wtorek, 30 grudnia 2025

Czy USA wystąpią z NATO? Bardzo możliwe.


Czy USA wystąpią z NATO? Bardzo możliwe.

Jeszcze niedawno dla Republikanów NATO było fundamentem światowego porządku i gwarantem bezpieczeństwa Zachodu. Dziś coraz częściej jawi się im jako obciążenie – a nawet zagrożenie dla interesów Stanów Zjednoczonych.

1. Symboliczny zwrot personalny

Na stanowisko Dyrektora Wywiadu Narodowego USA powołano Tulsi Gabbard – jawną izolacjonistkę, od lat powielającą narracje rosyjskiej propagandy, w tym tezę o rzekomym „zaatakowaniu Rosji przez Ukrainę”.

Gabbard oskarża NATO o celowe dążenie do eskalacji i wciąganie USA w militarną konfrontację z Rosją, podczas gdy – jej zdaniem – Władimir Putin chce jedynie uniknąć „większej wojny z NATO”.

Tylko czym w takim razie miałaby być ta „mniejsza wojna z NATO”? Odbudową rosyjskiej strefy wpływów? Faktycznym odtworzeniem Układu Warszawskiego?

W tej wizji NATO i USA przestają być jednym organizmem. Stany Zjednoczone stają się zewnętrznym arbitrem, a nie stroną sojuszu.
Nic dziwnego, że rosyjscy propagandyści reagują entuzjastycznie. Dmitrij Dmitrijew, wysłannik Kremla, stwierdził otwarcie:

„Plan pokojowy prezydenta Trumpa jest atakowany przez wojennych podżegaczy w USA, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej, którzy chcą wojny z Rosją i zarabiają na dostawach broni”.

W tej narracji winni są wszyscy – poza agresorem.
Reagan przewraca się w grobie.

2. USA jako „mediator” między… NATO a Rosją

W pierwotnym, 28-punktowym „planie pokojowym” pojawia się zaskakująca koncepcja: Stany Zjednoczone miałyby występować jako mediator między… NATO a Rosją. Jakby USA nie były członkiem Sojuszu, lecz neutralnym obserwatorem stojącym z boku konfliktu.

To nie jest lapsus. To symptom głębokiej zmiany myślenia.

3. NATO jako problem, nie sojusz

W Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA NATO pojawia się wielokrotnie – lecz nie jako filar bezpieczeństwa, lecz jako obciążenie, a momentami wręcz zagrożenie dla interesów Ameryki.

Kongresman Thomas Massie poszedł jeszcze dalej, składając projekt ustawy o wystąpieniu USA z NATO. Jego uzasadnienie brzmi znajomo:

„NATO to relikt zimnej wojny. Powstało, by przeciwstawić się Związkowi Sowieckiemu, który przestał istnieć ponad 30 lat temu. Członkostwo USA kosztowało podatników biliony dolarów”.

I co się stało? Nic.
Brak potępienia. Brak sprzeciwu ze strony Trumpa czy jego najbliższego otoczenia. Cisza, która mówi więcej niż tysiąc słów.

Nawet gdy Marco Rubio podczas wizyty w Brukseli zapewnił, że „USA pozostaną w NATO”, natychmiast dodał warunkowe, w praktyce niewykonalne „ale”.

4. Mentalne wyjście trampistów z NATO

W ciągu kilku lat w świadomości znacznej części Republikanów i ich elektoratu NATO przeszło drogę:
od filaru światowego porządku,
przez pasożyta żerującego na amerykańskim podatniku,
po strukturę wrogą interesom USA, działającą ramię w ramię z Unią Europejską.

Dla Kremla to strategiczny sukces. Putin może dziś z satysfakcją obserwować, jak jego wieloletnia operacja dezinformacyjna przynosi efekty — popijając szampana i zajadając kawior z Astrachania.

5. Europa też się zmienia

Rosja ma już politycznych sojuszników: Węgry, Słowację, Czechy. Partie prorosyjskie rosną w siłę we Francji i w Polsce. Niemcy, Holandia, Austria, Portugalia i Hiszpania brunatnieją politycznie.

Jeśli Stany Zjednoczone faktycznie zrobią krok w tył, a Europa się nie ogarnie, zostanie sama — podzielona, sparaliżowana i wystawiona na presję, której nie będzie w stanie samodzielnie odeprzeć.
W pierwszej kolejności sierp i młot zapanują w krajach bałtyckich, a potem w Polsce.

O?! Nawrocki „odnalazł” i odwiedził pana Jerzego po czterech latach — w Domu Pomocy Społecznej.


O?! Nawrocki „odnalazł” i odwiedził pana Jerzego po czterech latach — w Domu Pomocy Społecznej.

W 2017 roku Jerzy Ż., dziś 80-letni mężczyzna, przekazał Karolowi Nawrockiemu swoją kawalerkę na podstawie umowy dożywocia (art. 908 Kodeksu cywilnego). Umowa ta wprost i jednoznacznie zobowiązuje nabywcę do zapewnienia dożywotniego utrzymania: mieszkania, wyżywienia, opieki, leczenia oraz godnych warunków życia. Zawiera również obowiązek sprawienia – na własny koszt – pogrzebu odpowiadającego miejscowym zwyczajom.

