czwartek, 23 lipca 2026

Skandal z umorzeniem afery "Dwie wieże" Kaczyńskiego


 

Skandal z umorzeniem afery "Dwie wieże" Kaczyńskiego

 

Warszawska Prokuratura Okręgowa pod koniec czerwca oficjalnie umorzyła śledztwo dotyczące głośnej inwestycji spółki Srebrna, znanej jako afera „dwóch wież”. Teraz ujawniono liczące 63 strony uzasadnienie tej decyzji.

Prokuratura uznała, że austriacki biznesmen Gerald Birgfellner nie miał podstaw, by oskarżać Jarosława Kaczyńskiego o oszustwo.

 

Jej zdaniem powinien był prowadzić rozmowy z formalnym zarządem spółki Srebrna, a nie z prezesem PiS.

 

To chyba jakiś żart?

 

Przecież z ujawnionych nagrań jednoznacznie wynika, że zarząd Srebrnej miał bardzo ograniczoną samodzielność, a kluczowe decyzje wymagały decyzji Jarosława Kaczyńskiego. Potocznie mówi się, że zarząd działał "na słupa". Za to grozi obu stronom 8 lat.

 

Oto dwa wymowne fragmenty:

 

1. Rozmowa z 2 sierpnia 2018 roku

Jarosław Kaczyński ustalał z Birgfellnerem termin kolejnego spotkania na koniec sierpnia lub początek września. Następnie powiedział:

 

„Będę poza Warszawą, a tutaj beze mnie państwo bezpośrednio z zarządem spółki na pewno nie załatwią”.

 

Prawnik Birgfellnera odpowiedział: „Oczywiście”.

 

To zdanie ma zasadnicze znaczenie. Sam Kaczyński przyznał, że Birgfellner nie byłby w stanie skutecznie porozumieć się z formalnym zarządem Srebrnej bez jego osobistego udziału.

Jak więc prokuratura może dziś twierdzić, że austriacki biznesmen powinien był rozmawiać wyłącznie z zarządem spółki?

 

2. Rozmowa z Kazimierzem Kujdą

Jeszcze bardziej jednoznaczne słowa padły w nagranej rozmowie Birgfellnera z Kazimierzem Kujdą, ówczesnym prezesem Srebrnej:

 

„Za każdym razem musiałem chodzić do prezesa Kaczyńskiego, dyskutować, żeby się zgodził. Musieliśmy mieć akceptację pana Kaczyńskiego”.

 

Formalnie decyzje podejmował więc zarząd Srebrnej. W praktyce — jak wynika ze słów samego prezesa spółki — potrzebna była akceptacja Jarosława Kaczyńskiego.

 

Mam pytanie, czy ktoś akceptuje rozumowanie prokuratury, która odsyła Birgfellnera do zarządu spółki, choć z nagrań wynika, że zarząd bez zgody Kaczyńskiego nie mógł podjąć kluczowych decyzji.

To próba ich ominięcia prawdy o przestępstwie Kaczyńskiego, Kujdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz