poniedziałek, 12 stycznia 2026

"Szczęść Boże" w ustach Brauna jest bluźnierstwem


Za wzrostem popularności Grzegorza Brauna nie stoi wyłącznie fala eurosceptycyzmu. Braun zrobił coś więcej: wyjął antysemityzm z politycznego podziemia i wprowadził go na scenę główną. Nobilitował żydożerstwo — z nienawiścią, bez wstydu i bez kamuflażu. I okazało się, że część publiczności na to czekała. A holokaustu „nie było”.

Antysemickie resentymenty od lat tliły się w części elektoratu PiS i Konfederacji, lecz brakowało polityka, który wypowie je głośno. Braun wypełnił tę lukę. Stał się trybunem ludzi, którzy chcieli wykrzyczeć patologiczną nienawiść do Żydów, lecz dotąd ograniczali się do szeptów.

Do tego dochodzi jawna sympatia wobec Kremla i wrogość wobec Ukrainy. Dla części społeczeństwa Rosja nadal jawi się jako symbol „porządku”, a czasy PRL — jako okres stabilności. W tej logice sankcje nałożone na Rosję nie są karą dla agresora, lecz rzekomą przyczyną własnych problemów ekonomicznych.

Antyukraińskość w tej narracji rzadko wynika z refleksji historycznej o Wołyniu. Częściej z prostego, plemiennego myślenia: „Pomagają im – więc okradają nas”. Braun nadał temu głos i mikrofon.

To nie Braun stworzył te postawy. On je skupił, wzmocnił i ubrał w polityczną formę. I właśnie dlatego jest groźny — bo mówi na głos to, co wcześniej krążyło półszeptem.

„Szczęść Boże” w ustach Brauna brzmi jak bluźnierstwo.

Dlaczego polska prawica wygrywa „Bogiem”?


Dlaczego polska prawica wygrywa „Bogiem”?
Bo głosi taką religijność, która odpowiada wielu ludziom.

Religijność polskiej prawicy wybiera z Biblii głównie fragmenty o karze, potępieniu i gniewie Boga. Taka wiara daje wygodne narzędzie: pozwala osądzać innych — i robić to w imieniu Boga. A człowiek najłatwiej czyni zło wtedy, gdy uwierzy, że robi je dla dobra wyższego, z Bożego nakazu. Wtedy sumienie — o ile jeszcze działa — pozostaje czyste.

Nie trzeba wracać do mroków średniowiecza ani do haseł z klamer pasów żołnierzy Wehrmachtu, by zobaczyć mechanizm usprawiedliwiania zła w działaniu. Dziś „wola Boża” służy jako parawan dla:
• zawiści i nienawiści,
• nacjonalizmu i szowinizmu,
• rasizmu i antysemityzmu,
• mizoginii i homofobii.

Wszystko to staje się dopuszczalne, jeśli ubierze się w szaty „obrony wartości chrześcijańskich”.


Świątynia jako wiec polityczny

Prawica zrozumiała, że Kościół — jako instytucja i jako budynek — daje coś, czego nie da Internet: poczucie wspólnotowej siły. Zgoda na polityczne wiece w świątyniach tworzy iluzję, że Bóg jest członkiem konkretnej partii. Widząc tłum myślący tak samo, wierny dostaje potwierdzenie: „Bóg nami kieruje, więc mamy rację”.
To zdejmuje z jednostki ciężar odpowiedzialności za własną nienawiść.


A co mówi Ewangelia?

Ewangelia mówi coś znacznie trudniejszego: że Bóg jest miłością i że mamy kochać bliźniego. A to wymagające.
Miłość nie daje poczucia wyższości.
Miłość nie pozwala pogardzać.
Miłość nie buduje wspólnoty przeciw komuś, lecz z kimś.

I jak z tym żyć?

Taka religia jest niewygodna. Nie pasuje do nich. Obraz Boga staje się problemem. Bo jak to — miłość? Miłość bliźniego dla współczesnego, standardowego wyborcy bywa wręcz niebezpieczna. A nawet jeśli nie niebezpieczna — to nudna. Miłość, uśmiech, życzliwość nie dają adrenaliny. A oni jej potrzebują.


Cenzura Słowa Bożego

Ratunkiem dla sumień prawicowych polityków i ich wyborców stała się selektywna cenzura Biblii. Jednym uchem wpuszczają fragmenty o miłosierdziu, drugim je wypuszczają, zatrzymując tylko te o „mieczu” i „oddzielaniu ziarna od plew”.
Cenzurują Biblię na własny użytek.

