środa, 11 marca 2026

Glapiński?! Dalej nie wytłumaczył skąd weźmie 185 mld złotych polskich.


 Glapiński?! Dalej nie wytłumaczył skąd weźmie 185 mld złotych polskich

Kilka faktów i pytań.

  1. Zgadza się – nie potrzeba żadnej ustawy, żeby sprzedać rezerwy NBP. Mogą to być złoto, obligacje niemieckie czy amerykańskie, waluty. Cokolwiek. Dlaczego tego nie zrobił? By zysku nie dać Tuskowi.  

  2. Jeśli NBP osiąga zysk, to zgodnie z prawem MUSI:

95% zysku NBP → trafia do budżetu państwa (czyli do Skarbu Państwa)
5% zysku → zasila fundusz rezerwowy NBP

  1. Z punktu widzenia prawa nie istnieje coś takiego jak „nadzwyczajny zysk NBP”. Jest po prostu zysk banku centralnego, który w całości powinien zostać rozliczony zgodnie z ustawą i przekazany do budżetu.

  2. Glapiński twierdzi, że w ostatnich trzech latach NBP miał około 100 mld zł strat. Tyle że jednocześnie bank miał ogromny niezrealizowany zysk na złocie. Gdyby je sprzedał – pojawiłby się zysk. A wtedy, zgodnie z prawem, trafiłby on do budżetu państwa, a nie do dyspozycji prezesa NBP.

  3. Prezes NBP powiedział też, że sprzedaż złota nie uszczupli rezerw NBP, bo zostanie ono zamienione na inne aktywa – np. dolary, euro albo obligacje USA czy Niemiec.
    I to jest prawda – wtedy zmienia się tylko struktura rezerw, a nie ich wartość.

Ale pojawia się oczywiste pytanie:

Skoro złoto zostaje tylko zamienione na inne aktywa (dolary, euro, obligacje), to skąd nagle pojawia się 185 mld zł na wojsko?

  1. W praktyce są tylko trzy możliwości:

Sprzedaż nowych aktywów za złotówki – ale wtedy rezerwy NBP realnie się zmniejszą.

Druk pieniądza przez NBP – można wydrukować 185 mld zł i księgowo oprzeć to na zysku ze sprzedaży złota. Tylko że rynki finansowe reagują na coś takiego zawsze tak samo: spadkiem zaufania. Przypominam, że niedawno mieliśmy inflację sięgającą 19%. Dodruk tej skali oznaczałby presję na złotego i droższe finansowanie długu państwa.

Emisja obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego – ale to po prostu zaciągnięcie kolejnego długu. Dziś polski dług długoterminowy kosztuje około 6%, podczas gdy europejski program SAFE oferuje finansowanie bliżej 3%.

  1. Nie padła też odpowiedź kiedy te pieniądze miałyby się pojawić. Nawet w optymistycznym scenariuszu – nie wcześniej niż w kwietniu przyszłego roku.

  2. I najważniejsze pytanie: po co w ogóle ustawa przekazująca pieniądze z NBP Nawrockiemu, a nie do budżetu państwa?
    Bo ta ustawa – poza tym – nie wprowadza żadnego nowego mechanizmu finansowania.

Na razie wygląda to tak, jakby ogłoszono wielką kwotę, ale nie pokazano realnego sposobu jej zdobycia.

A więc pozostaje najprostsze pytanie:

Gdzie są te 185 miliardów polskich złotówek?

poniedziałek, 9 marca 2026

Jeżeli Trump nie zakończy szybko wojny z Iranem, to może zatopić siebie i republikanów


Jeżeli Trump nie zakończy szybko wojny z Iranem, to może zatopić siebie i republikanów

Donald Trump stoi dziś przed poważnym problemem politycznym. Jeśli konflikt z Iranem będzie się przeciągał, może zacząć tracić poparcie własnego zaplecza politycznego, a to z kolei może negatywnie wpłynąć na wyniki Republikanów w nadchodzących wyborach połówkowych do Kongresu.

Ruch MAGA – najbardziej lojalne środowisko polityczne Trumpa – powstał wokół jego hasła wyborczego „Make America Great Again”. Jednym z kluczowych elementów tej narracji była krytyka wieloletnich interwencji militarnych Stanów Zjednoczonych na świecie, takich jak wojna w Afganistanie czy wojna w Iraku. Wielu wyborców Trumpa popierało go właśnie dlatego, że obiecywał zakończenie kosztownych i długotrwałych konfliktów.