Tymczasem pan Jerzy trafił do państwowego Domu Pomocy Społecznej, utrzymywanego z pieniędzy podatników.

Nawrocki twierdzi, że nie mógł wywiązać się ze swoich obowiązków, ponieważ prezydentka Gdańska Aleksandra Dulkiewicz miała „ukryć” seniora w DPS-ie.

To już nie jest tylko absurd — to obraza inteligencji.

Jak można „zgubić” osobę, za którą ponosi się pełną odpowiedzialność?

Jeśli podopieczny znika — to sytuacja porównywalna z zaginięciem dziecka — natychmiast podejmuje się działania.

Dlatego pytanie, którego nie da się już ominąć, brzmi:

czy Karol Nawrocki zgłosił na policję zaginięcie osoby, wobec której miał prawny i umowny obowiązek opieki?

Bo jeśli nie — to nie jest to tylko kwestia polityczna.

To kwestia odpowiedzialności prawnej i moralnej. 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Eutanazja ulżeniem cierpienia, gdy nie ma już szans na uzdrowienie.


Pomyślałem o cierpieniu, które towarzyszy umieraniu. Przecież Jezus zawsze zgadza się na ulżenie cierpieniu, nawet wtedy, gdy nie ma już szans na uzdrowienie. Ulżenie cierpieniu jest aktem miłości, a miłość stanowi centrum Ewangelii. 

Czy sedacja terminalna nie jest w sensie technicznym eutanazją? Serce nadal bije, ale umysł zostaje wyłączony na zawsze.

Czy zaprzestanie uporczywego leczenia, które przecież prowadzi do śmierci, nie jest w praktyce eutanazją?

Czy w tych przypadkach różnica między „ulżeniem” a „skróceniem” życia rzeczywiście istnieje?

Czy nie jest to jedynie gra słów – mająca uspokoić sumienie i pozwolić zachować zgodę z nauczaniem Kościoła?

Przecież chodzi o niesienie ulgi, a śmierć staje się nieuniknioną konsekwencją.


poniedziałek, 22 grudnia 2025

Prognozy na 2026 rok wskazują na bardzo dobrą kondycję gospodarki realnej, przy jednoczesnym pogorszeniu stabilności finansów publicznych.


 

Wyniki badania Europejski Kongres Finansowy (EKF), oparte na najnowszym konsensusie makroekonomicznym z grudnia 2025 r., przedstawiają obraz wyraźnego dualizmu polskiej gospodarki.

Dane, odzwierciedlające opinie 39 czołowych polskich ekonomistów, wskazują na bardzo dobrą kondycję gospodarki realnej, przy jednoczesnym pogorszeniu stabilności finansów publicznych.


1. Optymistyczna strona: gospodarka realna (2026 r.)

Eksperci przewidują, że Polska w 2026 roku utrzyma dynamiczne tempo wzrostu, a inflacja pozostanie pod kontrolą.

Prognozy makroekonomiczne na 2026 r.:

  • Wzrost PKB: 3,7%
    Przyspieszenie względem lat ubiegłych, napędzane inwestycjami oraz środkami z KPO.

  • Inflacja (średnioroczna): 2,7%
    Powrót w okolice celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1 pkt proc.).

  • Wzrost konsumpcji: 3,4%
    Stabilny popyt wewnętrzny dzięki rosnącym realnym dochodom.

  • Wzrost inwestycji: 9,0%
    Kluczowy motor wzrostu – efekt kumulacji wydatków współfinansowanych z funduszy unijnych.

  • Stopa bezrobocia (BAEL): 2,9%
    Jeden z najniższych poziomów w UE; utrzymujący się rynek pracownika.

  • Dynamika płac: 6,3%
    Wynagrodzenia nadal rosną szybciej niż inflacja, choć tempo wzrostu stopniowo hamuje.

  • Stopa referencyjna NBP: 3,6%
    Oczekiwany efekt cyklu obniżek stóp procentowych wraz ze spadkiem inflacji.


2. Pesymistyczna strona: finanse publiczne (GG)

Drugą stroną medalu są rosnące potrzeby pożyczkowe państwa, wysoki deficyt strukturalny oraz narastające zadłużenie.

Zgodnie z unijną metodologią ESA 2010, pojęcia deficytu i długu odnoszą się do sektora instytucji rządowych i samorządowych (General Government, GG).