Zostaje Biblia skrojona na miarę własnych potrzeb — wyrywkowa, surowa i, co najgorsze, całkowicie pozbawiona Boga, który przecież jest Miłością.

I właśnie na tej selektywnej wierze budują dziś swoją narrację politycy PiS, Konfederacji czy środowiska Brauna. 



wtorek, 6 stycznia 2026

Jakie możliwości ma rząd, jeśli chce podwyższyć kwotę wolną od podatku do 60 tys. zł?


Jakie możliwości ma rząd, jeśli chce podwyższyć kwotę wolną od podatku do 60 tys. zł?

W praktyce – żadnych.

Podwyższenie kwoty wolnej od podatku PIT do poziomu 60 tys. zł oznaczałoby ubytek dochodów budżetowych rzędu 55,9 mld zł rocznie. To kwota ogromna – tyle Polska wydaje na program 800+.

Problem polega na tym, że taka decyzja musiałaby zostać podjęta w wyjątkowo trudnym momencie dla finansów publicznych. Już w 2023 r., a więc za rządów Morawieckiego, Polska notowała bardzo wysoki deficyt sektora finansów publicznych, który rósł po przejęciu rządu przez Tuska.

W lipcu 2024 r. kraj został dodatkowo objęty procedurą nadmiernego deficytu, co w praktyce znacząco ogranicza możliwość dalszego zwiększania deficytu budżetowego.

Procedura ta zakłada, że państwo powinno dążyć do konsolidacji finansów, a nie do podejmowania decyzji, które pogłębiają nierównowagę dochodów i wydatków.

Tymczasem już w 2026 r. – głównie ze względu na rekordowe wydatki na obronność – deficyt budżetu państwa ma wynieść około 273 mld zł, czyli około 6,3–6,5 % PKB w 2026 roku.

Jeżeli więc rząd chciałby mimo to zrealizować obietnicę podwyższenia kwoty wolnej do 60 tys. zł, ma teoretycznie tylko trzy możliwości:

1. Znaleźć niemal 56 mld zł oszczędności po stronie wydatków, co oznaczałoby drastyczne cięcia w różnych obszarach polityki publicznej.

2. Podwyższyć inne podatki lub składki, aby zrekompensować ubytek dochodów z PIT.

3. Zastosować rozwiązanie mieszane, czyli jednocześnie ciąć wydatki i podnosić podatki.

Każda z tych opcji jest  niemożliwa do realizacji, ponieważ zostanie zablokowana przez Nawrockiego.
Walka z rządem jest jego głównym celem politycznym.

Widać to po jego propozycjach ustaw: postuluje zwiększanie lub wprowadzanie nowych wydatków bez wskazania źródeł finansowania, a jednocześnie wetuje wszystkie ustawy sejmowe i rządowe, które prowadzą do oszczędności lub zwiększenia wpływów do budżetu.

Ponieważ około 80% wydatków budżetowych to tzw. wydatki sztywne, zapisane w obowiązujących ustawach, nie ma realnej możliwości uzyskania znaczących oszczędności po stronie wydatków, ponieważ Nawrocki takie rozwiązania zablokuje.

Nie ma też co liczyć na zwiększenie dochodów budżetowych, ponieważ Nawrocki takie rozwiązania też zablokuje.

Teoretycznie możliwe byłyby oszczędności na wydatkach na wojsko i uzbrojenie, jednak w obecnej sytuacji geopolitycznej rząd nie może sobie na to pozwolić.

Zaraz… Możemy też olać deficyt i zadłużenie i pożyczyć te 56 mld zł 

niedziela, 4 stycznia 2026

Mercosur, Zielony Ład i ukraińskie zboże z Ukrainy. Protest rolników.


Zobaczyłem protest rolników – przeciwko Mercosur, Zielonemu Ładowi i importowi z Ukrainy.

Nie znam takiego rolnictwa. Traktory warte miliony złotych, przystrojone flagami Polski i transparentami: „Precz z UE” i „Precz z Tuskiem”.

Rolnictwo musi być świetnym biznesem.
Ja pamiętam inną wieś. Ciężko pracującą. 
A może to już nie jest „polska wieś”, tylko dobrze prosperujący sektor biznesowy – ludzie robiący pieniądze w branżach powiązanych z rolnictwem.

Fakty polityczne i chronologia

  1. 2015 – rolnicy dają zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych.

  2. Grudzień 2015 – premier Beata Szydło zgadza się na Porozumienie Paryskie (COP21). Polska deklaruje redukcję emisji oraz wpłatę 8 mln dolarów do Zielonego Funduszu Klimatycznego.