Tymczasem amerykański atak na Iran podzielił zwolenników Trumpa. A to może mieć realne konsekwencje polityczne. Amerykanie w większości nie chcą kolejnej długiej wojny.

Jeśli konflikt będzie się przeciągał, lojalność środowiska MAGA może zostać poważnie zachwiana.

Spadające poparcie

Już teraz widać oznaki spadku popularności Donalda Trumpa. Najnowszy sondaż YouGov/The Economist wskazuje, że jedynie 38% badanych ocenia jego prezydenturę pozytywnie, podczas gdy aż 59% wyraża dezaprobatę. To najniższy poziom poparcia, jaki Trump odnotował od listopada 2017 roku.

Spadek ten nie wynika jednak wyłącznie z konfliktu z Iranem. Trend spadkowy zaczął się już wkrótce po objęciu przez niego prezydentury.

Wielu wyborców czuje się rozczarowanych. Trump obiecywał zakończenie wojen, tymczasem nie zakończył wojny w Ukrainie, a dodatkowo zaangażował Stany Zjednoczone w nowy konflikt na Bliskim Wschodzie. Do tego dochodzą niespełnione obietnice gospodarcze – zwłaszcza te dotyczące przywrócenia miejsc pracy i poprawy sytuacji ekonomicznej Amerykanów.

Wielu obywateli jest rozczarowanych stanem swoich portfeli: poziomem cen, sytuacją na rynku pracy i ogólnym poczuciem bezpieczeństwa ekonomicznego. Polityka celna, która miała przynieść Ameryce korzyści, nie przyniosła oczekiwanej „manny z nieba”, a wielu Amerykanów zaczęło zauważać, że to oni w dużej mierze ponoszą jej koszty.

Amerykanie nie chcą długiej wojny

Społeczeństwo amerykańskie jest zmęczone długotrwałymi konfliktami. Jeśli wojna będzie się przeciągać, jej koszty – zarówno finansowe, jak i ludzkie – będą rosły. Straty wśród amerykańskich żołnierzy oraz rosnące wydatki wojskowe mogą jeszcze bardziej osłabić poparcie dla prezydenta.

A w kontekście zbliżających się wyborów połówkowych do Kongresu stawka jest ogromna.

Trump panicznie boi się impeachmentu.

Sam to otwarcie przyznał w rozmowach z republikańskimi kongresmenami, że Republikanie muszą wygrać te wybory. Do rozpoczęcia procedury impeachmentu wystarczy bowiem zwykła większość w Izbie Reprezentantów. Prezydent obawia się więc nie tylko politycznej porażki, ale również kolejnej próby usunięcia go z urzędu.

Dodatkowe problemy polityczne

Do napiętej sytuacji politycznej dochodzą również nowe informacje dotyczące sprawy Jeffreya Epsteina. Trump próbuje przypisywać odpowiedzialność Demokratom, ale wielu wyborców może zadawać proste pytanie: Trump, a nie Clinton jest dziś prezydentem. I to dlaczego sprawa wciąż budzi tyle wątpliwości. Ma tyle zaczernień, ugód sądowych Trumpa...

Wybory na horyzoncie

Przed Stanami Zjednoczonymi stoją kluczowe prawybory i wybory do Kongresu. Długotrwały konflikt może stworzyć przestrzeń dla kandydatów z antywojennym programem – także wewnątrz Partii Republikańskiej.

Jeśli wojna okaże się bardzo niepopularna, może pojawić się polityk gotowy otwarcie wystąpić z antywojenną – a być może nawet antytrumpowską – agendą. Taki ruch wcale nie musiałby zaszkodzić jego karierze. Przeciwnie – mógłby stać się fundamentem budowy pozycji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi, w których Trump nie będzie już mógł startować.

Marco Rubio niewątpliwie ma ambicje prezydenckie. Jednak na razie bardzo mocno związał się z Trumpem i jego polityką. Najwyraźniej liczy na to, że dotrwa do końca kadencji w jego cieniu, a później spróbuje budować własną pozycję w partii.

Powtórka z błędu Busha?