Prognozy deficytu i długu GG (2026–2028):

Deficyt GG:

  • 2026: 6,5% PKB

  • 2027: 6,0% PKB

  • 2028: 5,3% PKB

Zadłużenie GG (metodologia unijna):

  • 2026: 66,1% PKB

  • 2027: 69,5% PKB

  • 2028: 72,1% PKB


3. Polska na tle Europy – porównanie

Prognozowany dług publiczny (% PKB) w latach 2026–2028:

  • Polska : 66,1% → 69,5% → 72,1%

  • Niemcy: 65,1% → 68,0% → 68,5%

Jednocześnie funkcjonują państwa, których dług publiczny znacznie przekracza 100% PKB, a mimo to nie doszło tam do załamania finansów publicznych:

  • Grecja: 151,2%

  • Włochy: 138,3%

  • Francja: 115,8%

  • Belgia: 106,2%

  • Hiszpania: 103,4%


Czy należy spodziewać się katastrofy?

Nie. Poziom długu Polski pozostanie niższy niż średnia dla strefy euro (ok. 88% PKB).
Jednak trajektoria zadłużenia oraz utrzymujący się wysoki deficyt sprawiają, że sytuacja jest obarczona istotnym ryzykiem fiskalnym.

Polska nadrabia kosmicznie kosztowne zaniedbania rządów PiS:

Inwestycyjne,

• w sektorze wydatków zbrojeniowych,

transformacji energetycznej.

To połączenie sprawia, że choć scenariusz kryzysowy nie jest bazowy, margines błędu polityki fiskalnej pozostaje niewielki.

Co drugi Polak ma poglądy inne niż Nawrocki.


Na Nawrockiego zagłosowało ponad 10 milionów Polaków.
Na Trzaskowskiego również zagłosowało ponad 10 milionów Polaków.

Nawrocki wygrał minimalnie — o włos (dyskusja o tym, „czy naprawdę wygrał”, z matematycznego punktu widzenia jest bezsensowna. Wygrał).

Fakt jednak pozostaje faktem: co drugi Polak ma poglądy inne niż Nawrocki.

Przyzwoity człowiek nieustannie konfrontuje własne przekonania z rzeczywistością i szanuje zdanie tej połowy społeczeństwa, która myśli inaczej.
Przyzwoity człowiek wie też, że nikt — poza Bogiem — nie ma monopolu na prawdę. Naprawdę.

Jeżeli ktoś zostaje prezydentem Polski, winien — szczególnie ten, który powołuje się na naukę Chrystusa — łączyć, a nie dzielić.

Tymczasem Karol Nawrocki robi dokładnie coś przeciwnego:

dzieli Polskę na skalę niespotykaną od lat, podsyca emocje i konflikty. To polityczne podpalanie kraju, którego skutki odczują wszyscy — bez wyjątku.

Chciałbym teraz zwrócić się do zwolenników prawicy i poprosić ich o krótkie ćwiczenie wyobraźni.

• Załóżmy, że wybory wygrał Rafał Trzaskowski, a premierem byłby Jarosław Kaczyński. Odpowiedzmy sobie uczciwie na pytanie:

czy prezydent musi realizować politykę zagraniczną rządu?

Odpowiedź wprost daje Konstytucja RP.

Art. 146

Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 133

Prezydent RP:

• ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe,

• mianuje i odwołuje przedstawicieli RP za granicą,

• przyjmuje listy uwierzytelniające ambasadorów.

Co kluczowe:

Prezydent w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów oraz właściwym ministrem.

Czy są tu jakiekolwiek wątpliwości?

Politykę zagraniczną prowadzi rząd.

Prezydent ma obowiązek z nim współdziałać.

Prezydent nie ma konstytucyjnego prawa prowadzić własnej, równoległej polityki zagranicznej. Reprezentując państwo, reprezentuje linię rządu — niezależnie od własnych sympatii ideologicznych czy osobistych relacji.

Dlatego sytuacja, w której Kancelaria Prezydenta — wykorzystując ideologiczne pokrewieństwo Donalda Trumpa i Karola Nawrockiego — działa przeciwko legalnemu rządowi Rzeczypospolitej, podkopując jego pozycję na arenie międzynarodowej, jest skrajnie nieodpowiedzialna, sprzeczna z duchem i literą Konstytucji. Jest zdradą.

Prezydent nie jest „drugą władzą wykonawczą”.

Interes Polski nie może być zakładnikiem ambicji prezydenta ani sił opozycyjnych stojących za nim.

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Cenckiewicz. osoba ubiegająca się o dostęp do najściślejszych tajemnic państwowych zataja leki wpływające na centralny układ nerwowy


W kontekście dostępu do informacji niejawnych, szczerość jest wymogiem fundamentalnym.

Jednak to, co obserwujemy w sprawie Sławomira Cenckiewicza, wygląda na cyniczną próbę manipulacji faktami w celu ratowania jego wizerunku.

Mimo że nikt nie ma prawa ujawniać poufnych danych medycznych, to sam Cenckiewicz sprowadził sprawę do publicznej debaty w momencie utraty dostępu do tajemnic państwowych. Oficjalna przyczyna jest wstrząsająca: zatajenie leków w ankiecie bezpieczeństwa. To nie jest drobnostka; to jest rażące naruszenie procedury, które stawia pod znakiem zapytania jego wiarygodność i zdolność do pełnienia funkcji publicznych.