  3. Kwiecień 2016 – Beata Szydło podpisuje Porozumienie Paryskie w Nowym Jorku:
    „Porozumienie klimatyczne spełnia nasze oczekiwania. Jest dobre dla Polski”.

  4. Październik 2016 – rząd Beaty Szydło przyjmuje uchwałę o ratyfikacji Porozumienia Paryskiego. To ważne dla uznania transformacji klimatycznej przez całą UE

  5. 2016–2017 – rząd PiS na szczytach Rady Europejskiej akceptuje konkluzje wzywające do przyspieszenia negocjacji z Mercosur. Polska nie blokuje rozmów, mimo że miała taką możliwość.

  6. Luty 2018 Morawiecki, wraz m.in. z Niemcami i Hiszpanią, podpisuje oświadczenie wzywające Komisję Europejską do „szybkiego i pomyślnego zakończenia negocjacji” z Mercosur.
    Argument: korzyści dla polskiego przemysłu i dywersyfikacja eksportu.

  7. Czerwiec 2019komisarz UE ds. rolnictwa z nadania PiS Janusz Wojciechowski:
    „Import wołowiny z Mercosur to tylko 1,5% unijnej konsumpcji – dwa hamburgery rocznie na osobę”.

  8. Czerwiec 2019 – minister Jadwiga Emilewicz: Mercosur to szansa dla polskich eksporterów i zniesienie ceł sięgających 35%.

  9. Sierpień 2019 – po protestach francuskich rolników prezydent Francji Emmanuel Macron ogłasza, że Francja nie ratyfikuje umowy w obecnym kształcie.

  10. Wrzesień 2019 – po protestach austriackich rolników parlament Austrii zobowiązuje rząd do zawetowania Mercosur.

  11. Grudzień 2019 – po protestach we Francji, Irlandii, Austrii i Polsce rząd PiS dołącza do państw blokujących umowę. Polska teraz już nie znajdzie. Przechlapane. 

  12. Październik 2019 – rolnicy ponownie w większości głosują na PiS.

  13. Grudzień 2019 – premier Mateusz Morawiecki akceptuje cel neutralności klimatycznej UE do 2050 roku (Europejski Zielony Ład).

  14. Grudzień 2020Morawiecki zgadza się na pakiet Fit for 55 (55% redukcji emisji do 2030 r.).

  15. Styczeń 2021 – minister rolnictwa Henryk Kowalczyk:
    „Zielony Ład to wielka szansa dla polskich rolników”.

  16. Maj 2021 – rząd wprowadza Polski Ład, spójny z założeniami Zielonego Ładu i KPO.

  17. Czerwiec 2021Morawiecki popiera Europejskie Prawo Klimatyczne.

  18. Wrzesień 2021Morawiecki:
    „Rolniczy Zielony Ład wzmocni małe i średnie gospodarstwa”.

  19. Grudzień 2021 – Janusz Wojciechowski:
    „Reforma WPR jest w 100% zgodna z programem rolnym PiS”.

  20. Styczeń 2022Wojciechowski:
    „Zielony Ład w rolnictwie jest w pełni zgodny z programem PiS”.

  21. Luty 2022 – Rosja atakuje Ukrainę.

  22. Czerwiec 2022 – UE znosi cła i kontyngenty na produkty rolne z Ukrainy.

  23. Lipiec 2022 – Jarosław Kaczyński zapewniał, że ukraińskie zboże „nie jest zagrożeniem” dla polskich rolników i że nikt na tym nie straci:

    „Nikt nie straci, wszyscy sprzedadzą swoje zboże po naprawdę bardzo przyzwoitych cenach, nawet jeżeli uwzględnić inflację.”

  24. Lato 2022 – decyzje rządu PiS:
    – brak realnej kontroli importu,
    brak rozróżnienia tranzytu i importu,
    – ukraiński zboże pozostaje w Polsce.

  25. Czerwiec 2022 - Tusk mówił, że zboże z Ukrainy zaszkodzi polskim rolnikom, zwracając uwagę na potrzebę takiej organizacji handlu, żeby pomoc Ukrainie nie szkodziła polskim producentom.