Decyzja o uderzeniu na Iran może przypominać polityczny błąd, jaki popełnił George W. Bush w Iraku. Droga Iranu do opracowania broni masowego rażenia była jeszcze długa, a argument o konieczności natychmiastowej interwencji nie przekonał wielu Amerykanów.

Również perspektywy zmiany reżimu w Teheranie są niewielkie.

W tej sytuacji konflikt z Iranem stawia Donalda Trumpa w bardzo trudnym położeniu – zarówno wobec opinii publicznej, jak i wewnątrz własnej partii.

Lojalność środowiska MAGA może zostać zachwiana. A jeśli spadające poparcie utrzyma się do wyborów do Kongresu, może to poważnie osłabić pozycję Republikanów.

Mit politycznej „niezatapialności” Trumpa może wtedy bardzo szybko runąć.

Kto zarabia na wojnie...


Import uzbrojenia do państw europejskich w latach 2021–2025 był ponad trzykrotnie większy niż w poprzednim pięcioletnim okresie. W tym czasie Stany Zjednoczone umocniły swoją pozycję jako dominujący dostawca broni na świecie, natomiast eksport z Rosji wyraźnie się zmniejszył.

Największym odbiorcą dużych systemów uzbrojenia na świecie była Ukraina, do której trafiło 9,7% globalnych dostaw. W latach 2021–2025 najwięcej broni przekazanej temu państwu pochodziło ze Stanów Zjednoczonych (41%), Niemiec (14%) oraz Polski (9,4%).

W 2025 roku Ukraina otrzymała jednak znacznie mniej uzbrojenia niż w latach 2023–2024, co w dużej mierze było związane ze zmniejszeniem skali pomocy wojskowej ze strony Stanów Zjednoczonych.

Wśród państw NATO największymi importerami broni w Europie w analizowanym okresie były Polska i Wielka Brytania. W przypadku Polski import uzbrojenia wzrósł aż o 852% w porównaniu z okresem 2016–2020, co odzwierciedla intensywną modernizację sił zbrojnych.

Eksport ze Stanów Zjednoczonych, które pozostają największym dostawcą broni na świecie, wzrósł o 27%, przy czym sprzedaż amerykańskiego uzbrojenia do Europy zwiększyła się aż o 217%.

Drugie miejsce wśród światowych eksporterów uzbrojenia zajęła Francja, odpowiadająca za 9,8% globalnych dostaw. W latach 2021–2025 francuski eksport wzrósł o 21%. Choć sprzedaż broni do innych państw europejskich zwiększyła się ponad pięciokrotnie, niemal 80% dostaw trafiło poza Europę, głównie do Indii i Egiptu.

niedziela, 8 marca 2026

Nawrocki „połknie” TVN jeszcze w tym roku


 Nawrocki „połknie” TVN jeszcze w tym roku

Wstęp: koniec pewnej ery
Pod koniec lutego na światowym rynku mediów doszło do trzęsienia ziemi, którego echa będą odczuwalne na świecie i w Polsce przez dekady.
Paramount Skydance podpisał umowę kupna Warner Bros. Discovery (WBD) – giganta, w którego portfelu znajdują się m.in. grupa CNN oraz grupa TVN.
Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana do września 2026 roku, polski krajobraz medialny może zmienić się nie do poznania.

Choć teoretycznie transakcja wymaga zgody trzech potężnych podmiotów, realne szanse na jej zablokowanie wydają się iluzoryczne.

1. Akcjonariusze WBD
Dla nich liczy się przede wszystkim wynik finansowy i premia za akcje. Ideologia przegrywa z Excelem.

2. Departament Sprawiedliwości USA (DOJ)

W nowej rzeczywistości politycznej resort podległy Trumpowi przestał stawiać przeszkody.
 W „starym”, demokratycznym porządku koncentracja Fox, CBS, CNN i amerykańskiego TikToka w jednych rękach byłaby nie do pomyślenia i była blokowana..

3. Komisja Europejska
Bruksela rzadko wykazuje się odwagą w starciu z amerykańskimi gigantami. W praktyce często traktuje takie transakcje jako prostą wymianę jednego inwestora z USA na drugiego.


Era „rodziny Ellisonów” i kryzys mediów w USA

To, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych pod rządami Trumpa, wielu komentatorów opisuje jako narodziny nowej oligarchii medialnej.