Gdy informacja wyciekła, Cenckiewicz – za pośrednictwem pisowskiej, propagandowej tuby medialnej – poszedł w zaparte. Jego linia obrony? Że chodziło o śmiesznie proste środki: leki z grupy „Apap”!

To bezczelna próba bagatelizowania poważnej sprawy i sprowadzania opinii publicznej do poziomu idiotów. Czy służby bezpieczeństwa cofają certyfikaty za zatajenie aspiryny? Oczywiście, że nie.

Ta dymna zasłona runęła w momencie, gdy informator z kręgu Cenckiewicza wyjawił fakty, które ten desperacko próbował ukryć. Nie chodzi o Apap. Chodzi o dwa leki psychiatryczne działające bezpośrednio na ośrodkowy układ nerwowy:

• Lek psychotropowy.

• Lek psycholeptyczny.

Cenckiewicz nie tylko naruszył procedury bezpieczeństwa, ale również świadomie kłamał w przestrzeni publicznej, używając partyjnej propagandy do tuszowania prawdy o swoim stanie zdrowia i zdolności do pełnienia obowiązków.

Pytania są proste i muszą zostać zadane:

Dlaczego osoba ubiegająca się o dostęp do najściślejszych tajemnic państwowych zataja leki wpływające na centralny układ nerwowy?

Dlaczego, po ujawnieniu tego faktu, próbuje ośmieszyć cały proces weryfikacji, wmawiając nam, że chodziło o zwykły środek przeciwbólowy?

Ta sytuacja jest skandalem i wymaga natychmiastowego, pełnego wyjaśnienia

„Ekstaza Miłosiernego Samarytanina”


Byłem na rekolekcjach adwentowych. Dziwne? Nie należę do Kościoła, jestem agnostykiem. Ale rekolekcje prowadził ksiądz profesor Andrzej Draguła, mój autorytet w kwestii Ewangelii, moralności, człowieczeństwa i wartości. Do tej pory znałem księdza jedynie z książek, artykułów i mediów społecznościowych, ale od lat marzyłem, by spotkać go i posłuchać na żywo.

Do tego temat przewodni – „Ekstaza Miłosiernego Samarytanina” – sprawił, że po prostu musiałem tam być.

Wysłuchałem go z wypiekami, poznałem i uściskałem, dziękując za wszystko. Dzięki jego tekstom stałem się lepszym człowiekiem.

Każdy zna przypowieść o Dobrym Samarytaninie. Jezus redefiniuje w niej pojęcie bliźniego – bliźnim nie jest tylko osoba z tej samej grupy etnicznej, religijnej czy społecznej, ale każdy człowiek w potrzebie, niezależnie od pochodzenia, statusu czy wzajemnych uprzedzeń.

Ksiądz profesor na kanwie tej przypowieści poruszył temat zła – zła, które przywołuje bezwarunkowe dobro, zła, na które „Bóg przysyła” dobro; zawracania zła w dobro. 

Od świętego Augustyna, przez Tischnera i Wojtyłę, po Leona XIV i Dragułę – temat był szeroko osadzony w tradycji i refleksji moralnej.

Nie czuję się wystarczająco wykształcony ani nie mam w sobie tyle dobroci, by szerzej odnosić się do tych zagadnień, ale mogę z całego serca polecić książkę księdza Andrzeja Draguły „Ekstaza Miłosiernego Samarytanina”. Bez względu na wiarę – lub jej brak – odnajdziecie w niej wartości uniwersalne.

Nawiązując do słów księdza Andrzeja, przytoczę fragment z adhortacji Leona XIV „Umiłowałem Cię”:

„Miłość chrześcijańska pokonuje wszelkie bariery, zbliża oddalonych, łączy obcych, czyni bliskimi nieprzyjaciół, przekracza przepaście po ludzku nie do pokonania i wnika w najskrytsze zakamarki społeczeństwa. Ze swej natury miłość chrześcijańska jest prorocza, dokonuje cudów, nie zna granic: dąży do tego, co niemożliwe. Miłość jest przede wszystkim sposobem pojmowania życia, sposobem jego przeżywania. Otóż Kościół, który nie stawia miłości żadnych granic, który nie zna wrogów, z którymi trzeba walczyć, lecz widzi jedynie mężczyzn i kobiety, których należy miłować – to Kościół, którego potrzebuje dziś świat”.

Piękne słowa, prawda?

Dlaczego przekaz Ewangelii – głoszonej od dwóch tysięcy lat, mówiącej o dobru i miłości – nie zawsze przynosi oczekiwane owoce, skoro tyle było i wciąż jest zła na świecie?
Odpowiedź można spróbować znaleźć, stawiając pytanie zwrotne:
Co by było, gdyby tego Słowa w ogóle nie było? Gdyby nie było ludzi, którzy je głoszą i próbują nim żyć?

Wybory na Węgrzech nic nie zmienią.


Z sondaży wynika, że na Węgrzech wiosenne wybory może wygrać opcja demokratyczna.
Stawiam jednak dolary przeciw orzechom, że w praktyce nic się nie zmieni.

