływ ma propaganda i jak trudno przebić się z faktami. Dobrym przykładem jest sprawa Stoczni Gdańskiej. Niedawno usłyszałem od zwolennika PiS, że sprzedał ją Donald Tusk i że kiedyś pójdzie za to siedzieć. Zamiast tłumaczyć, jaka jest prawda, zaproponowałem, by sam sprawdził, kiedy i przez kogo podjęto decyzje dotyczące stoczni.

Od kilku lat, gdy spotykam się z pisowską propagandą, nie próbuję już przekonywać rozmówców. To nic nie daje. Umysły zniewolone bezkrytycznie przyjmują przekaz PiS. Nie ma sensu tłumaczyć. Jeżeli mimo niepodważalnych dowodów wiadomo, że katastrofa w Smoleńsku była wynikiem błędów pilota, a dla części osób pozostaje zamachem zorganizowanym przez Donalda Tuska i Władimira Putina, to dla nich na zawsze pozostanie zamachem. To taka sama wiara jak w Boga, ale tu wyparcie dowodów i faktów. 

To monologiczny system przekonań, połączony z umysłem zniewolonym przez swoistą „sektę” Jarosław Kaczyński – Tadeusz Rydzyk.

A tymczasem Stocznia Gdańska została sprzedana ukraińskiej firmie w październiku 2007 roku, gdy premierem był Jarosław Kaczyński

Ochrona przed napływem chińskich aut


Od 2024 r. UE nałożyła cła w wysokości od ok. 7,8% do nawet 35,3% na chińskie samochody elektryczne, a obecnie dyskutuje o kolejnych ograniczeniach — i to dla wszystkich rodzajów aut.

Powód? Dochodzenie wykazało, że chińscy producenci są silnie subsydiowani przez państwo, co daje im nieuczciwą przewagę cenową.

Ale w kogo uderzą ograniczenia sprzedaży chińskich samochodów?

Przede wszystkim w rodziny z klasy średniej — nie w tych, którzy kupują Mercedesa czy Audi za pół miliona złotych. Chodzi o gospodarstwa domowe szukające nowego, niezawodnego auta w budżecie 80–120 tys. zł. Chińscy producenci oferują dziś w tym segmencie pojazdy, które pod względem wyposażenia i technologii konkurują z europejskimi modelami kosztującymi znacznie więcej.

Globalizacja przez lata służyła elitom, a w momencie, gdy zaczyna przynosić korzyści zwykłym ludziom — zostaje ograniczana.

Art. 9 Konstytucji RP stanowi, że Polska „przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”.




Art. 9 Konstytucji RP stanowi, że Polska „przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”. Oznacza to, że państwo ma obowiązek respektować umowy międzynarodowe i inne normy prawa międzynarodowego, które je wiążą.

PiS często powołuje się jednak na hierarchię źródeł prawa obowiązującą w Polsce:

Konstytucja – najwyższe prawo RP
Ratyfikowane umowy międzynarodowe
Ustawy krajowe
• Rozporządzenia

Spójrzmy więc, jak wygląda kwestia wyboru nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego w kontekście zabezpieczenia wydanego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz).

1.  Konstytucja RP, art. 194 ust. 1 -

„Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”.

I to właściwie wszystko, co Konstytucja mówi o wyborze sędziów TK.
Art. 9 Konstytucji nie jest tylko uprzejmą prośbą – to kategoryczny nakaz dla państwa.
Konstytucja nie wspomina o ślubowaniu przed Prezydentem. Ten wymóg pojawia się dopiero w ustawie.
Osoby wybrane przez Sejm stają się sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Koniec. Kropka.

2. Ustawa z 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym przewiduje, że osoba wybrana na sędziego TK składa wobec Prezydenta RP ślubowanie.

Nawrocki, Świączkowski i ich polityczny patron Jarosław Kaczyński twierdzą więc, że:

• Sejm wybiera sędziego TK,
• Prezydent odbiera ślubowanie,
• dopiero od tego momentu sędzia może orzekać.

Tymczasem nawet dla osoby bez wykształcenia prawniczego powinno być jasne, że Konstytucja rozstrzyga, kto staje się sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

Teraz jednak wypowiedział się również Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz).
Przypomnę: Polska ratyfikowała Europejską Konwencję Praw Człowieka w 1993 roku.

Powstaje więc pytanie: gdzie w hierarchii prawa znajdują się decyzje ETPCz?

 Oczywiście Konstytucja RP ma wyższą rangę niż orzeczenia ETPCz.
• Jednak orzeczenia Trybunału są wiążące dla Polski jako strony Konwencji i mają pierwszeństwo przed ustawami krajowymi.
 
Czyli ustawa o ślubowaniu jest nieistotna dla orzeczenia  ETPCz. 
Czy ktoś ma co do tego wątpliwości?

A teraz zobaczmy, co dokładnie zdecydował ETPCz.

5 maja 2026 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, w składzie siedmiu sędziów, wydał jednomyślnie zabezpieczenie „nakazujące Rzeczypospolitej Polskiej zapewnienie, aby jej właściwe władze publiczne powstrzymały się od utrudniania objęcia i wykonywania obowiązków sędziowskich przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm w dniu 13 marca 2026 roku”.

Zabezpieczenie wydane przez ETPCz jest natychmiast skuteczne i wykonalne. Trybunał zakwalifikował sprawę jako priorytetową.

Dodatkowo zobowiązał polski rząd do przedstawienia informacji dotyczących sytuacji zablokowanych 4 sędziów TK do 20 maja 2026 roku.