Jednym z głównych aktorów jest David Ellison – miliarder i polityczny sojusznik Trumpa.
Ellison był wcześniej oskarżany o podburzanie do ataku na Kapitol po przegranych przez Trumpa wyborach z Joe Bidenem.

W 2024 roku próbował przejąć Paramount, jednak regulatorzy zablokowali tę transakcję. Powrót Trumpa do Białego Domu zadziałał jednak jak wytrych – bariery zaczęły znikać.

Ellison nie kupił jedynie studia filmowego czy platformy streamingowej. Celem była informacja.

Przejmując spółkę holdingową kontrolującą koncern, zdobył wpływ na sieć CBS i jej 240 stacji lokalnych. Zmiany nastąpiły szybko:

  • redaktorką naczelną CBS News została Bari Weiss, znana z krytyki "lewackiej kultury woke”,

  • przekaz redakcyjny zblatował się z  linią politycznej Trumpa!

Ostatnim bastionem niezależności pozostawał CNN.

Choć Netflix planował zakup stacji, nagłe wycofanie się z negocjacji po spotkaniu kierownictwa platformy z Trumpem nie pozostawia wielu pytań – zostali postawieni pod ścianą.

W efekcie właścicielem CNN ma zostać rodzina Ellisonów.

W tym scenariuszu Trump zyskuje wpływ na trzy największe telewizyjne marki informacyjne: Fox, CBS i CNN.


Co to oznacza dla TVN?

W Polsce panuje przekonanie, że „bezpiecznik” wprowadzony przez rząd Donalda Tuska pod koniec 2024 roku – wpisanie TVN i Polsatu na listę podmiotów strategicznych – ochroni stację przed wrogim przejęciem.
Problem polega na tym, że ten mechanizm nigdy nie został przetestowany w praktyce. Nie liczyłbym na niego.

Dlaczego TVN może wpaść w ręce nacjonalistów?

1. Polityczna pragmatyka
Nie wiadomo, kto będzie sprawował władzę w Polsce po 2027 roku. Jeśli władzę odzyska prawica, „bezpiecznik” wprowadzony przez rząd Tuska może zostać wykorzystany w odwrotny sposób – jako narzędzie ułatwiające przejęcie stacji przez podmiot przyjazny nowej władzy.

2. Priorytet ideologii nad biznesem

Część ekonomistów uważa, że TVN to zbyt dobry biznes, by ktokolwiek chciał go destabilizować. Istnieje obawa, że widownia TVN znalazłaby inne, noqw medium.
Ekonomicznie jest to logiczne i zgodne z zasadami biznesu, ale spójrzcie na Trumpa, Kaczyńskiego, Czarnka czy Nawrockiego?
To ludzie tak amoralni, że zrobią wszystko, co uznają za korzystne. Nie stracą – odkradną, gdy tylko zdobędą władzę.


Teza na rok 2027

Stawiam odważną, ale opartą na obserwacji trendów tezę:

Przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku prezesem TVN może zostać osoba wskazana przez Karola Nawrockiego.

W świecie, w którym globalny kapitał medialny coraz częściej splata się z polityką, niezależność dziennikarska staje się dobrem deficytowym.
TVN – zamiast być oknem na świat – może stać się kolejnym elementem propagandowej układanki faszystowsko-bolszewickiej dyktatury.

"Sprzeciw wobec prezydenta Trumpa to jest sprzeciw wobec Boga, a Biały Dom jest Ziemią Świętą".


 Paula White - Cain, pastorka reformowanego Kościoła pentekostalnego, osobista doradczyni duchowa Trumpa:

"Sprzeciw wobec prezydenta Trumpa to jest sprzeciw wobec Boga, a Biały Dom jest Ziemią Świętą".


Po tych słowach wróciłem do artykułu, który zamieszczam w całości.  

Kuba Danecki - Trump "namaszczony przez Jezusa". Żołnierze składają skargi

Amerykańska Fundacja Wolności Religijnej w Wojsku ujawniła ponad sto skarg na dowódców, którzy zagrzewali żołnierzy do wojny z Iranem wizją nadchodzącego Armageddonu i powrotu Jezusa Chrystusa. Prezydent Trump miał według nich wygrać wybory, ponieważ został namaszczony przez Jezusa, żeby doprowadzić do końca czasów i zmartwychwstania wiernych.