Orban opanował wszystkie instytucje w kraju – nie tylko sądy, instytucje kontrolne czy media publiczne i prywatne, ale nawet niszowe, niemal niezależne platformy internetowe stosują autocenzurę.

Nawet komisje wyborcze, które liczą głosy, są pod kontrolą Fideszu.

Do tego Orban manipuluje opinią publiczną od 2010 roku. To cud, że wciąż istnieją Węgrzy, którzy nie traktują go jak boga.

Pamiętajmy też, że Trump ręka w rękę z Putinem pomogą mu w wyborach. 

Załóżmy jednak, że rekordowa w UE, 50-procentowa inflacja od 2020 roku i katastrofalny spadek wzrostu gospodarczego – minus 1,7% – wkurwiły społeczeństwo.

Orban ma jednak większość konstytucyjną, więc może zmieniać prawo według własnego widzimisię. Zabetonowanie wymiaru sprawiedliwości, jakie zrobił PiS w Polsce przed wyborami w 2023 roku, przy tym, co może zrobić Orban, to drobiazg.

Orban może na przykład nadać prezydentowi uprawnienia cesarza, który zatwierdza wszystko, nawet zwołanie parlamentu po wyborach. W razie przegranej może sam zostać prezydentem – a prezydenta na Węgrzech wybiera parlament – i ustanowić dziesięcioletnią… a co tam, dożywotnią kadencję, czyniąc urząd dziedzicznym. Rząd i parlament stałyby się jedynie kółkiem dyskusyjnym.

Dla Węgrów zostałby tylko „wariant Ceausescu”.

czwartek, 11 grudnia 2025

Trumpizm


Trumpizm
  1. Ujawniono dokument Białego Domu, który wcześniej nie został opublikowany wraz ze strategią bezpieczeństwa narodowego USA.
    • Dokument postulował, aby w ramach hasła „Make Europe Great Again” Stany Zjednoczone zacieśniały współpracę z wybranymi państwami europejskimi w celu „odciągnięcia ich” od Unii Europejskiej. Wśród tych państw wymieniono Polskę, Węgry, Austrię i Włochy.
    • Proponowano również powołanie nowej grupy C5 (od ang. core – „rdzeń”), która miałaby funkcjonować na wzór G7, lecz bez wymogów demokratycznych, co umożliwiałoby udział państw dotąd wykluczonych. W skład C5 miałyby wejść: USA, Chiny, Rosja, Indie i Japonia.

  2. Amerykański komentator polityczny Tucker Carlson, jeden z ulubionych publicystów Donalda Trumpa, stwierdził, że najlepszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych byłaby Rosja.

  3. W swoim corocznym raporcie jedna z duńskich agencji wywiadowczych określiła Stany Zjednoczone jako potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa Danii.

  4. Amerykański Kongres 10 grudnia wysłał jasny sygnał: Stany Zjednoczone nie zamierzają odwracać się od Europy ani porzucać wsparcia dla Ukrainy. Wbrew politycznym zapowiedziom Donalda Trumpa, Izba Reprezentantów przegłosowała ustawę ponownie kotwiczącą USA w roli kluczowego sojusznika NATO. Decyzja ta uwidacznia pogłębiający się rozłam w Partii Republikańskiej, gdzie coraz więcej głosów podważa izolacjonistyczny kurs byłego prezydenta.

Moim zdaniem Trump przyjmuje konfrontacyjne stanowisko wobec Europy, ponieważ wiele państw europejskich kieruje się wartościami demokratycznymi: wolnością jednostki, wolnością słowa, równością, tolerancją oraz niezależnością i niezawisłością sądów.

wtorek, 9 grudnia 2025

Miliardy złotych strat. To największa afera związana z budową mieszkań w Polsce.


Miliardy złotych strat. To największa afera związana z budową mieszkań w Polsce. Łódzka prokuratura ogłosiła kilka dni temu, że Michał Sapota, uznawany za „guru polskiej deweloperki” i bywalec politycznych salonów, usłyszał nowe zarzuty działania na szkodę ponad 1,4 tys. klientów. Klienci ci mieli stracić 342 mln zł. Śledczy jednak zaznaczają, że jest to dopiero „jedna piąta” tej historii.

Każdy ma prawo do obrony, a obowiązkiem obrońcy jest działanie dla dobra swojego klienta.

Obrońcą Sapoty jest poseł PiS, Paweł Jabłoński.

Pokrzywdzeni w aferze HREIT zarzucają teraz byłemu wiceministrowi spraw zagranicznych, że w ramach obrony dewelopera składa pisma, w których kwestionuje status tzw. neosędziów.

Fakt, że polityk partii, która deklaruje reprezentowanie „zwykłych ludzi”, broni podejrzanego o tak wielkie oszustwa, jest zrozumiały w kontekście prawa do obrony.