  26. Jesień 2022 – ceny skupu gwałtownie spadają, magazyny są pełne.

  27. Zima 2022/2023 – kryzys narasta, miliony ton zboża zalegają w kraju.

  28. Marzec 2023 – masowe protesty rolników, ujawnienie patologii w obrocie zbożem.

  29.  Kwiecień 2023 r. Tusk ostro skrytykował rząd PiS za politykę ws. ukraińskiego zboża, mówiąc np.:

    • że ostrzegał już wcześniej przed problemami związanymi z zalewaniem rynku tanim zbożem z Ukrainy,

    • że działania rządu to „nic nie robienie”, poza tym, że ktoś „zarobił pieniądze”,

    • oraz zadał pytanie retoryczne, czy „rządzą nami idioci czy złodzieje?” w kontekście polityki rolnej i handlowej.

  30. 2025 – rolnicy popierają kandydata PiS, Karola Nawrockiego.


Pytania o mechanizmy społeczne

Patrząc na to zestawienie, trudno nie zadać kilku fundamentalnych pytań:

  1. Skuteczność propagandy
    Czy aparat medialny PiS był na tyle potężny, że zdołał przekonać rolników, iż za decyzje podejmowane przez rządy Morawieckiego i Szydło odpowiada… Donald Tusk? "Wina Tuska" to aksjomat? 

  2. Wyparcie faktów
    Czy mamy do czynienia z masową amnezją? A może lojalność partyjna i ideologiczna okazała się silniejsza niż realne doświadczenie ekonomiczne, dbałość o własny interes? 

  3. Tożsamość kontra interes
    Dlaczego grupa zawodowa, która szczególnie mocno ucierpiała wskutek opieszałości rządu w 2022 roku, dziś protestuje ramię w ramię z autorami tamtych zaniedbań?
    Dlaczego protestuje razem z tymi, którzy nas wpakowali w Zielony Ład i umowę Mercosur?

Czy polska wieś stała się zakładnikiem własnych emocji?

A może po prostu polityczny cynizm wygrał z logiczną analizą faktów?


 

czwartek, 1 stycznia 2026

Trump dąży do zastąpienia współpracy międzynarodowej narzędziami presji militarnej i ekonomicznej.


Polityka Donalda Trumpa znacząco wpłynęła na postrzeganie Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Jego podejście, oparte na haśle „America First” („Ameryka przede wszystkim”), doprowadziło do wyraźnej erozji zdolności USA do pozyskiwania sojuszników oraz wywierania wpływu poprzez atrakcyjność własnej kultury, wartości wolnościowych i demokratycznych oraz polityki zagranicznej.

Trump dąży do zastąpienia współpracy międzynarodowej narzędziami przymusu militarnego i ekonomicznego.

Jednym z przykładów tej strategii jest Wenezuela. Z jednej strony administracja Trumpa obaliła tamtejszego dyktatora, z drugiej zaś prezydent bezwstydnie flirtuje ze zbrodniarzem wojennym i ludobójcą – Władimirem Putinem.

Trump otwarcie mówił, że amerykańskie koncerny naftowe będą „pompować” wenezuelską ropę, a sama Wenezuela ma być de facto zarządzana przez USA – czyli okupowana – do momentu stworzenia „odpowiedniego” rządu. W praktyce oznaczało to próbę cofnięcia historii i sprowadzenia kraju do roli nowoczesnej republiki bananowej: państwa formalnie niepodległego, lecz realnie podporządkowanego obcym interesom gospodarczym i politycznym.

Transakcyjna logika jest szczególnie wyraźnie widoczna w podejściu do Korei Północnej. Dyktator tego państwa doprowadza własny naród do skrajnej nędzy i zagłady — i nic. Brakuje realnej reakcji ze strony Trumpa, ponieważ Korea Północna nie posiada ropy, nie dysponuje zasobami, które można by łatwo wykorzystać biznesowo, ani nie stanowi rynku atrakcyjnego dla amerykańskiego kapitał.

Konsekwencje tak prowadzonej polityki mogą być dalekosiężne i niebezpieczne:

doprowadzą do stopniowego przejmowania wpływów w świecie - poza USA - przez Chiny – aż w końcu i one same staną się celem podobnej presji;

utrwalą akceptację rozwiązywania sporów międzynarodowych siłą. Jeśli w ten sposób relatywizuje się prawo międzynarodowe, rodzi się pytanie: jak długo Tajwan pozostanie suwerennym państwem? Skoro Trump może ignorować agresję i systemowe łamanie praw człowieka, dlaczego Putin miałby czuć się jakimikolwiek normami ograniczony?
A Grenlandia? Meksyk? Kolumbia? 

sprzyjać będą odrodzeniu tendencji autorytarnych i dyktatorskich – na wzór trumpizmu – także w państwach o ugruntowanych tradycjach demokratycznych;

przyczynią się do powrotu neokolonialnej polityki mocarstw imperialnych wobec słabszych państw, włącznie z Polską;

doprowadzą do rozpadu sojuszu transatlantyckiego – w tym zakresie Trump i Putin działają de facto ręka w rękę;

• wreszcie: przyspieszą ostateczny upadek wartości, etyki i moralności w polityce międzynarodowej.