Komunikaty, na które skarżą się żołnierze, wpisują się w światopogląd sekretarza wojny Pete'a Hegsetha. Hegseth ma tatuaż "Deus Vult", "Bóg tak chce". To fraza powiązania z chrześcijańskim fundamentalizmem, nawiązująca do średniowiecznych krucjat. Jest popularna wśród skrajnej prawicy i ruchów faszystowskich. W 2020 roku w swojej książce przyszły sekretarz wojny nawoływał do świętej wojny. Tytuł książki? "Amerykańska krucjata". 

Dziś Hegseth organizuje dla żołnierzy modlitwy w obrządku protestanckiego ewangelikalizmu. W lutym tego roku zaprosił do wygłoszenia kazania w Pentagonie kaznodzieję Douglasa Wilsona - człowieka, który popiera m.in. odebranie kobietom praw wyborczych. 

Z perspektywy Europy brzmi to niewiarygodnie, ale wizja amerykańskiej armii jako narzędzia Boga, które pomoże doprowadzić do końca świata, zaczyna być oficjalną częścią amerykańskiej polityki obronnej. 

Ważne: protestancki ewangelikalizm jest czymś innym od kościołów ewangelickich. Ten pierwszy jest określeniem-parasolem na kilka fundamentalistycznych protestanckich wyznań, które najpopularniejsze są w USA. Te drugie bezpośrednio kontynuują europejską tradycję luterańską i są znane raczej z liberalnych, humanistycznych zasad.

To niejedyne związane z religią kontrowersje w administracji Trumpa. Tydzień przed rozpoczęciem ataków na Iran, ambasador USA w Izraelu, Mike Huckabee, wywołał skandal. W wywiadzie z Tuckerem Carlsonem powiedział, że nie widzi problemu z ekspansją terytorialną Izraela od Nilu aż po Eufrat - czyli wizją Wielkiego Izraela. Oficjalny protest wystosowało wtedy kilkanaście krajów regionu - od Turcji po Pakistan.

Amerykańscy ewangelikanie wierzą w dosłowną interpretację Pisma Świętego. W Księdze Rodzaju Bóg obiecuje Abrahamowi ziemie, które obejmują dzisiejszy Egipt, Syrię, Jordanię, Liban, Turcję, Arabię Saudyjską oraz Irak. To bardzo ważne w kontekście izraelskiej ekspansji oraz wojny z Iranem - bo wizja Wielkiego Izraela jest popularna w Tel Awiwie, a agresja na sąsiadów podkreśla chęć jej realizacji. 

Wierzą w nią minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir oraz minister finansów Bezalel Smotricz. Premier Benjamin Netanjahu chociaż nie poparł jej bezpośrednio, otwarcie mówi, że jest do niej "mocno przywiązany". Podobnie wyraża się lider izraelskiej opozycji - Jair Lapid. W trakcie konferencji prasowej w lutym powiedział: "Syjonizm jest oparty na Biblii. Nasze prawo do ziemi Izraela jest biblijne, więc granice Izraela są granicami w Biblii".

Poza aspektem politycznym, ewangelikański styl religijności to chyba jeden z bardziej widocznych symboli amerykańskiej kultury. Mega-kościoły wielkości stadionów. Duchowni, którzy rzekomo wypędzają z ludzi szatana na scenie albo leczą choroby, policzkując wiernych. Programy w telewizji, które przypominają telezakupy lat dziewięćdziesiątych, ale zamiast sprzętu AGD nawołują do kupienia samolotu liderowi kościoła.

Wiara w koniec czasów: od osiedlowej parafii po Biały Dom

Jednym z ważniejszych elementów ewangelikańskiej doktryny jest apokaliptyczna wiara w powrót Jezusa Chrystusa za naszego życia. Wierzy w to 63 proc. białych ewangelikanów. W ich wizji ma nastać okres wojny lub cierpienia, po którym dojdzie do zmartwychwstania chrześcijan i stworzenia Królestwa Bożego na Ziemi. I nie jest to niszowe przekonanie. Sięga do samego Białego Domu.

W 2003 roku przed inwazją na Irak prezydent George W. Bush chciał przekonać prezydenta Francji, Jacquesa Chiraca, do dołączenia do koalicji. Opowiadał Chiracowi, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie przypominają mu działania Goga i Magoga. I że według niego atak na Irak może być spełnieniem biblijnej przepowiedni.