Jednak to, że jego strategia obrony opiera się na kwestionowaniu statusu neosędziów, których wcześniej sam, jako przedstawiciel PIS, współtworzył, budzi oskarżenia o hipokryzję.

piątek, 5 grudnia 2025

Zanieczyszczenie powietrze, a zdrowie


Zanieczyszczenie powietrza nie jest tak silnym czynnikiem wywołującym choroby płuc jak palenie papierosów, jednak stanowi problem masowy, ponieważ narażeni są na nie wszyscy. W efekcie wpływa ono na zdrowie całych populacji.

Długotrwała ekspozycja na smog zwiększa ryzyko:
• astmy,
• zaostrzeń POChP,
• przewlekłego zapalenia dróg oddechowych,
• raka płuca — szczególnie w związku z narażeniem na pyły PM2.5.


Kraje UE o największym zanieczyszczeniu powietrza:
• Bułgaria
• Polska — należy do państw o najwyższych stężeniach drobnego pyłu PM2.5 w UE i jednocześnie zajmuje wysokie miejsca pod względem skutków zdrowotnych, takich jak przedwczesne zgony
• Rumunia
• Chorwacja
• Włochy — zwłaszcza regiony północne


Dlaczego właśnie te kraje są najbardziej dotknięte?
Wysokie poziomy zanieczyszczeń w Bułgarii, Polsce i Rumunii wynikają przede wszystkim z dużego udziału węgla i innych paliw stałych w ogrzewaniu domów.  To właśnie te źródła prowadzą do podwyższonych stężeń pyłów PM2.5, uznawanych za najbardziej szkodliwe dla zdrowia.

W północnych Włoszech oraz niektórych regionach Chorwacji istotną rolę odgrywają emisje związane z intensywnym ruchem samochodowym i przemysłem. Dodatkowo uwarunkowania geograficzne — zwłaszcza obecność dolin i kotlin — sprzyjają kumulacji zanieczyszczeń i utrudniają ich naturalne rozpraszanie.

czwartek, 4 grudnia 2025

Cenzurujemy Jezusa Chrystusa!


Gdy patrzymy na sondaże, widać, że co najmniej połowa Polaków prezentuje postawy:

nacjonalistyczne, momentami wręcz faszystowskie, co trudno zrozumieć w kontekście naszej historii;

antyunijne, czyli — obrazowo mówiąc — strzelanie sobie nie w stopę, lecz w skroń;

antyniemieckie, a więc podcinanie gałęzi, na której opiera się nasza gospodarka;

antyukraińskie, co w praktyce oznacza postawę prorosyjską;

wrogie wobec imigrantów, czyli — nazwijmy to wprost — sprzeczne z chrześcijańskimi wartościami;

hurrapatriotyczne, a więc w praktyce nieprzydatne w razie realnej konieczności obrony Ojczyzny.

Z naszym narodem dzieje się coś niepokojącego — moralność, zwłaszcza moralność chrześcijańska, zdaje się tracić znaczenie. Wybieramy z Ewangelii to, co nam pasuje, a Kościół stał się tylko elementem kultury, tradycji. 
Cenzurujemy Jezusa Chrystusa!

Nie pociesza fakt, że podobne tendencje brunatnienia widoczne są w wielu krajach europejskich, nie wspominając o Ameryce epoki Trumpa.

Boże, toś Polskę…

Nawrocki królem?


 

Wszyscy krzyczą, że Nawrocki nie jest konstytucyjnym prezydentem, ale za to bardzo chętnie chciałby rządzić – najlepiej od razu jako król.

No to sprawdźmy, jaką władzę ma współczesny król. I tu zaczyna się komedia.

Król Wielkiej Brytanii to dziś ktoś, kto rządzi mniej więcej tyle, co ja w moim domu, czyli muszę słuchać i robić co każe żona. 

Jego władza jest: symboliczna, ceremonialna, reprezentacyjna i absolutnie pod kontrolą rządu.

Odmówić rządowi? Ostatni raz spróbowałby tego… w 1707 roku.

Król jest głową państwa, ale w praktyce pełni głównie funkcję ozdoby narodowej. Taki żywy herb.


Co król faktycznie może? 

Zwołuje i rozwiązuje parlament – gdy premier powie „proszę”.
Podpisuje ustawy – czyli pełni rolę luksusowego notariusza.
Wygłasza mowę tronową, ale… napisaną przez rząd. Król czyta jak lektor. Co do słowa.
Ułaskawia – tylko podpisuje, bo decyzję podejmuje Sekretarz Stanu.
Mianuje premiera – tego, którego wskaże matematyka miejsc w Izbie Gmin. Nie ma to tamto. 
Podpisuje umowy – gdy tylko rząd mu podsunie. Jak leci. Bez czytania. 
Reprezentuje kraj, ale tylko zgodnie z instrukcją z Foreign Office, Bezwzględnie bez własnych pomysłów.
• Przyjmowanie ambasadorów i wydawanie listów uwierzytelniających, osobom wyznaczonym przez Foreign Office.
Jest naczelnym dowódcą, ale armia ruszy tylko, jeśli tak zdecyduje rząd. Król może za to pomachać na defiladzie. Wszystkie decyzje militarne podejmuje rząd.
•  Jest zwierzchnikiem Kościoła Anglii, ale biskupów mianuje formalnie; realne decyzje zapadają na podstawie rekomendacji rządu i komisji kościelnych.