1. Izolacjonizm i wycofywanie się z umów międzynarodowych

Decyzje o opuszczaniu kluczowych porozumień międzynarodowych podważyły wiarygodność USA jako stabilnego partnera oraz osłabiły ich pozycję lidera globalnego porządku.

2. Transakcyjne podejście do dyplomacji

Trump postrzegał relacje międzynarodowe w kategoriach czysto biznesowych – jako bilans zysków i strat. Takie podejście osłabiło tradycyjne sojusze, m.in. z państwami NATO i Unią Europejską, a także zniechęciło kraje, które dotąd widziały w USA strażnika wartości demokratycznych. W efekcie otworzyło to przestrzeń dla rządów autorytarnych w świecie dotychczas uznawanym za demokratyczny.

3. Wizerunek przywództwa

Chaotyczna i konfrontacyjna retoryka prezydenta oraz podważanie instytucji demokratycznych negatywnie wpłynęły na atrakcyjność „amerykańskiego modelu” w oczach światowej opinii publicznej.

4. Osłabienie „magnesu edukacyjnego”

Restrykcje wizowe i antyimigrancka retoryka doprowadziły do spadku liczby zagranicznych studentów oraz specjalistów w USA, ograniczając możliwość kształtowania proamerykańskich elit w innych krajach.

5. Erozja dyplomacji rozwojowej

Cięcia w pomocy zagranicznej pozbawiły Stany Zjednoczone istotnych narzędzi wpływu w państwach rozwijających się.

Dążąc do wzmocnienia pozycji USA poprzez twardą siłę i naciski ekonomiczne, administracja Trumpa w praktyce osłabiła prestiż oraz moralne przywództwo Stanów Zjednoczonych na świecie. W efekcie tam, gdzie USA rezygnowały z aktywnej obecności – czy to w instytucjach międzynarodowych, czy w poszczególnych regionach – oraz tam, gdzie tracą zaufanie, wchodzą Chiny ze swoją alternatywną ofertą.

Uczmy się jeść pałeczkami.

Czy prorosyjska postawa Donalda Trumpa na Ukrainę powinna dziwić?


Czy prorosyjska postawa Donalda Trumpa wobec pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę powinna dziwić?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto przypomnieć jego pierwszą kadencję (2017–2021). Już wtedy relacje Trumpa z Putinem powszechnie określano mianem specyficznej „przyjaźni”. Trump wielokrotnie i publicznie:

• chwalił Putina jako „silnego i wspaniałego przywódcę”,

• podkreślał, że „wspaniale się dogadują”,

• kwestionował ustalenia amerykańskich służb wywiadowczych dotyczące rosyjskiej ingerencji w wybory w 2016 roku, ingerencji na jego korzyść,

• konsekwentnie unikał bezpośredniej krytyki Kremla.

Kulminacyjnym momentem była konferencja w Helsinkach (2018), podczas której Trump, stojąc u boku Putina, zasugerował, że ufa zapewnieniom prezydenta Rosji bardziej niż raportom własnego wywiadu. Wywołało to falę krytyki nawet wewnątrz Partii Republikańskiej.

Istnieje jednak kluczowa różnica między tamtym okresem a dniem dzisiejszym. Wówczas Republikanie nie byli jeszcze partią w pełni izolacjonistyczną. Gabinet Trumpa tworzyli ludzie reprezentujący tradycyjną linię USA jako „strażnika demokracji”:

1. John Bolton (doradca ds. bezpieczeństwa narodowego) – zwolennik twardej polityki wobec Rosji

2. John Kelly (szef sztabu Białego Domu) – generał dbający o procedury i stabilność państwa.

To oni – wraz z innymi urzędnikami – stanowili bezpiecznik, który powstrzymywał nieprzewidywalne impulsy Trumpa i dbał o to, by globalny układ sił nie został wywrócony do góry nogami, by agresywne działania Rosji spotykały się z sankcjami. 

W obecnej kadencji sytuacja wygląda inaczej: ruch MAGA zdominował Partię Republikańską, a Trump otoczył się lojalistami popieprzonymi jak on sam. , co usuwa dotychczasowe bariery w polityce zagranicznej USA.  Wizja, że Donald Trump, Władimir Putin i  Xi Jinping podzielą i podporządkują świat nie jest już absurdalna.