Chirac nie bardzo zrozumiał, o czym mowa. Zwrócił się do Francuskiej Federacji Protestanckiej, ale tam również spotkał się z konsternacją. Zaangażowano profesora-biblistę. Chodziło o dość krótki fragment w Księdze Ezechiela, który nie ma wielkiego znaczenia dla większości chrześcijańskich wyznań. Poza ewangelikanizmem - gdzie tematyka bitew i końca czasów zwraca ogromną uwagę wiernych.

Historia o Gogu i Magogu od dawna rozpala dusze amerykańskich fundamentalistów. Ronald Reagan wierzył, że Gogiem jest Rosja, a jego religijnym i dziejowym obowiązkiem jest stawienie jej czoła. W 1984 roku Reagan powiedział, że Bliski Wschód wygląda na miejsce, gdzie wkrótce dojdzie do biblijnego Armageddonu.

Kiedy chrześcijański syjonizm wygra

W tym kontekście warto wspomnieć o tym, czym taki Armageddon miałby być, zwłaszcza w kontekście chrześcijańskiego syjonizmu. Bo poparcie tego środowiska dla Izraela ma drugie dno.

Chociaż wizje różnią się w szczegółach, ewangelikanie zakładają, że do kryzysu, który ma poprzedzić Królestwo Boże na Ziemi, musi dojść właśnie w Izraelu. Jest to jedno ze źródeł ich wsparcia dla interwencji na Bliskim Wschodzie i prowadzenia tam wojen - po prostu widzą w tym szansę na zbawienie. I chociaż Izrael jest do tego potrzebny, ludzie, którzy przeżyją bitwę z Antychrystem, będą musieli się nawrócić.

John Hagee, założyciel CUFI, największej organizacji chrześcijańsko-syjonistycznej, która zrzesza 10 milionów członków, zakładał, że żydzi będą musieli się nawrócić na chrześcijaństwo, żeby zostać zbawieni. Inni będą musieli umrzeć. Według doniesień jego współpracowników, miał chwalić Hitlera, uważając, że to dzięki niemu mógł powstać Izrael, czyli niezbędny element końca świata.

To element wierzeń, który jest słusznie krytykowany jako antysemicki, w tym przez teologów - ponieważ traktuje judaizm jako narzędzie realizacji apokaliptycznych celów ewangelikanów, nie jako pełnowartościową religię samą w sobie. W chęci wsparcia Izraela nie ma troski o mieszkających tam żydów. Kiedy wróci Jezus, będą musieli zniknąć.

Ale ta ideologia i religia, która coraz bardziej wpływa na politykę USA, pomaga realizować polityczne cele prawicy. Doskonale łączy fundamentalizmy. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jedni wierzą, że przykładają się jak krzyżowcy do powstania Królestwa Bożego na Ziemi. To kuszące zwłaszcza dla politycznej islamofobii. Inni liczą na zrealizowanie wizji o siłowym nawróceniu żydów, więc jest to atrakcyjne dla antysemickich środowisk. Jeszcze inni znajdą uzasadnienie do podbicia krajów obiecanych Abrahamowi w Torze, po prostu wierząc, że Biblia powinna stanowić prawo międzynarodowe.

A świeccy polityczni jastrzębie każdej opcji mogą realizować politykę wobec Iranu, która zapewni dominację Izraela i USA w regionie.

Żołnierze się skarżą

Jedyny problem? Jak widać po skargach żołnierzy, których bez pytania o zdanie wsadza się w zbroję krzyżowca, nie wszyscy chcą uczestniczyć w Świętej Wojnie. Skargi wpłynęły z prawie czterdziestu jednostek w trzydziestu różnych bazach. Nie były to odosobnione przypadki. Były zgłaszane przez żołnierzy kilku wyznań, również wierzących chrześcijan.

W jednej ze skarg czytamy, że dowódca jednostki mówił o Donaldzie Trumpie jako "namaszczonym przez Jezusa, żeby rozpalić płomień w Iranie i wywołać Armageddon, zaznaczając powrót Jezusa na Ziemię". Skargi dotyczyły też "nieograniczonej euforii" dowódców, którzy czytali biblijne wersety. Mieli cytować Księgę Rodzaju, skupiając się na opisach rzek wypełnionych krwią oraz próbować uspokajać żołnierzy twierdząc, że jest to boży plan.