Wniosek?

Król Wielkiej Brytanii może świecić… i to głównie świecić:
koroną, berłem i uśmiechem do kamer.

Rządzi natomiast mniej więcej tyle, co figura woskowa w muzeum Madame Tussauds.

Więc cóż to za król z tego Nawrockiego? Chuj wie, kim on właściwie jest.
Stworzył równoległy system władzy, którego zadaniem jest zwalczanie konstytucyjnego rządu.
„Ale wokół wesoło —
Człowiek w pracy, małpa w zoo,
Puste pole za stodołą”

O sprawiedliwym i trwałym pokoju w Ukrainie powinniśmy zapomnieć.



Jak trafnie ujął to Hegel: „Historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła”. Rozmowy z Putinem nie mają większego sensu. Nie podpisze żadnych wiążących ustaleń, a nawet gdyby podpisał – i tak nie będzie ich przestrzegał. Podpis Putina jest tyle wart, co papier, na którym go złożono. Takie podejście jest u niego zasadą, ale w polityce międzynarodowej niestety również się zdarza. Wystarczy przypomnieć sobie memorandum budapeszteńskie.

O sprawiedliwym i trwałym pokoju w Ukrainie powinniśmy zapomnieć. Nawet gdy era Putina minie, szanse na zmianę kursu są minimalne. „Gen imperialny” Niemcom wybito bombardowaniem Drezna i procesami norymberskimi, Japończykom – doświadczeniem Hiroszimy i Nagasaki. 

 Aby wydłubać gen imperialny Rosjanom, trzeba by zburzyć Moskwę.

 

środa, 3 grudnia 2025

Kardynał Grzegorz Ryś — wypowiedzi


 

Kardynał Grzegorz Ryś — wypowiedzi

• O podejściu do spraw wykorzystywania seksualnego w Kościele:
— Rozmawiałem z rodzicami osób skrzywdzonych w dzieciństwie. Oczywiście, że mnie to zmieniło. Kiedy byłem w seminarium i gdy rozpoczynałem swoją drogę duszpasterską, o tych sprawach w ogóle się nie mówiło. Dziś nie wolno mówić jedynie o problemie — trzeba mówić przede wszystkim o konkretnym człowieku, którego zna się z imienia, nazwiska i twarzy.

— Tak, pokrzywdzonym należy się zadośćuczynienie. Kościół ma obowiązek najpierw spotkać się z taką osobą, zapytać, czego potrzebuje i na co środki są konieczne, a następnie po prostu je dać. 

• O anonimizacji krzywdziciela przy jednoczesnym ujawnieniu pokrzywdzonego w oświadczeniu kurii z 2020 r.:
— To był błąd i przeprosiłem za to. Osobiście rozmawiałem z tym panem. Do dziś pozostajemy w kontakcie.

• O polityce:
— Kościoła w polityce nie powinno być. Nie ma do tego prawa.

— Jak stwierdza Sobór: „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”. Nie jest więc od tego, by wprowadzać podziały społeczne ani ich utrwalać.
Jeśli prosimy polityków, by nie wciągali nas w polityczną wojnę, to sami nie zapraszajmy ich do głoszenia swoich poglądów podczas uroczystości religijnych. W Kościele nie ma na to miejsca.

— Kościół powinien rozwijać nie narzędzia polityczne, lecz środki ewangeliczne: głoszenie Słowa, sprawowanie sakramentów, budowanie wspólnoty i dzieła miłości. Na tym się opiera. Jeśli ktoś zamiast tego ogląda się na polityczną władzę, by szukać bezpieczeństwa, głęboko się myli.

— Jeśli księża z mojej diecezji zaczną głosić polityczne treści z ambony, najpierw dostaną naganę, a potem będziemy szukać dalszych konsekwencji. Jeżeli kapłan wywiesi plakat wyborczy — niezależnie której partii — jeszcze tego samego dnia zadzwonię. Dla mnie sprawa jest jasna: nie ma zgody na uwikłanie Kościoła w kampanię wyborczą. Nie ma!

— Partia, która wygra wybory — wszystko jedno która — zapewne ogłosi wieczorem, że zamierza rządzić wszystkimi Polakami. Tymczasem nie da się tego zrobić, jeśli przez poprzednie miesiące systematycznie obrażało się połowę społeczeństwa. I niestety dotyczy to wszystkich stron sporu.

• O ekumenizmie:
— Jesteśmy Kościołem większościowym, a to oznacza, że to my ponosimy największą odpowiedzialność za ekumenizm. To pierwsza część odpowiedzi. A druga jest taka, że ekumenizm stanowi ważną część ortodoksji. Gdy czytamy kolejne dokumenty papieży, nie ma co do tego wątpliwości. Ekumenizm nie jest opcjonalny — jest elementem zarówno ortodoksji, jak i ortopraksji. Mówią o tym dokumenty watykańskie.