W Europie tylko Rosja i Białoruś systemowo ignorowały wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Według Nawrockiego i PiS Polska PiS ma dziś dołączyć do tego grona.

• Rosja.
• Polska PiS.
• Białoruś.

środa, 6 maja 2026

Kryptopułapka na Nawrockiego


 Kryptopułapka na Nawrockiego

Tusk zapowiedział, że do Sejmu „jak najszybciej” wróci zaostrzony projekt ustawy o kontroli państwa nad rynkiem kryptowalut.

— Mówię o tym dzisiaj dlatego, że wszystkie karty są już na stole. Nikt nie może — także pan prezydent czy liderzy PiS-u — udawać głupiego. Przepraszam za te mocne słowa, ale to już nie są tajne notatki czy dyskretne dochodzenia prokuratury. Wszystkie fakty, dzięki śledztwom dziennikarskim i pracy instytucji, są publicznie znane — mówił premier.

Prezydencki unik na zamówienie PiS i Konfederacji

Nawrocki dwukrotnie wetował już przepisy regulujące rynek kryptowalut, jednak tym razem sytuacja się zmieniła. Pałac Prezydencki, ustami Boguckiego, zapowiedział złożenie własnego projektu. Ma on być niemal zgodny z ustawą Tuska, wcześniej dwukrotnie wetowaną, ale uzupełniony o poprawki.

Skąd ta nagła zmiana kursu?

Odpowiedź jest prosta: głos opinii publicznej stał się zbyt donośny, by go ignorować. Afera Zondacrypto zmieniła zasady gry. Nie tylko obnażyła mechanizmy działania piramid finansowych, ale przede wszystkim drastycznie podniosła świadomość Polaków na temat zagrożeń związanych z cyfrowymi aktywami.

Opinia publiczna, zauważyła, że największym problemem Nawrockiego i Boguckiego nie jest jednak sama decyzja o wecie, lecz sposób, w jaki próbuje ją dziś bronić. Zamiast spójnej narracji mamy serię nieskładnych komunikatów: raz prezydent podkreśla brak informacji, innym razem atakuje rząd, jeszcze innym odwołuje się do wielkich haseł o wolności. To nie jest strategia – to improwizacja.

 W obliczu takich faktów kolejne weto byłoby dla prezydenta wizerunkowym samobójstwem.

Pułapka została zastawiona

Donald Tusk, grając kartą Zondacrypto, zastawił na Karola Nawrockiego klasyczną pułapkę polityczną:

• Trzecie weto — zostanie odebrane jako sprzyjanie oszustom i blokowanie ochrony obywateli.

• Podpisanie ustawy — będzie cichym przyznaniem się do błędu przy poprzednich wetach i ryzykiem utraty części wolnościowego elektoratu Konfederacji.

Niezależnie od tego, jaką narrację przyjmie teraz opozycja i czy ponownie usłyszymy o „niemieckich wpływach” Tuska, jego spacerze po molo w Sopocie czy bezczynności wymiaru sprawiedliwości, fakty są nieubłagane.

Społeczeństwo zapamiętało jedno: kiedy państwo próbowało budować system ochrony przed kryptooszustwami, główny hamulec znajdował się w Pałacu Prezydenckim.

Teraz Nawrocki musi wybierać między zachowaniem twarzy a politycznym interesem

Jedyną ideą każdej konstytucji powinno być ograniczenie władzy i gwarancja praw obywateli.


 Dla kogo i po co jest konstytucja?

Jedyną ideą każdej konstytucji powinno być ograniczenie władzy i gwarancja praw obywateli.

Trudno jednak wierzyć, że politycy sami będą chcieli ograniczać swoje wpływy i wzmacniać prawa zwykłych ludzi.

Dlatego bardziej niż nowej konstytucji potrzebujemy nowych polityków — takich, którzy działają zgodnie z jej duchem i ideą.

Musimy doprowadzić do sytuacji, w której władzę sprawują ludzie potrafiący nie tylko rozumieć konstytucję, ale także stosować ją bez manipulacji, niechęci, zawiści czy agresji — za to z empatią, szacunkiem i odpowiedzialnością.

niedziela, 3 maja 2026

Król Karol III punktuje narrację Trumpa: Mocne słowa w obronie sojuszu


Król Karol III podczas swojego przemówienia w Kongresie Stanów Zjednoczonych wypowiedział dwa zdania, które uderzyły w Trumpa i jego ekipę, a Amerykanom otworzyły oczy

1. „NATO powołało się na Artykuł 5 po raz pierwszy po zamachy z 11 września. Wtedy wszyscy sojusznicy stanęli w obronie USA”.

Jedno zdanie. Jeden fakt. I cała narracja o „Europie pasożycie” zaczyna się sypać.

Bo gdy Ameryka była na kolanach, Europa nie targowała się o rachunek. Nie pytała „co z tego będziemy mieć”. Po prostu przyszła z pomocą.

To nie opinia. To historia. I właśnie dlatego tak boli.

2. „Ta sama nieustępliwa determinacja, co po 11 września, jest dziś potrzebna, by bronić Ukrainy i jej odważnych ludzi”.

Tu już nie było dyplomacji. To był jasny sygnał: sprawdzam.

Do polityków blokujących pomoc. Do tych, którzy próbują zamienić wojnę w polityczny targ. Do Trumpa, który traktuje Ukrainę jak kartę przetargową.

Król nie musiał wymieniać nazwisk. Wszyscy wiedzieli, do kogo mówi.

Wystarczyło kilka zdań i dobrze dobrane fakty. A to boli najbardziej – bo z faktami trudno polemizować, nawet jeśli nazywasz się Donald Trump.