Niektórzy otrzymali osobiste zaproszenia do domów oficerów, żeby uczestniczyć we wspólnym czytaniu Biblii.

Jeden z żołnierzy otwarcie mówił o upadku morale i spójności jednostki, ponieważ tego typu wykorzystanie religii jest wbrew konstytucji oraz wojskowej przysiędze, którą składał.

Pete Hegseth oraz administracja Trumpa nie odniosła się do kontrowersji. Niewiele wskazuje na to, by planowali zmienić swoje podejście. Planem części dowódców wciąż może być apokalipsa".


Tytuł naukowy nie znaczy, że jeste się naukowcem.


Wypowiedzi ks. prof. dr hab. Tadeusza Guza - tytuł nadał mu prezydenta Andrzej Duda - dotyczące zamachów z 11 września i innych kontrowersji

Ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz z Instytutu Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w swoich wystąpieniach publicznych ponownie prezentuje poglądy kwestionujące przebieg zamachów na World Trade Center z 11 września 2001 roku w Stanach Zjednoczonych.

Duchowny twierdzi między innymi, że żaden amerykański samolot nie został porwany ani nie uderzył w wieże WTC. Według niego nagrania przedstawiające uderzenie samolotów w budynki miały być „symulacjami medialnymi”.

W swoich wypowiedziach argumentował także, że prawa fizyki – w jego ocenie – wykluczają możliwość wbicia się samolotu w konstrukcję wieżowca. Jego zdaniem maszyna powinna odbić się od budynku, a społeczeństwu przedstawiono w tej sprawie nieprawdziwy obraz wydarzeń.

Tymczasem przebieg zamachów z 11 września został szeroko udokumentowany w licznych śledztwach, raportach komisji rządowych oraz analizach specjalistów z zakresu inżynierii, bezpieczeństwa i lotnictwa.

Ks. Guz już wcześniej wzbudzał kontrowersje swoimi publicznymi wypowiedziami. W przeszłości mówił m.in. o rzekomych „mordach rytualnych” popełnianych przez Żydów na Polakach — twierdzenia te są uznawane przez historyków za bezpodstawne i należą do antysemickich mitów historycznych. W czasie pandemii COVID-19 duchowny twierdził natomiast, że podczas mszy w kościele nie można zarazić się koronawirusem.

czwartek, 5 marca 2026

Hołownia dał wygrać Nawrockiemu, a teraz da zwycięstwo dla PiS, Konfederacji i Króla.


 Teoria o ludziach funkcjonujących w monotematycznym systemie przekonań jest mi dobrze znana. Wchodziłem w świat tych ludzi, w którym różne przekonania — szczególnie teorie spiskowe — wzajemnie się wzmacniają i tworzą zamkniętą strukturę interpretacji rzeczywistości. Próby odwoływania się do dowodów i logicznego rozumowania nigdy nie przynosiły skutku.

Przekonany do podejścia naukowego - tylko wiara - zrezygnowałem więc z prób „nawracania” tych osób na fakty. Nie wpuszczam ich już do swojej przestrzeni dyskusji. Koniec rozmów o katastrofie smoleńskiej, o łamaniu Konstytucji i demokracji przez PiS czy o walce z dyskryminacją ze względu na płeć (lub tożsamość psychoseksualną), rasę, religię, orientację seksualną, niepełnosprawność, bezdomność, pochodzenie etniczne, narodowość, wiek czy przekonania polityczne albo filozoficzne.

A gdy ksiądz mówi o dyskryminacji, koloratka może ochronić go co najwyżej przed wyzwiskami, czasem nawet przed pobiciem. Nie sprawi jednak, że którykolwiek z nich stanie się Dobrym Samarytaninem.

Wydawało mi się, że mam już święty spokój. Spotykam się z otwartymi na świat ludźmi, dla których miłość stanowi sedno.

Aż Hołownia odleciał razem ze swoimi wyborcami. Odleciał, ale zostawił zalanych żółcią, rozgoryczonych.  

Czyżbym musiał się i z nimi pożegnać? Mimo, że to demokraci?