Jezus nie chciał Kościoła podzielonego, o czym mówi w modlitwie arcykapłańskiej z 17. rozdziału Ewangelii św. Jana. Nie wystarczy czytać jej raz w roku podczas Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Albo tym żyjemy, albo nie. W tę modlitwę wpisana jest również prawda, że świat nie uwierzy Kościołowi, który pozostaje podzielony.

wtorek, 2 grudnia 2025

Kilka liczb z ZUS (2024)


 Kilka liczb z ZUS (2024)

Liczba osób pobierających emerytury i renty: 9,38 mln
○ Stanowi 25% ludności Polski.
○ Wzrost emerytur od 2015 roku: z ok. 5,0 mln do 7,39 mln w 2023 r. (19,7% ludności).

Łączne wydatki na świadczenia: 413,2 mld zł
○ Wzrost w stosunku do 2023 roku: 15,4%
○ Większość wydatków dotyczy systemu pozarolniczego.

Dopłata z budżetu państwa do ZUS (FUS) - składki nie starczają:
○ W 2023 r.: ponad 51,6 mld zł
○ Plan na 2026 r.: ok. 90,75 mld zł

Średnie emerytury i renty:
○ ZUS: 3 862 zł
○ Służby mundurowe: 6 374 zł
○ KRUS: 2 111 zł




Jak długo jeszcze?


Jak długo jeszcze?
Jak długo jeszcze będziemy udawać, że to się nie dzieje naprawdę?
Rosyjskie drony wlatują nad Polskę i Rumunię jak do własnego podwórka. Drony i zakłócenia GPS paraliżują lotniska w całej Europie. Sabotażyści wysadzają linie kolejowe – te same, którymi jedzie pomoc dla Ukrainy. Samoloty bojowe i okręty wojenne Putina krążą wokół naszych granic, jakby sprawdzały, czy jesteśmy już wystarczająco zmęczeni, by przestać reagować.
A Europa? Bo Trump to krypto sojusznik Putina.
Europa patrzy, komentuje, potępia – i czeka.
Na co?
Czy naprawdę Europa wierzy, że to wszystko „skończy się na Polsce”?
Historia łaskawie zatrzyma się na naszej granicy?
W 1939 roku też tak myśleli.
I wiemy, jak to się skończyło.
Rosyjska wojna hybrydowa trwa od lat, tylko nie chcieliśmy jej widzieć.
To Rosja wysyłała zabójców na ulice Londynu.
To Rosja wysadzała składy amunicji w Czechach.
To Rosja pompowała pieniądze w skrajne partie, które mają rozwalić Unię od środka.
To Rosja zalewała media społecznościowe kłamstwem i sianiem nienawiści.
To Rosja wpływała na wybory w Rumunii, Mołdawii, ale także na nasze.
To Rosja doprowadziła do brexitu, osłabiając Europę wtedy, gdy świat najbardziej wymagał jedności.
Według Globsecu – tylko w pół roku Europa odnotowała ponad 110 aktów sabotażu. Głównie w Polsce i Francji.
Sto dziesięć!!!
To nie przypadki. To nie „incydenty”.
To próba sprawdzenia, czy Zachód jeszcze w ogóle potrafi się bronić.
Rosjanie testują nas codziennie.
Centymetr po centymetrze przesuwają granicę.
I pytam: Jak długo jeszcze?
Jak długo będziemy udawać, że wojna hybrydowa to jakaś gra nerwów, a nie realny atak na bezpieczeństwo całej Europy?
Nadszedł moment, w którym musimy przestać być bierni.
Bo jeśli dziś nie powiemy „dość”, jutro możemy się obudzić w świecie, w którym już nie będziemy mieć niczego do powiedzenia.
Rosja chce sprawdzić, gdzie jest nasza słabość.
Pytanie brzmi: czy naprawdę zamierzamy jej to pokazać?
Rozpocznijmy działania odwetowe, rozpocznijmy działania hybrydowe przeciw Rosji.
To nie doprowadzi do otwartej wojny, bo wtedy przystąpią do niej USA i Rosja zostanie rozjechana.
A straszenie wojną nuklearną jest śmieszne. Nawet szalony Putin nie doprowadzi do zabicia życia na Ziemi.
Musimy przestać się bać i zacząć działać.

Wolność słowa w trumpizmie


Wolność słowa w trumpizmie

Na oficjalnej stronie internetowej Białego Domu pojawiła się nowa sekcja zawierająca listę mediów i dziennikarzy krytykujących Trumpa. W tej swoistej „galerii hańby” znalazły się m.in.:

• agencja prasowa Associated Press,

• dzienniki „The New York Times” i „The Wall Street Journal”,

• portale Politico, Axios oraz The Hill,

• a także stacje telewizyjne CBS, CNN i MSNB