To są inteligentni, prodemokratyczni ludzie którym odbiło. Załapali nienawiść na wzór PiS do wszystkich, bo Szymka skrzywdzili, a on miał się objawić prawdziwym prorokiem. Ba Szymek miał zostać zbawicielem Polski, ale wszyscy go ukrzyżowali. Z Tuskiem na czele. Tylko Kaczyński go zostawił, ale Hołownia aż tak nie odleciał. 

Przedstawię swój pogląd na polską politykę. Ten pogląd jest moim aksjomatem. 

W Polsce mamy dwa elektoraty:


1. Elektorat demokratyczny, elektorat wolnych ludzi, tolerancyjny mimo, że jedni są światopoglądowo konserwatywni, a drudzy liberalni, mający różne poglądy na pomoc socjalną państwa, ale łączy ich jedno: szacunek dla drugiego człowieka. Jezus Chrystus poszedł za daleko z kochaniem bliźniego swego jak siebie samego, ale bezpieczniej się tego trzymać. Jak się nie zgadzamy to przyjmujemy do wiadomości poglądy interlokutora idziemy na piwo. 


2. Elektorat nacjonalistyczny, a nawet szowinistyczny, ksenofobiczny. Faszyzm, nazizm, kwestionowanie holokaustu. Nienawiść i agresja w stosunku do przeciwników. No i guru, który myśli za nas. Homofobia. Mizoginia. Agresja. Ustawki. Narkotyki. 


No i Polaka jest podzielona na pół. 

Dla mnie sprawa jest prosta. Tylko elektorat numer 1, a elektorat numer 2 to nieszczęście do Polski, Polaków, generalnie nieszczęście dla ludzi.

Nie dla nacjonalistów to bezdyskusyjne, święte zadania dla przyzwoitych ludzi. Koniec kropka.

Wracając do Hołowni. Hołownia jest bardzo inteligentnym i dobrym człowiekiem, ale nie ma pojęcia o polityce. 

Wiedział dobrze, że zwycięstwo było kruche. Widział, że się sypało.

Wybory parlamentarne demokraci wygrali, bo zagłosowali na nich 11 624 878 wyborców. 

Wybory prezydenckie demokracja przegrała, bo zagłosowali na nią - Trzaskowskiego - 10 237 286.  Czyli zabrakło 1 387 582 głosów. 

Trzaskowski przegrał, bo demokratów nie poszło do wyborów 933 434 osób. Nacjonalistów było tyle samo na wyborach parlamentarnych i w UU tirze na Nawrockiego.

Klasyczne Trzaskowski przegrał, a nie Nawrocki wybrał. 

Z badań exit pool wynika, że to nie brakło kobiet, ale zabrakło wyborców Hołowni. 

Nawrocki jest prezydentem dzięki Hołowni. 

Znał te liczby na styk, znał też pieniactwo naszych rodaków. To po co wystartował przeciwko drugiemu demokracie? Nie mając żadnych szans.   

Ale przecież musiał wiedzieć, że wyborcy Trzaskowskiego i Hołowni doskoczą sobie do gardeł. Swoich "koalicjantów" będą traktowali ostrzej niż wyborców Nawrockiego.

Pewni, że wygra Trzaskowski jedni chcieli utrzeć mu nosa, a wyborcy tego drugiego chcieli dokopać tamtym. 

Popatrzcie ma liczby. Obrażeni wyborcy Hołowni zostali podczas drugiej tury w domu. 

Hołownia wiedział, że do tej wewnętrznej wojny doprowadzi. Wielu wiedziało i pisało. Ja pisałem. 

Hołownia zrobił prezydentem Nawrockiego.  

Stało się. 


Ale zrobił coś tak samo złego. 

Druga osoba w państwie, Marszałek Sejmu jedzie nocą do Bielana - dlaczego jeszcze nie siedzi - i spotyka się z Kaczyńskim. 

Po ośmiu latach życia w pisowskiej niewoli jego wyborcy - nie mylić z wyznawcami - nie byli w stanie tego zaakceptować. 

Wyborcy PL2050 zniknęli. Został ich 1 procent. 

Gdyby była szansa, że przejdą do innych partii prodemokratycznych, machnąłbym ręką. 

Ale oni nie pójdą na wybory w 2027 roku. 

Ilość prodemokratów  jest w Polsce const. Nie pójdą? Faszyści wygrają.